niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 90

-I jak? - zapytała się Rose gdy wyszłam z gabinetu ginekologa.
-Rose, to były tylko podstawowe badania. Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się do niej. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do naszego mieszkania. Coraz bardziej przyzwyczajałam się do wiadomości, że jestem w ciąży i coraz mniej mi to przeszkadzało. Minęło tak niewiele dni, aby Harry przekonał mnie, że damy radę i razem wychowamy naszego maluszka. Gdy weszłyśmy do wnętrza mieszkania Harry od razu stał tuż przy mnie.
-Jak było, jak się czujesz i mów wszystko co powiedział ci lekarz. - wziął mnie za rękę i poprowadził do salonu. Usiadł na kanapie i chwytając mnie za biodra usadził mnie na swoich kolanach. Dołączyła do nas Rose, która usiadła na miejscu obok. 
-Powiem ci to samo co Rosalii, doktor powiedział, że na razie jest wszystko w porządku, ale to dopiero 4 tydzień, więc nie ma się co martwić na zapas. I błagam was, przestańcie być tacy nadopiekuńczy, ja nie choruję na śmiertelną i nie uleczalną chorobę, tylko jestem w ciąży. - przytuliłam się do mojego chłopka i dałam mu całusa w policzek. Oboje uśmiechnęli się do mnie. Harry musiał wrócić do firmy, a my z Rose zajęłyśmy się nauką. Jutro już normalnie wracamy na uczelnię. Po mimo tego, że teraz ja jestem w ciąży, a moja przyjaciółka planuje ślub to i tak nie odpuściłyśmy ze szkołą.
***
Moja przyjaciółka wparowała do mieszkania, przerywając mi czytanie książki. Była cała w skowronkach, a uśmiech miała od ucha do ucha.
-Z czego jesteś taka zadowolona? - zapytałam.
-Ustaliliśmy z Niall'em datę naszego ślubu! - powiedziała uradowana. Zrzuciłam z siebie koc, odłożyłam książkę i podbiegłam do Rozy. Przytuliłam ją i pocałowałam w policzek.
-Gratuluję! No i mów kiedy. - usiadłyśmy.
-21 stycznia. - przygryzła dolną wargę, a ja pisnęłam i ponownie na nią skoczyłam. Jest połowa października, więc do ślubu zostało jakieś trzy i pół miesiąca. Nie mogę nacieszyć się ich szczęściem. To wszystko tak szybko się stało. W ogóle cały ten rok minął szybko. Raz to był gorszy czas, a innym razem najlepszy w moim życiu.
*20 grudnia*
-Pomóc ci w czymś? - zapytałam chyba po raz setny dzisiaj moją przyjaciółkę. Rosalie szykowała przekąski oraz sprzątała dom od samego rana, ponieważ o 16:00 mamy małą imprezę świąteczną wraz z Liam'em, Louis'em, Zayn'em, Eleanor i Danielle. Będzie również mały Chris . Tak, El i Lou od końca września mogą poczuć się prawdziwymi rodzicami.
-Nie, masz siedzieć i nic nie robić. - warknęła. Łatwo się denerwuje pod presją. Od jakiegoś czasu nie dopuszcza mnie do żadnych czynności fizycznych. Przecież nie jestem w dziewiątym miesiącu ciąży, mogę jej pomóc. Postanowiłam ją zignorować i pomóc jej w sprzątaniu. Przewróciła oczami, ale była cicho. Po skończonych przygotowaniach
Louis i Chris
mieszkania, poszłyśmy się przebrać.
-Hej! - przywitałyśmy El i Lou. -Chris ! - Rose wzięła na ręce od brunetki małego chłopczyka. Widać, że to dziecko Louis'a, nie dość, że podobny, to cały czas się śmieje. Wróciłyśmy do reszty i zaczęliśmy składać sobie życzenia. Gdy skończyliśmy, zasiedliśmy do stołu. Zjedliśmy posiłek i rozmawialiśmy spokojnie, jak cywilizowani ludzie. Harry siedział obok mnie i cały czas trzymał swoją dłoń na moim kolanie. Delikatnie jeździł opuszkami palców, co wywoływało u mnie przyjemne dreszcze. Wręczyliśmy sobie nawzajem prezenty, z których każdy był zadowolony. Gdy się rozeszli, nasi partnerzy pomogli nam posprzątać stół i cały pokój dzienny. Usiedliśmy w salonie.
-Zmęczona jestem. - powiedziała Rose i oparła głowę o ramię Niall'a.
-Ja też. To był na prawdę świetny dzień, ale i też męczący. - ułożyłam się wygodniej i położyłam dłonie na moim lekko zaokrąglonym brzuchu.
-Idziemy spać? - zapytał Hazz kładąc dłoń na moich splecionych palcach, które oparłam przed chwilą na brzuchu.
-Tak. - ziewnęłam i podniosłam się z kanapy.
*Oczami Rose*
-I zostaliśmy sami. - podsumował Niall.
-Coś proponujesz w ten sposób? - zaśmiałam się, odwracając się w jego stronę. Widziałam w jego oczach mały błysk, a na jego buzi wymalował się ten piękny, szeroki uśmiech. Pokręcił przecząco głową, dalej się uśmiechając. Rozbawiona jego zachowaniem, przełożyłam prawą nogę, przez jego ciało i usiadłam na nim okrakiem. Delikatnie musnęłam jego usta. Oddawał pocałunki coraz mocniej, w pewnym momencie rozszerzył moje usta i wprowadził do nich swój język, tocząc ze mną walkę. Jego dłonie powędrowały na dół moich ud i uniósł mnie do góry. Chwycił mnie stabilniej i zmierzył do naszej sypialni, gasząc wszędzie światła.
--------------------------------------------------------------------------------
Przypominamy, że pojawiła się nowa zakładka, a mianowicie z Tumblr'em naszych bohaterów. Tak jak pisałyśmy w którymś z rozdziałów, będą się pojawiać zdjęcia dotyczące Rose, Vicki oraz Harry'ego i Niall'a. 

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 89

-Chodź tu, szybko! Błagam... - usłyszałam łamiący się głos Victorii. Jak oparzona, zerwałam się z sofy w pokoju dziennym i pobiegłam do łazienki. Zatrzymałam się na chwilę w drzwiach, by zobaczyć płaczącą Victorię na kafelkach podłogowych. Podeszłam do niej i odsłoniłam jej twarz, która była zakryta drżącymi dłońmi. Jedną miała zaciśniętą w pięść. Trzymała test, który kazałam jej zrobić parę minut temu. Pod wpływem mojego dotyku, rozluźniła palce i pozwoliła wziąć kawałek plastiku. Spojrzałam na niego. Wynik był pozytywny, Vicki jest w ciąży.
-Gratulacje. - uśmiechnęłam się do blondynki, lecz ona tego nie odwzajemniła. Zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Nie ma co gratulować! Nie jestem gotowa na dziecko... - jęknęła poprzez płacz i wtuliła głowę w moje ramie. - Usunę je...
-Co? Nie ma mowy. Nie możesz. - odpowiedziałam stanowczo, prostując się.
-Mogę. Ja go nie chcę!
-Victoria, nie zrobisz tego. Zobaczysz, jeszcze je pokochasz. Każdy z nas ci pomoże, nie zostaniesz z tym sama. - głaskałam ją po plecach, próbując dodać jej otuchy. - Masz Harry'ego, mnie, Niall'a i całą resztę.
-Yhym, na pewno. Z Niall'em za niedługo bierzesz ślub, wyprowadzicie się od nas. Liam, Louis, Zayn i dziewczyny. Praktycznie nie mają czasu na co dzień, zwłaszcza, że Elounor w przyszłym tygodniu powita własne dziecko...
-Co z tego? Zawsze jesteśmy do waszej dyspozycji i możesz na nas liczyć.
-Nie rozumiesz tego. Ja nie chcę mieć teraz dziecka. Jestem za młoda na to. - ponownie ukryła twarz za swoimi dłońmi. Westchnęłam zrezygnowana i poszłam do kuchni. Wzięłam ze stołu mój telefon i wybrałam numer Harry'ego.
-Cześć. - przywitał się mile.
-Musisz tu przyjechać. Natychmiast. - nawet się nie przywitałam. Musiałam od razu go o to poprosić, by Victoria nie zrobiła jakiegoś głupstwa.
-Dlaczego? Co się stało? - zaczął się denerwować i stresować.
-Dowiesz się na miejscu. Pośpiesz się. - ponagliłam go i rozłączyłam się. Wróciłam do łazienki i usiadłam obok przyjaciółki.
*Oczami Victorii*
-Kochanie? - do pomieszczenia wszedł Harry. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego załzawionymi oczami. Kucnął przy mnie, ująwszy moją twarz w swoje dłonie. - Co się stało? - zapytał troskliwym głosem, gładząc kciukami moje kości policzkowe. Odwróciłam od niego głowę i odnalazłam na ziemi test, po czym podałam mu go. Chwycił go w dwie ręce i patrzył na niego przez chwilę.
-Będę tatą... - uśmiechnął się pod nosem. - Gratulacje, kochanie. - pocałował mnie prosto w usta.
-Cieszysz się? - zapytałam niepewnie. Inaczej to planowaliśmy.
-No jasne, że tak. - uśmiechnął się jeszcze szerzej i pomógł mi wstać. - A ty się nie cieszysz? - popatrzył na mnie podejrzliwie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie wiem czy je kocham, nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Posłałam mu tylko rozkojarzone spojrzenie. Od razu rozszyfrował je i mocno mnie przytulił. - Wiem, że to nie miało być w tej kolejności, ale to nasze dziecko. Nasza córeczka, bądź synek. Będziemy wychowywali je razem. - tłumaczył, a jego radość nie opuszczała go na chwilę.
-To i tak za wcześnie. - stawiałam na swoim. - Nie jestem gotowa. - oparłam głowę o jego obojczyk i ciężko oddychałam.
-Nie możesz go zabić, nie pozwolę ci na to. - powiedział twardo, co było do niego nie podobne. - Obiecaj mi, że tego nie zrobisz. Obiecaj mi również, że pozwolisz stworzyć nam rodzinę. - patrzył się głęboko w moje oczy, kiedy to mówił. Rozmyślałam wszystkie za i przeciw. Co jeśli sobie nie poradzę? Co jeśli go nie pokocham i nie będę potrafiła go wychować? Rozmyślałam nad tym cały wieczór. Harry cały czas przy mnie był, nie opuszczał mnie nawet na minutę. Gdy w końcu położyliśmy się do łóżka, wtuliłam się w mojego chłopaka, podjęłam ostateczną decyzję.
-Obiecuję. - powiedziałam cicho. Loczek przyciągnął mnie  bliżej siebie i pocałował w czoło.
-Dziękuję. - odpowiedział szeptem i usnął niedługo potem.
***
Nie zmrużyłam oka nawet na chwilę tej nocy. Cały czas myślałam o życiu, które rozwija się wewnątrz mnie. Próbuję dopuścić do siebie myśl, że to moje i Hazzy dziecko, lecz ciężko mi to idzie. Teraz siedziałam pół przytomna przy stole czekając na śniadanie.
-Śniadanie. - Rose postawiła przede mną talerz z jajecznicą i sama usiadła naprzeciwko mnie.
-Nie jestem głodna. - mruknęłam.
-Nie obchodzi mnie to, musisz coś zjeść. - nie musiałam z nią dyskutować, bo i tak postawiłaby na swoim. W tym to jest akurat dobra. Zjadłam całą zawartość talerza i położyłam się na sofie w salonie. Nie mam na nic ochoty. Chwilę później przyszedł Hazz i wziął moją głowę na swoje kolana. Bawił się moimi włosami ukradkiem spoglądając na lecący w telewizji reality show.
-Zostajesz tu, prawda? - brunetka spytała mojego chłopaka. Kiwnął twierdząco głową i uśmiechnął się do mnie w dół.
-Gdzie idziesz? - zapytałam.
-Razem z Niall'em jesteśmy umówieni z agentem. Mamy wybrać salę weselną. - ubrała płaszcz i zawiesiła na swoim ramieniu torebkę. Pożegnała się z nami i wyszła.
-Masz na coś ochotę?
-Na lody. Czekoladowe i ogromnej ilości. - zaśmiałam się.
-To zaraz wracam. - ucałował mój policzek i poszedł do przedpokoju się ubrać.
-Z posypką! - krzyknęłam, gdy już miał zamykać drzwi.

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 88

UWAGA!
Rozdział zawiera sceny erotyczne, przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytasz to na własną odpowiedzialność.
(Drogie koleżanki z klasy i kuzynko. Prosimy, nie czytajcie tego xD)

Ja, Vicki i Emily razem wyszłyśmy z uczelni i zmierzyłyśmy na parking obok szkół. Szybko dotarłyśmy do domu i zjadłyśmy obiad. Victoria postanowiła odwiedzić swojego chłopaka, a ja i moja druga przyjaciółka, wzięłyśmy się za referat. Rozłożyłyśmy się z tym w moim pokoju. Usiadłam na łóżku i wciągnęłam na swoje kolana laptopa. Uruchomiłam go i zaczęłam szukać pierwsze informacje potrzebne do projektu. Em zaczęła przygotowywać materiały, na których mają zaistnieć informacje o gospodarce finansowej mojego kraju, jak i kraju, w którym wychowywał się Niall. Szybko ściągnęłam, wcześniej czytając, parę zdań na temat.
***
-I jak myślisz, będzie ok? - zapytała Emily.
-No jasne, że tak! Z resztą jeśli nawet, to jego nie obchodzi zawartość, ale osoba... - westchnęłam cicho. Sama sobie psuję humor.
-Podobno twój chłopak nieźle go zagiął. - uśmiechnęła się ciepło. - Raczej już nie będzie cię tak traktował.
-Skąd wiesz, że Niall z nim rozmawiał? - zapytałam zdziwiona, że o tym wie.
-Cała szkoła o tym plotkowała. Nie doszło do ciebie nic? - popatrzyła na mnie pytająco, lecz uśmiech nie schodził z jej twarzy. Pokręciłam przecząco głową. - Phillip przechodził obok, kiedy wparował wam do klasy. - uniosłam głowę, na znak, że rozumiem i lekko się uśmiechnęłam. Dopracowałyśmy jeszcze parę detali i zrobiłyśmy próbną prezentację.
*Oczami Victorii*
Rose dzisiaj zamierza robić projekt z Emily, więc ja postanowiłam wybrać się do Harry'ego. Z uśmiechem zapukałam do jego drzwi i już po chwili, znalazłam się w jego ramionach. Pocałowałam go dodatkowo na przywitanie i ściągnęłam z nóg buty. Hazz zniknął w międzyczasie. Nie wiedziałam dokąd poszedł, więc od razu pomaszerowałam do jego pokoju. Weszłam do jego królestwa, ale nie widziałam go nigdzie. Usłyszałam jak drzwi się zatrzaskują. Przestraszona odwróciłam się i ujrzałam idącego w moją stronę loczka. Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na niego spokojnie. Nic nie powiedział, tylko zmierzył w moim kierunku i pchnął mnie na łóżko. Nie przestawał mnie całować, ale robił małe przerwy na złapanie oddechu. Składał ciepłe pocałunki na mojej szyi, obojczykach.
-Mam straszną ochotę... - wyszeptał wprost do mojego ucha. Po moim ciele przeszedł dobrze mi znany dreszcz, uwielbiam go. Również przyszła mi ochota na seks. Ściągnęłam z niego koszulkę, a on zdarł ze mnie spodnie. Sama ściągnęłam sweter i zostałam w bieliźnie. Hazz składał na moim ciele pocałunki nieprzerwanie. Ścisnął moje pośladki, a potem przejechał dłońmi w górę. Odszukał zapięcie mojego biustonosza i rzucił go na podłogę. Postanowiłam przejąć pałeczkę i ściągnęłam z niego bokserki. Chwyciłam jego długość i zaczęłam pocierać w dół i w górę, coraz szybciej. Słyszałam ciche jęknięcia mojego chłopaka. Po pewnym czasie wzięłam go ust i zassałam czubek. Hazz wtedy odchylił się do tyłu i opadł na łóżko. Kiedy zaczął drżeć i miał dochodzić, odsunęłam się od niego i usiadłam na łóżku. Otworzył jedno oko i spojrzał na mnie.
-Zawsze mi to robisz. - zaśmiał się i podniósł do pozycji siedzącej. Pocałował mnie w usta i ułożył nade mną. Wtargnął we mnie dość brutalnie i mocno, na co zareagowałam głośnym jęknięciem, prawie krzykiem.
Poruszał się ze stałym tempem. Innym niż zawsze. Bardzo szybkim, do którego nie jestem przyzwyczajona. Skończyliśmy dość szybko i opadliśmy zmęczeni na łóżko. Położyłam głowę na jego torsie, próbując unormować swój przyśpieszony oddech. Leżeliśmy długo w ciszy, przez co usnęłam.
***
-Kiedy kończysz? - weszłam do sali, w której uczyła się Rose.
-Właśnie skończyłam. Wracasz do domu? - spakowała swoje rzeczy i podeszła do mnie, w między czasie zawieszając torbę na swoim ramieniu.
-Tak, nie mam jednej lekcji. Pani Brown się rozchorowała. - na korytarzu, wzięłyśmy za swoich szafek kurtki i wyszłyśmy z uniwersytetu.
-Idziemy przez park? - zapytała brunetka, wskazując na park nieopodal naszego bloku. Zgodziłam się i weszłyśmy przez dużą bramę. Wszędzie były złote, brązowe i żółte liście. Można było poczuć chłodny, październikowy wiatr, lecz nie był on mocny. Odłożyłyśmy swoje torby na jedną z ławek i rzuciłyśmy się na stertę liści. Rzucałyśmy w siebie każdym z nich, śmiejąc się przy tym i bawiąc. Chciałam wstać, lecz poczułam mocne ukłucie w moim brzuchu. Uniemożliwiło mi to wstanie, więc znów usiadłam, chwytając się jedną ręką w bolącym miejscu. 
- Co się stało? - podeszła Rosalie i przykucnęła przy mnie.
-Brzuch mnie strasznie boli... - syknęłam dalej czując kłucie. Podała ręce, by pomóc mi wstać, z czego skorzystałam. Wolnym krokiem wróciłyśmy do domu, gdzie od razu położyłam się na kanapie w salonie. Moja przyjaciółka przyniosła mi tabletki przeciwbólowe oraz wodę do popicia. Tabletki w niczym nie pomagały, ból nie ustawał. Próbowałyśmy wszystkiego, lecz nic nie działało.
-Zaraz wrócę. - oznajmiła Rosalie, po czym wyszła z naszego mieszkania. Nie wiem gdzie poszła, ale rzeczywiście, siedem minut później wróciła z małą siatką w ręce. Ściągnęła z siebie ciepłe ubrania i przyszła do mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń, a na niej trzymała małe pudełko.
-Co to? - zapytałam biorąc od niej opakowanie.
-Test ciążowy. Idź do łazienki i go zrób. - popatrzyłam na nią pytająco. - No co? Nic ci nie pomaga, zostaje tylko to. - westchnęła. Ściągnęłam z siebie koc i poszłam do łazienki.
*Oczami Rose*
-Chodź tu, szybko! Błagam...

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 87

Obudziłam się w objęciach mojego Irlandczyka. Delikatnie zrzuciłam jego ramię z siebie i podniosłam do pozycji siedzącej. Przetarłam zaspane oczy. Spojrzałam na blondyna i uświadomiłam sobie, że dzisiaj obchodzi swoje dwudzieste urodziny. Tak, zaplanowaliśmy wszystko z chłopakami i ich partnerkami. Po prostu zapomniałam, że to już dzisiaj jest trzynasty września. Wstałam i cicho pomaszerowałam do garderoby. Ubrałam się i poszłam do kuchni, tak jak zawsze.
-Przerwałam coś? - zapytałam zakochańców z zadziornym uśmiechem. Victoria siedziała na blacie, a Harry stał pomiędzy jej nogami, trzymając swoje dłonie na udach dziewczyny.
-Skądże. - odburknął loczek. Za ton dostał od swojej dziewczyny po głowie. Zaśmiałam się i podeszłam do lodówki, by wyciągnąć mleko. Zjadłam płatki z mlekiem.
-Wszystko jest już gotowe. - ogłosiła Vicki patrząc na nas znad telefonu. - Danielle napisała do mnie przed chwilą.
*Oczami Niall'a*
-Stary, pobudka! - Hazz rzucił we mnie poduszką.
-Nie chce mi się... - wymruczałem zaspanym głosem. - Gdzie Roza?
-A ty tylko o jednym. - zaśmiał się. - Jest już czternasta, a o siedemnastej mamy być u chłopaków.
-To jeszcze trzy godziny... - jęknąłem chowając twarz w poduszce.
-Tak, ale musimy wcześniej wrócić do domu. - poklepał moje plecy i wyszedł z pokoju mojej narzeczonej. Jedyne co mi się dzisiaj marzy, to przeleżeć cały dzień. Obróciłem się na plecy i rozejrzałem po pokoju. Zlokalizowałem moje ubrania i włożyłem je na siebie. Zjadłem śniadanie, po czym poszedłem do salonu.
-Dobra, ale teraz tak na poważnie. Gdzie są dziewczyny?
-Musiały coś na mieście załatwić. Możemy już wracać? - skinąłem głową. Wyłączył telewizor i chwilę potem byliśmy w drodze powrotnej do naszego mieszkania.
*Wieczór*
Trochę się spóźniliśmy, ponieważ Harry jak zwykle musiał wyglądać zniewalająco dla swojej dziewczyny. Weszliśmy do holu. Wyjechaliśmy windą na najwyższe piętro apartamentowca i zmierzyliśmy do drzwi mieszkania, w którym dalej mieszkają Zayn, Louis i Liam. Grzecznie zapukaliśmy do drzwi. Otworzył nam uśmiechnięty Zayn, po czym nas wpuścił do środka. Przywitaliśmy się.
-Sto lat, bracie! - uściskał mnie mulat. Dalej mam mieszane uczucia do jego osoby, ale nie będę odstawiał dzisiaj
teatrzyku. Podziękowałem i poszedłem za nim do salonu. Przekroczyłem próg drzwi i ujrzałem wszystkich moich najlepszych przyjaciół, znajomych. W całym tłumie znalazła się również Rose i... Greg? Przyjechał specjalnie na moje urodziny? Ucieszyła mnie ta wiadomość. Wszyscy zgromadzeni zaczęli śpiewać Happy Birthday i składać życzenia. Gdy zaczęli się bawić, podszedłem do mojego brata. Przytuliliśmy się na powitanie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Stary koniu. - zaśmiał się Greg.
-I kto to mówi. - uśmiechnąłem się. - Jak tam się wam układa?
-Dobrze. Denise urodzi w przyszłym miesiącu mojego synka. - poinformował mnie. - I będziesz wujkiem chrzestnym.
-Ja?
-Tak, ty. - nie wiedziałem co powiedzieć. Naprawdę cieszyłem się, że mój starszy brat, wybrał właśnie mnie, bym był ojcem chrzestnym jego syna. Podziękowałem i jeszcze chwilę z nim rozmawiałem, po czym odnalazłem Rosalie. Tańczyliśmy do każdej piosenki, z przerwą na tort.
-Teraz pomyśl życzenie. - poradził Louis. Wiadome było co sobie zażyczę. Chcę mieć udane i szczęśliwe życie z moją wybranką. Zdmuchnąłem świeczki z wielkim uśmiechem na twarzy. W mieszkaniu rozległ się aplauz oraz wiwaty. Bawiliśmy się do samego rana, w coraz mniejszej grupie.
***
-Twoja żona... Znaczy narzeczona, odleciała na kaaanapie... - powiedział mi wstawiony Liam. Zwróciłem swój wzrok na brunetkę i podszedłem do niej. Odgarnąłem niesforny kosmyk z jej czoła i uśmiechnąłem się. Zawsze uśmiecham się, gdy na nią patrzę. Uniosłem ją w górę, zaciskając swoje dłonie na zgięciu jej kolan i na plecach. Wszedłem do mojego dawnego pokoju, który pełni teraz rolę pokoju gościnnego i odłożyłem na łóżko Rose. Pocałowałem ją w czoło i wróciłem do reszty, która nie wiele kontaktowała. Sam nie byłem trzeźwy, lecz wiedziałem co się dzieje. Harry wraz z Vicki już dawno się zmyli. Zostałem ja, Danielle i Zayn oraz Perrie. Czułem się dziwnie. Chyba jak każdy w tym gronie. Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale mamy tu dawną parę i osoby o starych urazach. Postanowiłem opuścić salon i poszedłem spać do mojej dziewczyny.
*Oczami Rose*
-Roza, kochanie... Śpiochu... - Niall delikatnie mną szturchał, by mnie obudzić. Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz nie miałam siły, ani ochoty na to, by wstać.
-Chwilę... - wymamrotałam i odwróciłam się na drugi bok.
-Jest już południe, wróćmy do domu. - westchnęłam i ostatecznie zgodziłam się. Obudziliśmy również naszych współlokatorów i wróciliśmy do swoich domów. Rzuciłam się na łóżko i odetchnęłam w poduszkę. Mój telefon zaczął dzwonić i wibrować w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go z tylnej kieszeni, po czym spojrzałam na ekran IPhone'a.
-Hej Emily. - przywitałam się, zaraz po odebraniu połącznia.
-No cześć. Chciałam tylko zapytać, kiedy zabierzemy się za projekt na lekcje pana Scott'a. - mogę przysiąc, że gdy tylko słyszę to nazwisko, to mój żołądek wykręca się o 360 stopni, mając ochotę zwrócić wszystko, co jadłam w ostatnim czasie.

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 86

*Oczami Rose*
Pierwszy tydzień był dla mnie najgorszy. Zapoznanie się z programem nauczania, książkami oraz początki przyswajania nowej wiedzy. Do tego pan Scott... Były dni, w których sobie odpuszczał te teksty. Szkoda, że te dni były tymi, w których nie miałam z nim lekcji. Victoria świetnie sobie radzi na swoim kierunku, polubiła go. Dzisiaj, czyli pod koniec drugiego tygodnia, mamy dostać tematy projektów oraz osoby, z którymi mamy je wykonać.
-Duncan z MacCartney, Jones z Adkins, Collins z... - zatrzymał się przy moim nazwisku, podniósł głowę znad notesu i popatrzył na mnie. Chwilę się zastanawiał, aż powiedział z kim będę w parze. - Rosalie będzie wraz z Emily Walker. - uśmiechnął się do mnie, a potem przerzucił wzrok na siedzącą obok mnie Emily. Ucieszyłam się z tej wieści, ponieważ zaprzyjaźniłam się z nią ostatnio. Posłałyśmy sobie zadowolone spojrzenia i dalej słuchałyśmy, co pan profesor ma do powiedzenia. - Po lekcji, każda z par zgłosi się do mnie i otrzyma temat pracy. - dalej normalnie prowadził wykład. Gdy zadzwonił dzwonek, zwróciłam się do Em.
-Fajnie, że nas razem dobrał. - uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniła.
-Tak, ale to zapewne dlatego, że ciebie bardziej lubi, niż kogokolwiek innego z całej uczelni. - spakowałyśmy się i ustawiłyśmy w kolejce po projekt.
-Dobrze... Więc, Rosalie i Emily. - spojrzał na nas i zilustrował nasze postury, co nie było komfortowe. - Wylosowałem dla was chyba najlepszy projekt z tego kierunku. - uśmiechnął się i spojrzał do swoich papierów. Popatrzyłam ukradkiem na moją koleżankę, lecz jej twarz była kamienna. Chyba zdążyła się już przyzwyczaić do naszego profesora i jego zachowania. - Gospodarka finansowa Wielkiej Brytanii i Irlandii. - podał nam kryteria jakie ma zawierać referat. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że nie będzie to coś wstydliwego, lub coś w tym rodzaju. Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia, żegnając się cicho. - Rose, zostań jeszcze chwilę, proszę. - usłyszałam za sobą głos pana Scott'a. Odwróciłam się na pięcie i z miną mordercy podeszłam z powrotem do jego biurka. - Poczekaj chwilę, rozdam ostatnie referaty. - nawet na mnie nie spojrzał, co mi odpowiadało. Czekałam chwilę, aż skończy. Po tym, jak wszyscy wyszli, zostałam z nim sama w sali. Nie odpowiadał mi ten stan rzeczy, ale nic z tym nie zrobię.
-Liczę na to, że twój referat będzie najlepszy. - położył rękę na moim ramieniu.
-On nie jest tylko mój. - spojrzałam zmieszana na jego gest, lecz nie zabrał swojej dłoni.
-Tak, wiem. Ale liczę na to, że twój wkład...
-Zabieraj łapy... - usłyszałam warknięcie za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w naszą stronę Niall'a. W duchu dziękowałam mu za to, że się pojawił. Szorstka dłoń zjechała z mojego ramienia, zahaczając opuszkami palców o moją rękę. Nozdrza blondyna rozszerzały się, nie równo oddychając. Schował mnie za swoimi plecami i zabijającym wzrokiem wpatrywał się w mojego nauczyciela.
-Kim pan jest? - zapytał ze spokojem pan Scott.
-Narzeczonym panny Collins. - warknął z coraz większą złością. Starszy od nas mężczyzna spojrzał na nas z niedowierzaniem, po czym otworzył usta by coś powiedzieć. - Od kiedy wolno dotykać swoje uczennice? - zapytał, przerywając mu.
-Pan źle kojarzy fakty. Ja tylko rozmawiałem z pańską narzeczoną na temat referatu... - tłumaczył się, a ja czułam, jak ciśnienie mojego chłopaka podnosi się jeszcze bardziej. Podszedł do niego na niebezpieczną odległość, zmierzając się z nim wzrokiem.
-Jeszcze raz ją dotkniesz, powiesz coś, co nie jest odpowiednie... Pożałujesz tego. - nawrzucał mu prosto w twarz, po czym chwycił moją dłoń i zaciągnął przed szkołę. Gdy na naszym horyzoncie ukazał się Range Rover Irlandczyka, poluzował swój uścisk i zwolnił trochę. - Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że coś jest z nim nie tak? - zapytał oschle, nie patrząc na mnie.
-Myślałam, że sam odpuści... - odpowiedziałam cicho, spuszczając głowę. Zatrzymaliśmy się tuż przed samochodem. Odwrócił się do mnie przodem, a ja spojrzałam na niego do góry. Zamknął mnie z swoich ramionach, mocno tuląc do siebie. Objęłam go w pasie najmocniej jak potrafiłam i wtedy poczułam, że cały koszmar, jakiego doznałam już na początku roku szkolnego, minął. Puścił mnie i otworzył drzwi obok kierowcy. Obiegł swój samochód i po chwili znaleźliśmy się na drodze. - Skąd wiedziałeś? - zapytałam, ponieważ nie wspominałam mu o nim wcześniej.
-Victoria się martwiła, powiedziała mi o całym zajściu. - położył rękę na moim kolanie, lecz zabrał ją, by zmienić bieg.
***
Weszliśmy do mieszkania i od razu zostaliśmy powitani przez Vicki.
-I jak? Odczepił się? - wypytywała zmartwionym głosem.
-Tak. Chyba. - jąkałam się.
-Na pewno. - pocałował mnie w czubek głowy. Poszliśmy do kuchni, gdzie czekał na nas gotowy obiad. Zjedliśmy razem i rozmawialiśmy o referatach, które dostałyśmy. Moja przyjaciółka dostała temat dotyczący zdrowego odżywiania.
***
Całkiem nie dawno wpadł do nas Harry i w czwórkę oglądamy komedię romantyczną.
-Miłość w realu jest lepsza. A przynajmniej normalniejsza. - skomentował Hazz scenę z filmu, która niezbyt odzwierciedlała prawdziwe zawody miłosne.
-Zostaniesz? - szepnęłam uśmiechnięta na ucho mojemu narzeczonemu.
-Może kiedy indziej. - popatrzył na mnie, a z mojej twarzy zniknął uśmiech. - Żartuję. Jasne, że zostanę. - pocałował mnie krótko. No tak, ostatnio, ja mu
odmówiłam, więc teraz mnie cytował. Uśmiechnęłam się pod nosem i z powrotem oparłam głowę o jego ramię. Gdy film się skończył, poszłam z blondynem do mojej sypialni. Ściągnęłam z siebie ubrania i założyłam piżamę, po czym weszłam do łóżka. Zrobił to samo. Gdy tylko się położył, ułożyłam swoją głowę na jego torsie i wsłuchałam w bicie serca.
-Następnym razem, wszystko mi mów, dobrze?
-Oczywiście. - pocałował moje czoło i przysunął jeszcze bliżej, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 85

*Oczami Victorii, 2 września*
Dzisiaj pierwszy dzień na uniwersytecie. Razem z Rose uczymy się w tym samym budynku, lecz na innych kierunkach.
-Co masz najpierw? - zapytała mnie brunetka. Spojrzałam na mój plan lekcji.
-Wiedzę obywatelską. - westchnęłam. Nie wiem, co tam będziemy robić, ale nie zapowiada się ciekawie. - A ty?
-Podstawy zarządzania. - uśmiechnęła się. Akurat zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję. Odnalazłam salę i usiadłam w trzecim rzędzie, pomiędzy jakimiś dziewczynami. Wyciągnęłam potrzebne książki i siedziałam cicho, aż do przyjścia nauczyciela. Parę minut później do pomieszczenia weszła starsza kobieta.
-Dzień dobry, moi drodzy. Nazywam się Elizabeth Brown i jestem waszym profesorem na kierunku żywienia człowieka. - cała klasa się przedstawiła na jej prośbę i zaczęła się lekcja. Poznaliśmy podstawy naszego kierunku i to co będziemy robić przez następne cztery lata. Wygląda w miarę ciekawie. Pani Brown również wydaje się miła i wyrozumiała. Po jej akcencie wykryłam, że tak jak ja, jest Amerykanką. Lekcja minęła szybko i w luźnej atmosferze. Wyszłam z klasy, wcześniej zabierając wszystkie swoje rzeczy. Na korytarzu spotkałam się z Rosalie. Nie wyglądała na zadowoloną.
-Hej, co jest? - zapytałam.
-Już nie lubię pana Scott'a... - warknęła i włożyła swój notes do torby.
-Dlaczego?
-Cały czas się na mnie gapił i walił podtekstami. - odpowiedziała zdenerwowana. Popatrzyłam zmieszana na nią i odszukałam salę, w której będę mieć kolejną lekcję.
***
Pięć minut do dzwonka. Kiedy mój upragniony dźwięk, na tą chwilę, rozległ się w naszych uszach, szybko spakowałam swoje rzeczy i wyszłam przed salę, gdzie czekała na mnie moja przyjaciółka.
-Długo czekałaś? - pokręciła przecząco głową i wstała ze swojego miejsca.
-Idziemy? - zapytała, a ja cicho przytaknęłam uśmiechając się, z powodu zakończenia pierwszego dnia studiów. Wyszłyśmy przed szkołę, a tam czekali na nas chłopcy. Zaskoczył nas ich widok. Podeszłyśmy do nich. Powitałyśmy naszych partnerów.
-I jak pierwszy dzień w szkole? - zapytał Harry.
-Fajnie. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
-Tak sobie. - wzruszyła ramionami Rose. Niall zmierzył ją wzrokiem, próbując odgadnąć o co jej chodzi. Niestety ona jest trudna do odgadnięcia, kiedy nie ma humoru, a on o tym wie.
-Zabieramy was do lasu. - zaśmiał się Hazz. Popatrzyłam na niego rozbawiona. - Robimy ognisko z okazji rozpoczęcia waszych studiów. - uśmiechnęłyśmy się do nich.
-To odwieziemy tylko swoje rzeczy do domu i zostawimy samochód, ok? - zaproponowała Rose. Przytaknęliśmy i wsiedliśmy do swoich samochodów. Ja prowadziłam, a moja przyjaciółka siedziała obok, uważnie obserwując drogę przed nami.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. A jeśli nawet, to twój rycerz cię obroni. - zaśmiałam się. Ona również uśmiechnęła pod nosem. Chwilę potem dojechałyśmy i odłożyłyśmy nasze torby. Przebrałyśmy się w wygodniejsze ubrania i zeszłyśmy na dół. Wsiadłyśmy do auta Harry'ego. Wyjechał poza miasto i tak, jak obiecał, znaleźliśmy się w lesie. Na miejscu czekała na nas reszta przyjaciół. Przywitaliśmy się i dziewczyny usiadły, kiedy chłopcy poszli pozbierać drewno na opał. W naszym gronie znalazła się również Pezz i Zayn, lecz Charlotte, kuzynki Rosalie, nie było. Zdziwił mnie fakt, że Eleanor jest z nami, bo jest w dziewiątym miesiącu ciąży. Chłopcy przynieśli drewno i rozpalili ogień. Danielle rozdzieliła pomiędzy wszystkich kiełbaski na patykach. Podczas pieczenia, dużo
rozmawialiśmy, śmialiśmy i wygłupialiśmy się. Wszyscy oprócz Niall'a, El i Perrie, pili piwo. W większości, temat zatrzymywał się na naszych studiach. Wypytywali się o wszystko. Nauczyciele, lekcje, szkoła, inni uczniowie. Ja odpowiadałam, Rose tylko czasem, dalej jest zmieszana sytuacją z pierwszej lekcji. Po pewnym czasie, wszyscy się rozkręciliśmy i bawiliśmy się świetnie. Graliśmy raz w butelkę, dopóki gdzieś nie zniknęła. Około dziesiątej zaczęliśmy się zbierać. Ja, Rose, Niall i Harry wsiedliśmy do jednego samochodu, reszta się jakoś podzieliła. Do domu wracaliśmy w ciszy. Irlandczyk został kierowcą, jego dziewczyna siedziała obok, a ja siedziałam z moich chłopakiem na tyłach. Zasnął na moim ramieniu i cicho pochrapywał, co było dla mnie śmieszne. Podjechaliśmy pod nasz blok. Siłowałam się z tym, by zrzucić loczka z mojego ramienia.
-Pojedziesz do mnie? - Niall skierował cicho pytanie do swojej narzeczonej, chwytając jej dłoń.
-Może kiedy indziej. - lekko się uśmiechnęła i wyszła z samochodu, wcześniej cmokając jego usta. Dołączyłam do niej chwilę później i weszłyśmy razem do klatki naszego bloku. Kiedy znalazłyśmy się w windzie, poczułam zmęczenie, a brunetka przytaknęła, również to odczuwając. Każda z nas wzięła szybki prysznic i rozeszłyśmy się do swoich pokoi.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 84

*Oczami Victorii*
Kończy się lipiec, a wraz z nim nasze piękne wakacje. Siedzimy w samolocie lecącym do naszego kochanego Londynu. Na pewno będzie nam trudno przyzwyczaić się do szarych i deszczowych dni. Będę pamiętała o tym magicznym miesiącu do końca życia. Spędziłam je z moim ukochanym, moją najlepszą przyjaciółką, która jest najprawdopodobniej najszczęśliwszą kobietą świata, bo oświadczył się jej Niall. Mamy tysiące wspaniałych zdjęć z naszej wyprawy. Padam ze zmęczenia, ale jestem szczęśliwa, że wreszcie wszystko się ułożyło. 
-Za niedługo będziemy lądować na lotnisku w Londynie. Bardzo proszę o zapięcie pasów. - odezwał się głos stewardessy. Zapięłam swoje pasy i musiałam obudzić słodko śpiącego Harry'ego. Miał opartą głowę o okno i lekko uchylone usta. Włosy jak nigdy miał opuszczone na czoło, co sprawiło, że wyglądał uroczo.
-Harry, obudź się, zaraz będziemy lądować. - potarłam jego dłoń. Otworzył swoje zaspane oczy i od razu się do mnie uśmiechnął. Zapiął swoje pasy i oparł głowę o moje ramię. Głaskałam jego loki. Chwilę po ogłoszeniu stewardessy zobaczyłam, że samolot się zniża i powoli widać lotnisko. Po wylądowaniu wszyscy bili brawa, zresztą jak zawsze. Odebraliśmy nasze bagaże i odszukaliśmy auto chłopców. Rose i Niall zasypiali na stojąco, Harry ledwo co otwierał oczy, więc ja musiałam prowadzić. Było trochę po trzeciej nad ranem i mam nadzieję, że uda nam się dotrzeć do domu w jakieś 40 minut. Narzeczeni zasnęli na tyłach, a mój chłopak próbował jakoś nie zasnąć, ale mu nie wyszło. Żebym ja nie odpłynęła, włączyłam radio i słuchałam wiadomości. Dojechałam do mieszkania chłopców szczęśliwa, że niczego nie rozwaliłam. Jakimś cudem ich obudziłam i wnieśliśmy nasze walizki do środka. Bez słowa rozeszliśmy się do swoich pokoi. Jedyne na co miałam siłę, to przebranie się w piżamę i wejście na łóżko. Nawet nie wiem gdzie w między czasie poszedł Harry, bo od razu zasnęłam. 
*Rano*
Obudziłam się jako pierwsza. Byłam przygnieciona ramieniem loczka. Zabrałam jego rękę i pocałowałam w policzek. Wygrzebałam z mojej torby laptopa i sweter. Ubrałam się i poszłam do salonu. Przejrzałam mojego Facebooka i Instagrama. Nie chciałam nikogo budzić, więc zabrałam się za szukanie odpowiedniego dla mnie kierunku studiów. Jestem jeszcze niezdecydowana, a przydało by się już złożyć papiery. Byłam tak skupiona nad wybieraniem, że nawet nie usłyszałam Harry'ego.
-Co porabiasz? - zapytał się i usiadł obok mnie na kanapie.
-Zastanawiam się nad studiami. - zamknęłam laptopa i odłożyłam na stolik.
-I co takiego wmyśliłaś?
-Nic. Kompletnie nie mam pomysłu, co mogłoby mi odpowiadać. - zrobiłam smutną minę i przytuliłam się do jego piersi. 
-Na pewno coś znajdziesz. Masz jeszcze trochę czasu. - pocałował mnie w czubek głowy. Chwilę trwaliśmy w tej pozycji, do puki Niall nie wszedł do pokoju.
-Cześć. - powiedział uśmiechając się promiennie. Usiadł po mojej drugiej stronie i od razu się do mnie przytulił. 
-Łapy precz od mojej dziewczyny. - powiedział Harry. Próbował się nie śmiać, gdy blondyn pokazał mu język i wtulił się we mnie mocniej. Hazz przeciągnął mnie na swoje kolana i pokazał Niall'owi środkowy palec. Zaśmiałam się z ich dziecinnego zachowania i poszłam do pokoju gdzie spała Rose. Spała na brzuchu, więc ja ułożyłam się na jej plecach. Próbowała mnie zepchnąć, ale nie wychodziło jej to. 
-Złaź ze mnie w tej chwili! - krzyknęła w poduszkę. Roześmiałam się i przeturlałam na miejsce obok. Rzuciła we mnie poduszką oburzona i sprawdziła godzinę. 
-No i po co mnie budziłaś. - usiadła po turecku i spojrzała na mnie.
-Chłopcy zachowują się jak dzieci, a mi się nudzi.
-Och, to był ten ważny powód żeby mnie budzić? - pokiwałam twierdząco głową i usiadłam jak ona. 
-Miałam mało czasu do rozmawiania z tobą po tym jak oświadczył ci się Niall, więc opowiadaj. - mówiłam podekscytowana. Nie była już na mnie zła za pobudkę i uśmiechnęła się pokazując ząbki. 
-Było wspaniale. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. On był taki uroczy i zrobił mi ogromną niespodziankę. 
-A jak pierścionek? - przygryzłam wargę.
-Jest śliczny i wiem, że musiałaś mu pomagać przy wyborze.
-Och, dałam mu tylko parę podpowiedzi co lubisz i co ci się spodoba, ale resztą zajął się sam. - przytuliła mnie i pocałowała w policzek. 
-Dziękuję.
-Nie masz za co. A na kiedy planujecie ślub?
-Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale osobiście chciałabym na początku roku. 
-Aww, to będzie piękny ślub. - zgodziłyśmy się i zaczęłyśmy śmiać. - Przydałoby się sprawdzić, co te duże dzieci robią. - uśmiechnęłam się i wstałyśmy z łóżka. Weszłyśmy do salonu, a tam ujrzałyśmy grających w Fifę chłopców. Krzyczeli na siebie i co chwilę szturchali. Nawet nie przejęli się, że jesteśmy w salonie. Pokręciłam przecząco głową i
poszłam do kuchni. Rose poszła ze mną i zjadłyśmy razem płatki. Niestety musiałyśmy wrócić do domu. Przebrałyśmy się, trochę ogarnęłyśmy, a potem ja pożegnałam się czule z Harry'm. Zabrałyśmy nasze rzeczy i Niall odwiózł nas do naszego mieszkania. Chwilę musiałam poczekać, aż się wycałują i poprzytulają. Wyglądają słodko, aż uśmiech sam wpycha się na usta. Gdy przekroczyłyśmy próg poszłyśmy do garderoby i się rozpakowałyśmy. Resztę dnia spędziłyśmy na wybieraniu studiów. W końcu ja zdecydowałam się na żywność i żywienie człowieka, a Rose wybrała zarządzanie, aby zostać w firmie Niall'a. Położyłyśmy się dość wcześnie, ale byłyśmy jeszcze zmęczone, więc nie miałyśmy problemu z zaśnięciem. 
---------------------------------------------------------------------
Jak pewnie zauważyliście pojawił się link do naszego Tubmlra. On będzie się pewnie z dnia na dzień zmieniał i będzie lepiej dopracowany. Będą się tam pojawiały zdjęcia z rozdziałów. Możecie go śledzić, obserwować i takie tam. Myślę, że Wam się spodoba. Do następnego rozdziału :*
Wiktoria i Magda <3