*Oczami Victorii, 30 czerwca*
-Wzięłaś kosmetyczkę? - krzyknęła Rose z drugiego pokoju.
-Tak. - odkrzyknęłam. Pakowałyśmy się, ponieważ dziś w nocy wylatujemy do Ameryki wraz z chłopakami. Spędzimy tam prawie miesiąc, a naszym pierwszym celem jest Nowy Jork. Spakowałyśmy pół naszej garderoby. Sukienki, krótkie spodenki, bluzki z odkrytym brzuchem, buty. Ogółem wszystko, co może się przydać. Wysłałam sms'a do Harry'ego. Weszłam do pokoju Rosalie.
Siedziała na swojej walizce i próbowała ją zapiąć.
-Pomóc ci?
-Jeśli możesz... - wysapała siłując się z zamkiem. Podeszłam do niej i zamknęłam jej walizkę. Dokończyłam pakować swoje rzeczy i poszłam do kuchni. Zjadłyśmy kolację oraz posprzątałyśmy po sobie.
-Chcę już tam być. - rozmarzyłam się, podpierając na ręce, siedząc przy stole.
-Ja też, ale pewnie będę tęsknić za domem. - zdzierała lakier z paznokci. Przytaknęłam jej, lecz nie do końca to była prawda. Ciągnie mnie tam od dawna, ale nie zamierzam zostać tam na stałe. Pomogłam brunetce wybrać lakier, więc ona zajęła się malowaniem paznokci, a ja poszłam do garderoby. Wybrałam ubrania, w których pojadę. Zrobiłam przy okazji porządek w szafie i niektóre ubrania, w których nie chodzimy, powkładałam do pudeł. Następnie wzięłam prysznic i poszłam spać.
***
-Wstawaj! - Rosalie szturchnęła mnie w ramię.
-Chwilę... - mruknęłam.
-Spóźnimy się, jeżeli zaraz nie wstaniesz. - zaszantażowała mnie. Odwróciłam się na plecy i przetarłam oczy.
-Zmęczona jestem. - skarżyłam się.
-Ja nawet nie spałam. - popatrzyła na mnie zmęczonymi oczami. Wstałam i ubrałam wcześniej przygotowane ubrania. Rose była już gotowa. Wyszczotkowałam zęby i przygotowałyśmy bagaże na korytarzu, po czym zostało nam jedynie czekać na Harry'ego i Niall'a. Przyjdą do nas trochę wcześniej, by omówić wszystko, co dotyczy podróży. Poza tym, to oni mają nasze bilety. Siedziałam na walizce, a moja przyjaciółka przeglądała internet w telefonie. O trzeciej nad ranem wpuściłyśmy ich do nas, do mieszkania.
Przywitaliśmy się i usiedliśmy w kuchni. Chłopcy dali nam bilety i powiedzieli w jakim hotelu zatrzymamy się w Nowym Jorku. Przed czwartą wyszliśmy, a ja dokładnie sprawdziłam zamknięte drzwi. Wpakowałyśmy nasze walizki do bagażnika Range Rover'a Hazzy. Siedziałam z Rozą w tyle, a Niall obok kierowcy. Piętnaście minut później byliśmy na lotnisku. Nasz samolot odlatuje za godzinę. Już teraz musieliśmy oddać bagaże do kontroli, a potem na taśmę. Usiedliśmy na krzesłach obserwując samoloty.
-Zdrzemnij się chwilę. - szepnął Niall do swojej ukochanej. Odmruknęła mu coś i położyła głowę na jego ramieniu, co wywołało u blondyna uśmiech na twarzy. Splótł ich dłonie i pocałował ją w skroń. Poczułam wibracje mojego telefonu. Wyciągnęłam go z tylnej kieszeni i odblokowałam ekran mojego IPhone'a. Tego numeru nie mam w kontaktach, lecz dobrze wiedziałam do kogo on należy. Po odczytaniu,
usunęłam wiadomość i zablokowałam numer u operatora. Po tych czynnościach, na lotnisku rozbrzmiał głos, który ogłosił, że samolot z Londynu do Nowego Jorku prosi swoich pasażerów na pokład. Podnieśliśmy się ze swoich miejsc i udaliśmy się do bramek z numerem 19. Po sprawdzeniu nas i naszych biletów, mogliśmy wejść do samolotu. Usiadłam z Harry'm, a Rose razem z Niall'em, za nami. Rosalie kontynuowała sen na ramieniu Horana. Głos stewardessy polecił nam zapięcie pasów. Tak też zrobiliśmy. Rozsiedliśmy się wygodnie, po czym samolot wystartował. Spojrzałam w okno.
-Witaj Ameryko... - powiedziałam w myślach, po czym wtuliłam się w mojego chłopaka.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
czwartek, 12 czerwca 2014
Rozdział 75
-To tutaj. - ogłosił. Znaleźliśmy się w parku, gdzie od dwóch dni odbywał się festiwal wiosny. Rozglądnęłam się po parku i wszystkich dostępnych atrakcjach. Poszliśmy pod scenę. Tam odbywał się koncert różnych miejscowych kapeli oraz występy artystyczne, akrobatyczne. Oglądaliśmy to przez jakiś czas, kiedy nadeszła część kabaretów. Cały tłum zaczął się śmiać z aktorów. Zabawa była świetna. Po skończonym przedstawieniu, wszyscy rozeszli się po parku. - Idziemy coś zjeść? - pokiwałam twierdząco głową, bo sama byłam głodna. Kupiliśmy coś w jednej z budek i usiedliśmy przy ławce pod drzewem. Zjedliśmy i dalej poszliśmy się bawić. Nialler podniósł mnie i wrzucił do ogromnego basenu z kolorowymi kulkami. Sam do niego wskoczył i udawał, że pływa. Wyglądało to komicznie, bo ten basen raczej nie jest dla naszej grupy wiekowej.
*24 kwietnia*
Razem z Victorią chodziłyśmy po galerii w poszukiwaniu balonów i ozdób urodzinowych, ponieważ dzisiaj obchodzę swoje 19 urodziny. Kiedy miałyśmy wchodzić do kolejnego sklepu, chwyciłam blondynkę za przedramię i ją zatrzymałam. Popatrzyła na mnie zdezorientowana.
-Co jest? - zapytała.
-To jest Charlotte. - powiedziałam jej. Popatrzyła we wskazane miejsce i razem ze mną obserwowała dziewczynę, która szła w objęciach Zayn'a.
-Szybko przyjechała na twoje urodziny... - skomentowała to. Pociągnęła mnie za sobą do sklepu i wybierała balony. Ja zastanawiałam się natomiast, co moja kuzynka robi w objęciach Malika.
***
Wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy dekorować salon. Dmuchałyśmy balony, zawieszałyśmy serpentyny i takie inne. Po skończeniu dekorowania przyszedł czas na pieczenie tortu. Zabrałyśmy się do tego dość mozolnie, bo żadna z nas nie potrafi piec tortów na jakąś okazję. Zaczęłyśmy od rzucania się wszystkimi składnikami sypkimi. Mąka, cukier, proszek do pieczenia. Gdy skończyłyśmy zabawę, wytrzepałyśmy się i wróciłyśmy do pracy. Zrobiłyśmy masę i wstawiłyśmy to do piekarnika. Po kilku godzinach od wyciągnięcia z piekarnika i wystygnięciu, mogłyśmy go udekorować. Złożyłyśmy ciasto w jedno i
oblałyśmy go dużą ilością roztopionej czekolady. Na sam koniec obsypałyśmy go kolorową posypką i wstawiłyśmy do lodówki. Cóż, nie wygląda jak z prosto z cukierni, ale przynajmniej zrobiłyśmy go same. Posprzątałyśmy kuchnię, salon i dociągnęłyśmy parę detali. Przebrałam się w spódnicę, a Vicki w coś luźniejszego. Czekałyśmy na pierwszych gości. Pierwsi zjawili się Liam z Danielle. Od progu rzucili się na mnie z życzeniami i całusami. Wręczyli mi prezent i poszliśmy usiąść w salonie. Następni byli Eleanor i Lou. U El widać już ciążowy brzuszek. Ostatnio dowiedzieli się, że będą mieli synka. Kilkanaście minut później przyszła Perrie. Ją również zaprosiłam. Czule się przywitałyśmy i dołączyłyśmy do reszty, która przybyła. Rozmawialiśmy o tym co się teraz u niej dzieje, bo dawno się nie widzieliśmy. Zapisała się na uniwersytet i ma dużo nauki. W między czasie przyszedł Harry.
-Sto lat, staruszko! - wykrzyczał od progu. Zgromiłam go wzrokiem i zawtórowałam innym śmiechem. Razem z Vicki złożyli mi życzenia urodzinowe, chyba najdłuższe w moim życiu. Na koniec wręczyli mi małe pudełko owinięte fioletową kokardą. Uściskałam obydwóch bardzo mocno. Rozpakowałam prezent od moich przyjaciół. Okazał się nim być naszyjnik kotwica. Był śliczny. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam do przedpokoju i wpuściłam Charlotte. Przywitałyśmy się i również wysłuchałam kolejnych życzeń. Przyszła sama, a zakładałam, że przyjdzie ze swoim nowym chłopakiem. Przypuszczam tylko, bo to nic pewnego. Poznałam moją kuzynkę z całą ekipą. Dobrze się dogadywali. Cały czas zastanawiałam się, gdzie podziewa się Niall. Spóźnia się już godzinę. Co chwilę patrzyłam na telefon, by sprawdzić, która godzina. W całym mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi. Odruchowo chciałam wstać i otworzyć drzwi, z myślą, że za nimi stoi mój chłopak. Harry zatrzymał mnie i to on poszedł otworzyć, a ja próbowałam wsłuchać się w rozmowę innych.
-Przyszedł do ciebie bukiet róż, nikogo innego nie było. - uśmiechnął się Harry. Za nim stanął w progu Niall przysłonięty czerwonymi, jak i białymi różami.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie! - wychylił się zza kwiatów i uśmiechnął najpiękniej jak tylko umiał. Na mojej twarzy również wymalował się ogromny uśmiech. Wstałam i podeszłam do blondyna. - Sto i jeszcze jedna. - powiedział i
mocno wpił się w moje usta. Nasz pocałunek nie trwał długo, bo cała reszta się na nas patrzyła.
-Dziękuję ci, Niall. - pocałowałam go w policzek. Wręczył mi bukiet z pięknymi kwiatami. Odłożyłam kwiaty do kuchni i wróciłam do reszty. Impreza zaczęła się rozkręcać. Wznieśliśmy toast i pokroiliśmy tort przygotowany przeze mnie i Vicki. Grała muzyka, wszyscy bawiliśmy się, tańczyliśmy, nawet do niektórych piosenek śpiewaliśmy. Tego wieczoru udało nam się opróżnić dwie butelki wina, jak i wódki. Każdy tańczył coraz odważniej przez promile alkoholu w naszej krwi. Impreza trwała do trzeciej nad ranem. Potem wszyscy się porozchodzili. Nie wiem jak trafią do domu... Ja z Niall'em również odwiedziliśmy moją sypialnię. Ściągnęliśmy z siebie ubrania i opadliśmy zmęczeni na łóżko. Pamiętam tylko, że wtuliłam się w mojego blondaska i tak zasnęłam. Na następny dzień męczył nas spory kac.
*24 kwietnia*
Razem z Victorią chodziłyśmy po galerii w poszukiwaniu balonów i ozdób urodzinowych, ponieważ dzisiaj obchodzę swoje 19 urodziny. Kiedy miałyśmy wchodzić do kolejnego sklepu, chwyciłam blondynkę za przedramię i ją zatrzymałam. Popatrzyła na mnie zdezorientowana.
-Co jest? - zapytała.
-To jest Charlotte. - powiedziałam jej. Popatrzyła we wskazane miejsce i razem ze mną obserwowała dziewczynę, która szła w objęciach Zayn'a.
-Szybko przyjechała na twoje urodziny... - skomentowała to. Pociągnęła mnie za sobą do sklepu i wybierała balony. Ja zastanawiałam się natomiast, co moja kuzynka robi w objęciach Malika.
***
Wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy dekorować salon. Dmuchałyśmy balony, zawieszałyśmy serpentyny i takie inne. Po skończeniu dekorowania przyszedł czas na pieczenie tortu. Zabrałyśmy się do tego dość mozolnie, bo żadna z nas nie potrafi piec tortów na jakąś okazję. Zaczęłyśmy od rzucania się wszystkimi składnikami sypkimi. Mąka, cukier, proszek do pieczenia. Gdy skończyłyśmy zabawę, wytrzepałyśmy się i wróciłyśmy do pracy. Zrobiłyśmy masę i wstawiłyśmy to do piekarnika. Po kilku godzinach od wyciągnięcia z piekarnika i wystygnięciu, mogłyśmy go udekorować. Złożyłyśmy ciasto w jedno i
oblałyśmy go dużą ilością roztopionej czekolady. Na sam koniec obsypałyśmy go kolorową posypką i wstawiłyśmy do lodówki. Cóż, nie wygląda jak z prosto z cukierni, ale przynajmniej zrobiłyśmy go same. Posprzątałyśmy kuchnię, salon i dociągnęłyśmy parę detali. Przebrałam się w spódnicę, a Vicki w coś luźniejszego. Czekałyśmy na pierwszych gości. Pierwsi zjawili się Liam z Danielle. Od progu rzucili się na mnie z życzeniami i całusami. Wręczyli mi prezent i poszliśmy usiąść w salonie. Następni byli Eleanor i Lou. U El widać już ciążowy brzuszek. Ostatnio dowiedzieli się, że będą mieli synka. Kilkanaście minut później przyszła Perrie. Ją również zaprosiłam. Czule się przywitałyśmy i dołączyłyśmy do reszty, która przybyła. Rozmawialiśmy o tym co się teraz u niej dzieje, bo dawno się nie widzieliśmy. Zapisała się na uniwersytet i ma dużo nauki. W między czasie przyszedł Harry.
-Sto lat, staruszko! - wykrzyczał od progu. Zgromiłam go wzrokiem i zawtórowałam innym śmiechem. Razem z Vicki złożyli mi życzenia urodzinowe, chyba najdłuższe w moim życiu. Na koniec wręczyli mi małe pudełko owinięte fioletową kokardą. Uściskałam obydwóch bardzo mocno. Rozpakowałam prezent od moich przyjaciół. Okazał się nim być naszyjnik kotwica. Był śliczny. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam do przedpokoju i wpuściłam Charlotte. Przywitałyśmy się i również wysłuchałam kolejnych życzeń. Przyszła sama, a zakładałam, że przyjdzie ze swoim nowym chłopakiem. Przypuszczam tylko, bo to nic pewnego. Poznałam moją kuzynkę z całą ekipą. Dobrze się dogadywali. Cały czas zastanawiałam się, gdzie podziewa się Niall. Spóźnia się już godzinę. Co chwilę patrzyłam na telefon, by sprawdzić, która godzina. W całym mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi. Odruchowo chciałam wstać i otworzyć drzwi, z myślą, że za nimi stoi mój chłopak. Harry zatrzymał mnie i to on poszedł otworzyć, a ja próbowałam wsłuchać się w rozmowę innych.
-Przyszedł do ciebie bukiet róż, nikogo innego nie było. - uśmiechnął się Harry. Za nim stanął w progu Niall przysłonięty czerwonymi, jak i białymi różami.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie! - wychylił się zza kwiatów i uśmiechnął najpiękniej jak tylko umiał. Na mojej twarzy również wymalował się ogromny uśmiech. Wstałam i podeszłam do blondyna. - Sto i jeszcze jedna. - powiedział i
mocno wpił się w moje usta. Nasz pocałunek nie trwał długo, bo cała reszta się na nas patrzyła.
-Dziękuję ci, Niall. - pocałowałam go w policzek. Wręczył mi bukiet z pięknymi kwiatami. Odłożyłam kwiaty do kuchni i wróciłam do reszty. Impreza zaczęła się rozkręcać. Wznieśliśmy toast i pokroiliśmy tort przygotowany przeze mnie i Vicki. Grała muzyka, wszyscy bawiliśmy się, tańczyliśmy, nawet do niektórych piosenek śpiewaliśmy. Tego wieczoru udało nam się opróżnić dwie butelki wina, jak i wódki. Każdy tańczył coraz odważniej przez promile alkoholu w naszej krwi. Impreza trwała do trzeciej nad ranem. Potem wszyscy się porozchodzili. Nie wiem jak trafią do domu... Ja z Niall'em również odwiedziliśmy moją sypialnię. Ściągnęliśmy z siebie ubrania i opadliśmy zmęczeni na łóżko. Pamiętam tylko, że wtuliłam się w mojego blondaska i tak zasnęłam. Na następny dzień męczył nas spory kac.
środa, 11 czerwca 2014
Rozdział 74
*Oczami Rose*
W tej pracy cały czas coś się dzieje. To telefon, to ktoś coś chce, a to może Niall. Jego rozumiem, jestem jego sekretarką. Przyszedł wieczór i powoli zbierałam się do domu. Kiedy spakowałam wszystko do teczki, poczułam jak obejmuje mnie w pasie. Wyprostowałam się i odwróciłam twarzą do niego.
-Coś się stało, panie Horan? - zapytałam uśmiechając się.
-Nie, skąd takie podejrzenia, panno Collins? - delikatnie musnął moje usta.
-Nie wiem. Wracasz już do domu?
-Nie. Muszę zostać z Harry'm do późna. - uśmiechy znikły z naszych twarzy. - Ale za to jutro... - urwał w połowie zdania i zadziornie się uśmiechnął.
-Jutro co? - zapytałam.
-Jutro się ode mnie nie oderwiesz, nawet na chwilę. - pocałował mnie w usta. Nie chciałam by odrywał swoje ciepłe usta od moich. Pogłębiłam pocałunek i tak trwaliśmy chwilę, puki nam nie przerwano.
-Dość już tych czułości, czas na pracę. - Harry postawił na moim biurku stos papierów. Zmierzyłam wzrokiem stosik kartek. - To nie twoje, tylko twojego kochasia. Tak, więc proponuję się za to zabrać. - wrócił do ich gabinetu i zamknął za sobą drzwi. Niall popatrzył na to z zażenowaniem i oparł czoło o moje ramię. Westchnął cicho i się załamał.
-Nienawidzę tej pracy...
-Są jej plusy.
-Bo ty tu pracujesz. - podniósł głowę i znowu lekko mnie pocałował. Uśmiechnęłam się ciepło do niego i poklepałam go po ramieniu.
-Miłej pracy. - dostał ode mnie buziaka w policzek i wyplątałam się z jego objęć. Jęknął niezadowolony. -Kocham cię. - wychodząc, odwróciłam się do niego i puściłam oczko w jego stronę.
-Ja ciebie też, skarbie. - puścił mi buziaka i wziął stos papierów do ręki. Wyszłam z wieżowca i wsiadłam do samochodu. Szybko znalazłam się w domu. Weszłam do salonu, podbiegała do mnie Vicki i najmocniej jak potrafiła, przytuliła mnie.
-Tak bardzo się nudziłam bez ciebie... - powiedziała.
-Nie pomyliłaś mnie przypadkiem z Harry'm? - zaśmiałam się.
-Nie. Spędź ze mną trochę czasu. Najlepiej cały tydzień. - uśmiechnęła się.
-Ok. Co robiłaś pod moją nieobecność? - zapytałam siadając na kanapie.
-Jadłam lody i spałam. - odpowiedziała. Trzeba przyznać, że zabijanie czasu nie należy do jej najlepszej strony. Szybko się przebrałam i wróciłam do mojej przyjaciółki.
-Zjadłaś wszystkie lody? - pokiwała przecząco głową. Wstałam i wróciłam z kuchni z pudełkiem lodów czekoladowych oraz dwoma łyżeczkami. - Najwyżej pójdzie w biodra. - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Jadłyśmy lody z jednego pudełka i zaczęłyśmy oglądać od nowa ósmy sezon naszych ulubionych Friends. Uśmiałyśmy się przy tym nieziemsko i poprawiłyśmy sobie tym humor. Grubo po północy poczułyśmy zmęczenie. Rozeszłyśmy się do swoich pokoi i zasnęłyśmy.
*Rano*
-Księżniczko... - ktoś próbował mnie obudzić. Tym kimś był Nialler, bo tylko on mnie tak nazywa. Mruknęłam coś pod nosem i odwróciłam się do niego tyłem.
Słyszałam jak się zaśmiał. Położył się za moimi plecami i zaczął bawić się moimi włosami.
-Nie spóźnię się, obiecuję. - owszem. Parę razy zdarzyło się mi zaspać do pracy, ale nic na to nie poradzę.
-Dzisiaj nie idziesz do pracy. - odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam na niego pytająco. Z tego co pamiętam, nie brałam wolnego.
- No co? - uśmiechnął się słodko.
-Nie brałam wolnego. - dalej go nie rozumiałam.
-Ale to ja decyduję kiedy idziesz do pracy, a kiedy nie. - owinął wokół palca kosmyk moich włosów. - Po za tym mówiłem, że się ode mnie nie oderwiesz.
-Myślałam, że po pracy.
-A jednak nie. - pocałował mnie w nos. - Wstawaj.
-Mów za siebie. - zaśmiałam się. Przeciągnęłam się, wyciągając w każdą możliwą stronę. Usłyszałam westchnięcie Horana.
-Co? - zapytałam zdezorientowana.
-Czy ty musisz być taka seksowna?! - zapytał, robiąc mi wyrzuty. Potem zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
Usiadłam na nim okrakiem i zbliżyłam twarz do jego.
-Muszę. - pocałowałam go krótko i wstałam. Poszłam do garderoby i wzięłam z niej ubrania. Ubrałam się i załatwiłam poranną toaletę. Wróciłam do swojego pokoju, by pościelić łóżko. Niall'a tam nie było. Posprzątałam i poszłam do kuchni.
-Gotowa? - zapytał.
-Na co?
-Wychodzimy na miasto. - chwycił mnie za rękę i poprowadził do przedpokoju. Na dworze jest coraz cieplej, więc wsunęłam na nogi tylko baleriny. Wyszliśmy z mieszkania. Mój chłopak prowadził mnie spacerem w różne miejsca.
W tej pracy cały czas coś się dzieje. To telefon, to ktoś coś chce, a to może Niall. Jego rozumiem, jestem jego sekretarką. Przyszedł wieczór i powoli zbierałam się do domu. Kiedy spakowałam wszystko do teczki, poczułam jak obejmuje mnie w pasie. Wyprostowałam się i odwróciłam twarzą do niego.
-Coś się stało, panie Horan? - zapytałam uśmiechając się.
-Nie, skąd takie podejrzenia, panno Collins? - delikatnie musnął moje usta.
-Nie wiem. Wracasz już do domu?
-Nie. Muszę zostać z Harry'm do późna. - uśmiechy znikły z naszych twarzy. - Ale za to jutro... - urwał w połowie zdania i zadziornie się uśmiechnął.
-Jutro co? - zapytałam.
-Jutro się ode mnie nie oderwiesz, nawet na chwilę. - pocałował mnie w usta. Nie chciałam by odrywał swoje ciepłe usta od moich. Pogłębiłam pocałunek i tak trwaliśmy chwilę, puki nam nie przerwano.
-Dość już tych czułości, czas na pracę. - Harry postawił na moim biurku stos papierów. Zmierzyłam wzrokiem stosik kartek. - To nie twoje, tylko twojego kochasia. Tak, więc proponuję się za to zabrać. - wrócił do ich gabinetu i zamknął za sobą drzwi. Niall popatrzył na to z zażenowaniem i oparł czoło o moje ramię. Westchnął cicho i się załamał.
-Nienawidzę tej pracy...
-Są jej plusy.
-Bo ty tu pracujesz. - podniósł głowę i znowu lekko mnie pocałował. Uśmiechnęłam się ciepło do niego i poklepałam go po ramieniu.
-Miłej pracy. - dostał ode mnie buziaka w policzek i wyplątałam się z jego objęć. Jęknął niezadowolony. -Kocham cię. - wychodząc, odwróciłam się do niego i puściłam oczko w jego stronę.
-Ja ciebie też, skarbie. - puścił mi buziaka i wziął stos papierów do ręki. Wyszłam z wieżowca i wsiadłam do samochodu. Szybko znalazłam się w domu. Weszłam do salonu, podbiegała do mnie Vicki i najmocniej jak potrafiła, przytuliła mnie.
-Tak bardzo się nudziłam bez ciebie... - powiedziała.
-Nie pomyliłaś mnie przypadkiem z Harry'm? - zaśmiałam się.
-Nie. Spędź ze mną trochę czasu. Najlepiej cały tydzień. - uśmiechnęła się.
-Ok. Co robiłaś pod moją nieobecność? - zapytałam siadając na kanapie.
-Jadłam lody i spałam. - odpowiedziała. Trzeba przyznać, że zabijanie czasu nie należy do jej najlepszej strony. Szybko się przebrałam i wróciłam do mojej przyjaciółki.
-Zjadłaś wszystkie lody? - pokiwała przecząco głową. Wstałam i wróciłam z kuchni z pudełkiem lodów czekoladowych oraz dwoma łyżeczkami. - Najwyżej pójdzie w biodra. - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Jadłyśmy lody z jednego pudełka i zaczęłyśmy oglądać od nowa ósmy sezon naszych ulubionych Friends. Uśmiałyśmy się przy tym nieziemsko i poprawiłyśmy sobie tym humor. Grubo po północy poczułyśmy zmęczenie. Rozeszłyśmy się do swoich pokoi i zasnęłyśmy.
*Rano*
-Księżniczko... - ktoś próbował mnie obudzić. Tym kimś był Nialler, bo tylko on mnie tak nazywa. Mruknęłam coś pod nosem i odwróciłam się do niego tyłem.
Słyszałam jak się zaśmiał. Położył się za moimi plecami i zaczął bawić się moimi włosami.
-Nie spóźnię się, obiecuję. - owszem. Parę razy zdarzyło się mi zaspać do pracy, ale nic na to nie poradzę.
-Dzisiaj nie idziesz do pracy. - odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam na niego pytająco. Z tego co pamiętam, nie brałam wolnego.
- No co? - uśmiechnął się słodko.
-Nie brałam wolnego. - dalej go nie rozumiałam.
-Ale to ja decyduję kiedy idziesz do pracy, a kiedy nie. - owinął wokół palca kosmyk moich włosów. - Po za tym mówiłem, że się ode mnie nie oderwiesz.
-Myślałam, że po pracy.
-A jednak nie. - pocałował mnie w nos. - Wstawaj.
-Mów za siebie. - zaśmiałam się. Przeciągnęłam się, wyciągając w każdą możliwą stronę. Usłyszałam westchnięcie Horana.
-Co? - zapytałam zdezorientowana.
-Czy ty musisz być taka seksowna?! - zapytał, robiąc mi wyrzuty. Potem zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
Usiadłam na nim okrakiem i zbliżyłam twarz do jego.
-Muszę. - pocałowałam go krótko i wstałam. Poszłam do garderoby i wzięłam z niej ubrania. Ubrałam się i załatwiłam poranną toaletę. Wróciłam do swojego pokoju, by pościelić łóżko. Niall'a tam nie było. Posprzątałam i poszłam do kuchni.
-Gotowa? - zapytał.
-Na co?
-Wychodzimy na miasto. - chwycił mnie za rękę i poprowadził do przedpokoju. Na dworze jest coraz cieplej, więc wsunęłam na nogi tylko baleriny. Wyszliśmy z mieszkania. Mój chłopak prowadził mnie spacerem w różne miejsca.
wtorek, 10 czerwca 2014
Rozdział 73
Rozmyślałam o wszystkim. O moich wszystkich zachowaniach, wybrykach. Wciąż leżałam na łóżku w ubraniach. Muszę coś zmienić. Wiele już przeżyłam i teraz chcę zacząć "nowe życie". Zdjęłam kurtkę, buty i rzuciłam je w kąt pokoju. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy, stanęłam przed lustrem i spojrzałam na moje odbicie. Dużo już się zmieniłam, ale chcę więcej. Chcę porzucić sprawy z "rodzicami", psychologiem i z poznanymi ludźmi w psychiatryku.
-"Dam radę i na pewno się nie poddam - mówiłam sobie w myślach. - mam wsparcie w bliskich mi osobach i zacznę na nowo. Będę się częściej uśmiechała i pierwsze co zrobię to przeproszę Rose i Harry'ego." - poprawiłam włosy i wyszłam
z pokoju. Hazz i Roza o czymś rozmawiali, ale gdy tylko stanęłam w progu drzwi, byli już cicho.
-Przepraszam. - powiedziałam, podbiegłam do nich i przytuliłam oboje.
-Nie masz za co, każdy ma czasem złe chwile. - Rose pocałowała mnie w policzek. Przeszłam na kolana loczka i pocałowałam go w usta.
*Oczami Harry'ego*
Vicki prosiła mnie żebym został. Uległem. Rose poszła do siebie, a my zostaliśmy na kanapie. Trzymając się za ręce opowiadaliśmy sobie naszą przyszłość. Wyszło na to, że weźmiemy późno ślub, bo nie będzie się nam śpieszyło, będziemy mieli dwójkę dzieci, a jak będziemy już starzy będziemy chodzili na dyskoteki. Wyglądało to w mojej wyobraźni bardzo śmiesznie, ale z nią mogę mieć i taką przyszłość.
-Hmmm... Może teraz popracujemy nad jednym z
maluszków? - chwyciłem lekko jej wargę w zęby.
-Ale ja jeszcze nie chcę maluszka. - z uśmiechem na twarzy oburzyła się i mnie pocałowała.
-To dziś może dziś tylko poćwiczymy, no wiesz tak dla wprawy?
-No dobrze. Ale musimy być cicho.
-Mów o sobie. Po naszej wspólnej nocy to wszyscy goście hotelu znali moje imię. - zaśmiałem się, a jej policzki oblał rumieniec. Chodź ma swój charakterek, czasami jest słodziutka, a co jest najlepsze, że umiem do tego doprowadzić. Uderzyła mnie lekko w ramię. Wstała i poszła w kierunku sypialnie Rose.
-Po co tam idziesz? - zapytałem.
-Muszę zobaczyć czy ona śpi. - zajrzała do jej pokoju. Gdy wyszła palcem wskazującym, uwodzicielsko pokazała, żebym do niej podszedł. Nie czekałem ani chwili. Przytuliłem ją, łapiąc za pośladki. Cicho się zaśmiałem, a ona jak myszka, pisnęła. Prowadziłem ją tyłem i po paru sekundach wylądowaliśmy na łóżku. Zamknąłem za nami drzwi. Vicki zdjęła swoją koszulkę, a ja po drodze do łóżka zdejmowałem spodnie. Byliśmy w samych bieliznach, a nasze ciała były rozgrzane. W jej oczach nie było strachu jak za pierwszym razem, teraz zastąpiło go pożądanie. Łapczywie łączyła nasze usta bardzo szybko i chciała więcej, ja również. Zawszę mam prezerwatywę w portfelu, już z przyzwyczajenia. Przed poznaniem Vicki, spałem z dziewczynami dla zaspokojenia. Nie było w tym uczucia, te kobiety były mi obojętne. Z Victorią robię to z miłości i to jest o wiele lepsze.
-Chcesz robić to w trochę innej pozycji? - zapytałem. Była spragniona i na pewno chciała spróbować wszystkiego nowego. Ciesze się, że to właśnie ze mną miała pierwszy raz, i że to ja mogę ją we wszystko wtajemniczać i pokazywać. Zdjąłem z siebie bokserki i nałożyłem na mojego penisa prezerwatywę. Pozbyłem się też bielizny blondynki. Moim ulubionym plusem tego, że wróciła do swojej właściwej wagi. Leżała pode mną, gdy ja się w niej zgłębiałem. Zrobiłem parę ruchów, które sprawiały u nas gardłowe jęknięcia. Robiliśmy wszystko, aby nie obudzić Rose. Proponowałem Vicki nową pozycję, więc teraz muszę słowa dotrzymać. Wyszedłem z niej i położyłem się obok niej. Chwyciłem ją za biodra i kazałem jej usiąść. Dziś była porywcza, więc pozwoliłem być jej na górze. Nie trwaliśmy długo w tej pozycji. Nasze ciała były lepkie od potu, a oddechy przyśpieszone. Czułem jak jej nogi sztywnieją i dochodzi. Ja otrzymałem swój orgazm chwile po niej. Opadłem na wolne miejsce dysząc. Chyba udało się nam nie obudzić Rose. Byłem zadowolony, że Victoria tym razem nie czuła bólu i nie bała się tak bardzo. Ubrałem bokserki i wróciłem na miejsce. Ona ubrała bieliznę i moją koszulę. Uwielbiam jak je nosi. Wygląda słodko, a na dodatek potem moje koszulki pachną jej cudownymi perfumami, które tak kocham. Przytuliła się do mnie i umieściła głowę na moim torsie.
-Kocham cię. - powiedziała i zamknęła oczy.
-Również cię kocham. - pocałowałem ją w głowę i poszliśmy spać.
*Oczami Victorii, rano*
-Cześć. - przywitałam się zaspana z moją przyjaciółką. Jak zawsze zrobiła dla wszystkich śniadanie. Zabrałam się do jedzenia, a ona razem ze mną. - Wyspałaś się? - zapytałam podchwytliwie.
-Tak i to bardzo. Miałam fajny sen. - uśmiechnęła się promiennie. Zapewne w tym śnie królował jej chłopak. - A ty się wyspałaś? - spytała biorąc kolejny kęs kanapki do buzi.
-Tak... - uśmiechnęłam się lekko i wzrokiem wróciłam do talerza. Gdy skończyłyśmy śniadanie, wróciłam do pokoju, po ubrania. Uchyliłam cicho drzwi i na palcach przeszłam do komody.
-Gdzie mi uciekłaś? - mruknął Harry przecierając leniwie oczy. Odwróciłam się na pięcie w jego stronę, ponieważ mnie wystraszył. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie. Pocałował czule w usta i się uśmiechnął.
-Jak się spało królewno?
-Doskonale.
-To kiedy będziemy znowu ćwiczyli?
-Tego to jeszcze nie wiem. Ale wiem, że ja idę pod prysznic, a ty musisz iść do pracy. - zrobił smutną minkę. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zwolniłam pomieszczenie Harry'emu. Rose skorzystała z tego, że loczek też od razu jedzie do firmy i wyszli razem. Pożegnałam ich czule i zostałam sama w domu. Niedawno zwolniłam się z tej cholernej pracy, więc pozostaje mi siedzenie w czterech ścianach. Co ja będę robiła?
-"Dam radę i na pewno się nie poddam - mówiłam sobie w myślach. - mam wsparcie w bliskich mi osobach i zacznę na nowo. Będę się częściej uśmiechała i pierwsze co zrobię to przeproszę Rose i Harry'ego." - poprawiłam włosy i wyszłam
z pokoju. Hazz i Roza o czymś rozmawiali, ale gdy tylko stanęłam w progu drzwi, byli już cicho.
-Przepraszam. - powiedziałam, podbiegłam do nich i przytuliłam oboje.
-Nie masz za co, każdy ma czasem złe chwile. - Rose pocałowała mnie w policzek. Przeszłam na kolana loczka i pocałowałam go w usta.
*Oczami Harry'ego*
Vicki prosiła mnie żebym został. Uległem. Rose poszła do siebie, a my zostaliśmy na kanapie. Trzymając się za ręce opowiadaliśmy sobie naszą przyszłość. Wyszło na to, że weźmiemy późno ślub, bo nie będzie się nam śpieszyło, będziemy mieli dwójkę dzieci, a jak będziemy już starzy będziemy chodzili na dyskoteki. Wyglądało to w mojej wyobraźni bardzo śmiesznie, ale z nią mogę mieć i taką przyszłość.
-Hmmm... Może teraz popracujemy nad jednym z
![]() |
| Proszący Harry. |
-Ale ja jeszcze nie chcę maluszka. - z uśmiechem na twarzy oburzyła się i mnie pocałowała.
-To dziś może dziś tylko poćwiczymy, no wiesz tak dla wprawy?
-No dobrze. Ale musimy być cicho.
-Mów o sobie. Po naszej wspólnej nocy to wszyscy goście hotelu znali moje imię. - zaśmiałem się, a jej policzki oblał rumieniec. Chodź ma swój charakterek, czasami jest słodziutka, a co jest najlepsze, że umiem do tego doprowadzić. Uderzyła mnie lekko w ramię. Wstała i poszła w kierunku sypialnie Rose.
-Po co tam idziesz? - zapytałem.
-Muszę zobaczyć czy ona śpi. - zajrzała do jej pokoju. Gdy wyszła palcem wskazującym, uwodzicielsko pokazała, żebym do niej podszedł. Nie czekałem ani chwili. Przytuliłem ją, łapiąc za pośladki. Cicho się zaśmiałem, a ona jak myszka, pisnęła. Prowadziłem ją tyłem i po paru sekundach wylądowaliśmy na łóżku. Zamknąłem za nami drzwi. Vicki zdjęła swoją koszulkę, a ja po drodze do łóżka zdejmowałem spodnie. Byliśmy w samych bieliznach, a nasze ciała były rozgrzane. W jej oczach nie było strachu jak za pierwszym razem, teraz zastąpiło go pożądanie. Łapczywie łączyła nasze usta bardzo szybko i chciała więcej, ja również. Zawszę mam prezerwatywę w portfelu, już z przyzwyczajenia. Przed poznaniem Vicki, spałem z dziewczynami dla zaspokojenia. Nie było w tym uczucia, te kobiety były mi obojętne. Z Victorią robię to z miłości i to jest o wiele lepsze.
-Chcesz robić to w trochę innej pozycji? - zapytałem. Była spragniona i na pewno chciała spróbować wszystkiego nowego. Ciesze się, że to właśnie ze mną miała pierwszy raz, i że to ja mogę ją we wszystko wtajemniczać i pokazywać. Zdjąłem z siebie bokserki i nałożyłem na mojego penisa prezerwatywę. Pozbyłem się też bielizny blondynki. Moim ulubionym plusem tego, że wróciła do swojej właściwej wagi. Leżała pode mną, gdy ja się w niej zgłębiałem. Zrobiłem parę ruchów, które sprawiały u nas gardłowe jęknięcia. Robiliśmy wszystko, aby nie obudzić Rose. Proponowałem Vicki nową pozycję, więc teraz muszę słowa dotrzymać. Wyszedłem z niej i położyłem się obok niej. Chwyciłem ją za biodra i kazałem jej usiąść. Dziś była porywcza, więc pozwoliłem być jej na górze. Nie trwaliśmy długo w tej pozycji. Nasze ciała były lepkie od potu, a oddechy przyśpieszone. Czułem jak jej nogi sztywnieją i dochodzi. Ja otrzymałem swój orgazm chwile po niej. Opadłem na wolne miejsce dysząc. Chyba udało się nam nie obudzić Rose. Byłem zadowolony, że Victoria tym razem nie czuła bólu i nie bała się tak bardzo. Ubrałem bokserki i wróciłem na miejsce. Ona ubrała bieliznę i moją koszulę. Uwielbiam jak je nosi. Wygląda słodko, a na dodatek potem moje koszulki pachną jej cudownymi perfumami, które tak kocham. Przytuliła się do mnie i umieściła głowę na moim torsie.
-Kocham cię. - powiedziała i zamknęła oczy.
-Również cię kocham. - pocałowałem ją w głowę i poszliśmy spać.
*Oczami Victorii, rano*
-Cześć. - przywitałam się zaspana z moją przyjaciółką. Jak zawsze zrobiła dla wszystkich śniadanie. Zabrałam się do jedzenia, a ona razem ze mną. - Wyspałaś się? - zapytałam podchwytliwie.
-Tak i to bardzo. Miałam fajny sen. - uśmiechnęła się promiennie. Zapewne w tym śnie królował jej chłopak. - A ty się wyspałaś? - spytała biorąc kolejny kęs kanapki do buzi.
-Tak... - uśmiechnęłam się lekko i wzrokiem wróciłam do talerza. Gdy skończyłyśmy śniadanie, wróciłam do pokoju, po ubrania. Uchyliłam cicho drzwi i na palcach przeszłam do komody.
-Gdzie mi uciekłaś? - mruknął Harry przecierając leniwie oczy. Odwróciłam się na pięcie w jego stronę, ponieważ mnie wystraszył. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie. Pocałował czule w usta i się uśmiechnął.
-Jak się spało królewno?
-Doskonale.
-To kiedy będziemy znowu ćwiczyli?
-Tego to jeszcze nie wiem. Ale wiem, że ja idę pod prysznic, a ty musisz iść do pracy. - zrobił smutną minkę. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zwolniłam pomieszczenie Harry'emu. Rose skorzystała z tego, że loczek też od razu jedzie do firmy i wyszli razem. Pożegnałam ich czule i zostałam sama w domu. Niedawno zwolniłam się z tej cholernej pracy, więc pozostaje mi siedzenie w czterech ścianach. Co ja będę robiła?
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Rozdział 72
Szybkim krokiem szłam w stronę mieszkania Harry'ego. Pod samym blokiem zobaczyłam, że sąsiad chłopaków właśnie wychodzi. Zaczęłam biec, bym nie musiała dzwonić na domofon. Pan Campbell okazał się na tyle dobry, że widząc mnie z oddali, przytrzymał mi drzwi. Gdy znalazłam się obok niego, podziękowałam mu i weszłam na klatkę. Wbiegłam po schodach na górę i pukałam w drzwi chłopaków, tak długo, aż ktoś mi otworzy. Zaprosił mnie do środka Niall.
-Hej. Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej. - blondyn obsypał mnie od progu pytaniami.
-Cześć. - odpowiedziałam. - Stało się i to dużo, ale chcę najpierw z tym iść do Harry'ego. - pokiwał twierdząco głową i wskazał ręką na jego pokój. Weszłam do Haroldowego królestwa, nawet nie pukając. Siedział przy biurku. Słysząc, że ktoś wchodzi do jego pokoju, podniósł głowę znad zeszytu, przestając tym samym w nim pisać.
-Hej, kotku. - uśmiechnął się do mnie czule. Odpowiedziałam cicho i poczułam jak łzy zbierają się w kącikach moich oczu. Loczek zauważył to i chwycił moją twarz w swoje ciepłe, delikatne dłonie. - Co się stało? - jego mina już nie była taka wesoła. Mi w ogóle nie było do śmiechu.
-Boję się, Harry... - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Otarł ją kciukiem, uważnie mi się przyglądając.
-Czego? - puścił moją twarz, a ja jak automat przytuliłam się mocno. Myślałam co mu powiedzieć. Prawdę, czy powiedzieć mu cokolwiek innego, byle z dala od problemu.
-Pamiętasz Suzie?
-Tak i co w związku z tym?
-Była dzisiaj u mnie.
-Po co? - ostatnia chwila, by się zastanowić nad prawdą, lub kłamstwem.
-Zabiła lekarza i dwie pielęgniarki, bo bała się, że trafi do psychiatryka. - prawda wygrywa. Z resztą i tak by później wyszła na jaw. Chłopak odsunął głowę ode mnie, lecz nie wypuścił ze swoich objęć. Analizował właśnie to, co mu przekazałam. W jego oczach zobaczyłam strach. - Rose chciała zadzwonić na policję...
-Zrobiła to?
-Nie wiem, mam nadzieję, że mnie posłuchała i nie zadzwoniła.
-Powinna to zrobić, bo jeszcze tobie się coś stanie. - czy oni wszyscy mają takie samo zdanie? Jeżeli zadzwonię, a ona ucieknie z więzienia, czy psychiatryka, dopiero będę miała problemy. Wytłumaczyłam to Harry'emu, lecz ten nie chciał mnie słuchać. Cały czas stawiał na swoim. W pewnym momencie miałam tego dość i wyszłam z jego pokoju. Poszłam do salonu, a tam siedział Niall oglądając wieczorne wiadomości. Przysiadłam się do niego i tępo patrzyłam się w telewizor, udając, że słucham paplaniny dziennikarza. Tak na prawdę to myślałam cały czas o Suz. Z rozmyśleń wyrwał mnie kolejny artykuł podawany w wiadomościach.
"Złapano morderczynię lekarza oraz dwóch pielęgniarek. Suzie Wildfire oczekuje teraz w więzieniu o zaostrzonym rygorze na proces w sądzie."
Tylko tyle było powiedziane, dalej był kolejny artykuł.
-I dobrze. - skomentował stojący w drzwiach Harry. Odwróciłam głowę w jego stronę.
-Podobno była już kiedyś w psychiatryku. - dopowiedział Nialler.
-Owszem, była... - powiedziałam cicho. Wstałam i ubrałam szybko kurtkę. Rzuciłam szybkie "Cześć." i wyszłam z mieszkania. Wybiegłam z apartamentowca i biegłam przed siebie. Za sobą usłyszałam głos mojego chłopaka. Nie przestawałam biec, próbowałam uciec przed całym światem w tamtej chwili. Styles dogonił mnie i chwycił za przedramię, co spowodowało, że musiałam się zatrzymać. Unikałam jego wzroku.
-Puść mnie. - poprosiłam.
-Nie.
-Dlaczego?
-Nie chcę byś zrobiła jakąś głupotę. - podniosłam wzrok i spotkałam się z jego zielonymi tęczówkami. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
-Idę do domu.
-Odprowadzę cię. - wywróciłam na niego oczami i odwróciłam się. Poszłam w stronę mojego domu. Doszedł mnie i chwycił za dłoń. Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Weszliśmy do mojego mieszkania, a ja od razu poszłam do salonu, nie ściągając z siebie kurtki i butów.
-Prosiłam cię... - powiedziałam oschle do mojej przyjaciółki.
-Prosiłaś, ale ja tego nie zrobiłam, uwierz mi na słowo. - tłumaczyła się.
-Nie wierzę ci. Zostawiłam cię samą, mogłaś to wykorzystać.
-To sprawdź moją historię połączeń.
-Mogłaś usunąć.
-Nie zrobiłam tego. Zrobiłam to, o co prosiłaś. Pomogłam jej w ten sposób, ale nie na długo. Policja sama ją znalazła. - całej kłótni przysłuchiwał się Harry. Zbeształam brunetkę wzrokiem i poszłam do siebie do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Dlaczego ona zawsze musi zrobić po swojemu? Wiem, że chodzi jej o bezpieczeństwo, ale teraz jesteśmy w jeszcze gorszej sytuacji...
-Hej. Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej. - blondyn obsypał mnie od progu pytaniami.
-Cześć. - odpowiedziałam. - Stało się i to dużo, ale chcę najpierw z tym iść do Harry'ego. - pokiwał twierdząco głową i wskazał ręką na jego pokój. Weszłam do Haroldowego królestwa, nawet nie pukając. Siedział przy biurku. Słysząc, że ktoś wchodzi do jego pokoju, podniósł głowę znad zeszytu, przestając tym samym w nim pisać.
-Hej, kotku. - uśmiechnął się do mnie czule. Odpowiedziałam cicho i poczułam jak łzy zbierają się w kącikach moich oczu. Loczek zauważył to i chwycił moją twarz w swoje ciepłe, delikatne dłonie. - Co się stało? - jego mina już nie była taka wesoła. Mi w ogóle nie było do śmiechu.
-Boję się, Harry... - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Otarł ją kciukiem, uważnie mi się przyglądając.
-Czego? - puścił moją twarz, a ja jak automat przytuliłam się mocno. Myślałam co mu powiedzieć. Prawdę, czy powiedzieć mu cokolwiek innego, byle z dala od problemu.
-Pamiętasz Suzie?
-Tak i co w związku z tym?
-Była dzisiaj u mnie.
-Po co? - ostatnia chwila, by się zastanowić nad prawdą, lub kłamstwem.
-Zabiła lekarza i dwie pielęgniarki, bo bała się, że trafi do psychiatryka. - prawda wygrywa. Z resztą i tak by później wyszła na jaw. Chłopak odsunął głowę ode mnie, lecz nie wypuścił ze swoich objęć. Analizował właśnie to, co mu przekazałam. W jego oczach zobaczyłam strach. - Rose chciała zadzwonić na policję...
-Zrobiła to?
-Nie wiem, mam nadzieję, że mnie posłuchała i nie zadzwoniła.
-Powinna to zrobić, bo jeszcze tobie się coś stanie. - czy oni wszyscy mają takie samo zdanie? Jeżeli zadzwonię, a ona ucieknie z więzienia, czy psychiatryka, dopiero będę miała problemy. Wytłumaczyłam to Harry'emu, lecz ten nie chciał mnie słuchać. Cały czas stawiał na swoim. W pewnym momencie miałam tego dość i wyszłam z jego pokoju. Poszłam do salonu, a tam siedział Niall oglądając wieczorne wiadomości. Przysiadłam się do niego i tępo patrzyłam się w telewizor, udając, że słucham paplaniny dziennikarza. Tak na prawdę to myślałam cały czas o Suz. Z rozmyśleń wyrwał mnie kolejny artykuł podawany w wiadomościach.
"Złapano morderczynię lekarza oraz dwóch pielęgniarek. Suzie Wildfire oczekuje teraz w więzieniu o zaostrzonym rygorze na proces w sądzie."
Tylko tyle było powiedziane, dalej był kolejny artykuł.
-I dobrze. - skomentował stojący w drzwiach Harry. Odwróciłam głowę w jego stronę.
-Podobno była już kiedyś w psychiatryku. - dopowiedział Nialler.
-Owszem, była... - powiedziałam cicho. Wstałam i ubrałam szybko kurtkę. Rzuciłam szybkie "Cześć." i wyszłam z mieszkania. Wybiegłam z apartamentowca i biegłam przed siebie. Za sobą usłyszałam głos mojego chłopaka. Nie przestawałam biec, próbowałam uciec przed całym światem w tamtej chwili. Styles dogonił mnie i chwycił za przedramię, co spowodowało, że musiałam się zatrzymać. Unikałam jego wzroku.
-Puść mnie. - poprosiłam.
-Nie.
-Dlaczego?
-Nie chcę byś zrobiła jakąś głupotę. - podniosłam wzrok i spotkałam się z jego zielonymi tęczówkami. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
-Idę do domu.
-Odprowadzę cię. - wywróciłam na niego oczami i odwróciłam się. Poszłam w stronę mojego domu. Doszedł mnie i chwycił za dłoń. Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Weszliśmy do mojego mieszkania, a ja od razu poszłam do salonu, nie ściągając z siebie kurtki i butów.
-Prosiłam cię... - powiedziałam oschle do mojej przyjaciółki.
-Prosiłaś, ale ja tego nie zrobiłam, uwierz mi na słowo. - tłumaczyła się.
-Nie wierzę ci. Zostawiłam cię samą, mogłaś to wykorzystać.
-To sprawdź moją historię połączeń.
-Mogłaś usunąć.
-Nie zrobiłam tego. Zrobiłam to, o co prosiłaś. Pomogłam jej w ten sposób, ale nie na długo. Policja sama ją znalazła. - całej kłótni przysłuchiwał się Harry. Zbeształam brunetkę wzrokiem i poszłam do siebie do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Dlaczego ona zawsze musi zrobić po swojemu? Wiem, że chodzi jej o bezpieczeństwo, ale teraz jesteśmy w jeszcze gorszej sytuacji...
środa, 4 czerwca 2014
Rozdział 71
Na lotnisku w Londynie, czekał na nas Louis. Przywitaliśmy się i wsiedliśmy do jego samochodu. Najpierw odwiózł mnie oraz Victorię, a potem Niall'a i Harry'ego. Weszłyśmy do mieszkania, które ostatni raz widziałyśmy tydzień temu. Rozpakowałyśmy walizki i opadłyśmy zmęczone na łóżko Vicki.
-I jak minął ci pobyt w Irlandii? - zapytałam.
-Świetnie, naprawdę fajnie spędzało się tam czas wraz z chłopakami. A tobie jak minęło?
-Również dobrze. Ciekawie tam było. Widać, że chłopcy są zadowoleni ze swojego kraju... - uśmiechnęłam się, chodź raczej ona tego nie widziała, bo było ciemno w pokoju. - Jak spędzaliście czas z Harry'm, będąc sam na sam? - zapytałam ledwo powstrzymując się od śmiechu. Pomimo tego, że byli oddaleni od nas kilka pokoi, i tak było ich słychać.
-Równie ciekawie. - odpowiedziała, a ja wiedziałam, że rumieniec oblał całą jej buzię jasnej karnacji.
-Opowiadaj. - poprosiłam. Kłóciła się ze mną i twierdziła, że nic z niej nie wyciągnę. Ostatecznie wyszło na moje i puściła z siebie parę, z każdym szczegółem.
-Cudownie, nieziemsko, idealnie. Po prostu niesamowicie. Z nim zawsze by tak było, ale nie spodziewałam się, że już to zrobimy. - mówiła to na jednym tchu. Widać, że go kocha i chciała właśnie z nim to zrobić. - A jak ty się czułaś po tym? - na samą myśl o moim pierwszym zbliżeniu z Niall'em, od razu szeroki uśmiech maluje mi się na twarzy. Każdy ruch, dotyk, pocałunek jest niezapomniany dla mnie.
-Delikatnie, ale to dobrze. Uroczo i tak jak mówiłaś, cudownie. Chodź myślę, że to jest nie do opisania...
-Jesteśmy już takie dorosłe. - oznajmiła Vicki. Gdy zrozumiałyśmy jej słowa, obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Chyba nie do końca się to zgadza. Rozmawiałyśmy o naszych przeżyciach, nie tylko łóżkowych, kilka następnych godzin. Około czwartej nad ranem, ktoś zapukał do naszych drzwi. Chciałam wstać i zobaczyć kto jest taki mądry, by o tej porze do nas przychodzić, lecz Victoria mnie wyprzedziła.
*Oczami Victorii*
Otworzyłam drzwi, a za nimi stała zasapana Suzie, której z oczu lały się łzy.
-Pomóż... - wyjąkała ciężko oddychając. Odsunęłam się z przejścia, pokazując tym samym by weszła do środka. Pokazałam jej kuchnię i tam się udałyśmy. Usiadła na krześle przy stole, a ja oparłam się o krawędź blatu kuchennego.
-Co się stało? - jej stan był zły. Pomijając sam fakt, że na jej ubraniach była krew, świeża...
-Zabiłam... - jęknęła cicho. - Zabiłam lekarza i dwie pielęgniarki. - to wyjaśnia czerwone plamy, ale nie zmienia faktu, że jest przerażające.
-Dlaczego? - przełknęłam głośno ślinę.
-Powiedzieli, że muszę wrócić do psychiatryka, by dalej leczyć depresję. - no nie dziwię się, że musi tam wrócić, przed chwilą zabiła trójkę ludzi...
-Skąd znasz mój adres? - do kuchni weszła zaspana Rose, lecz gdy zobaczyła niebieskowłosą dziewczynę, trochę się rozbudziła.
-Kim jesteś i co robisz w naszym mieszkaniu? - dostrzegła plamy krwi, a to raczej nie zrobiło na niej dobrego wrażenia.
-Suzie Wildfire, musiałam z kimś porozmawiać. - dalej zbierały się w jej oczach łzy, lecz spływały pojedynczo po bladej twarzy.
-Poznałam ją u psychologa... - szepnęłam brunetce na ucho. Popatrzyła na mnie badawczo oraz zilustrowała Suzie.
-Skąd znasz nasz adres? - Rosalie powtórzyła moje pytanie.
-Znalazłam w kartotekach, w recepcji psychiatryka. - spuściła głowę i tępo wpatrywała się w stół. - Pomóżcie mi... - poprosiła.
-W czym? - zapytałyśmy.
-Ukrywać mi się. Policja mnie szuka. - Nic nie odpowiedziałyśmy. Roza podeszła do niej i chwyciła za rękaw czarnego płaszcza. Pociągnęła ją za sobą wyrzucając z mieszkania. Popatrzyłam na nią zdezorientowana. Nie spodziewałam się takiej reakcji.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Chcesz mieć problemy? - popatrzyłam na nią już trochę bardziej zrozumiale. - Tak sądziłam. - wyminęła mnie i wróciła do łóżka. Stałam w przedpokoju osłupiała, nie wiedząc co zrobić. Pomóc jej, czy może machnąć na to ręką. Pomoc może okazać się złym krokiem, bo tak jak mówiła,
mogę mieć przez to problemy. Zastanawiając się dalej nad sytuacją sprzed paru sekund, osunęłam się po ścinie. Suzie dalej się dobijała do drzwi, uderzając i kopiąc w nie. Z emocji popłynęły mi łzy. Była bezradna...
***
Od samego rana Rose chodzi nabuzowana, wszystko ją denerwuje. Po mnie wydarła się już nie raz tego dnia.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?! - zapytała odkładając na stół swój telefon.
-Co ci miałam powiedzieć? Hej Rose, dziś u psychologa poznałam Suzie. Ma problemy z depresją, przez co trafiła już raz do psychiatryka?! - również podniosłam na nią głos. Mam tego dość. Nie moja wina, że takich ludzi mam na swojej pieprzonej drodze życia.
-Chociażby! - wywróciłam na nią oczami. - Dlaczego kontynuujesz z nią znajomość? Chcesz mieć problemy? Dobrze, że ma trafić do psychiatryka, bo z nią nie jest ok. - uspokoiła się trochę.
-Nie kontynuuję. Sama słyszałaś, że adres znalazła w kartotekach. Rozmawiam z nią tylko co na zajęciach, na które z resztą od miesiąc już nie chodzę... - wyszła z kuchni i poszła do salonu. Dołączyłam do niej, zgarnęłam pilota z ławy i włączyłam telewizor. Akurat leciały wiadomości.
"Suzie Wildfire - zamordowała w psychiatryku lekarza oraz dwie pielęgniarki. Sprawa miała zdarzenie dzisiejszej nocy około drugiej. Osoby, które wiedzą coś na ten temat, niech dzwonią na infolinię naszej stacji."
-Zaraz zadzwonię. - powiedziała i chciała wstać z sofy, lecz ją przytrzymałam.
-Nie rób tego. - poprosiłam, wręcz błagałam.
-Niby czemu?
-Nie możesz... - jąkałam się z każdym słowem.
-Mogę i to zrobię. - odpowiedziała stanowczo. Poprawiłam nerwowo pozycję na wygodniejszą. Po moim ciele przechodził zimny dreszcz strachu.
-Nie... - zignorowała mnie. - Ja się boję tego, co będzie dalej. - zatrzymała się w miejscu i odwróciła na pięcie w moją stronę. Popatrzyła pytająco na moją osobę. Pokręciłam przecząco głową i szybko wyszłam z mieszkania.
-I jak minął ci pobyt w Irlandii? - zapytałam.
-Świetnie, naprawdę fajnie spędzało się tam czas wraz z chłopakami. A tobie jak minęło?
-Również dobrze. Ciekawie tam było. Widać, że chłopcy są zadowoleni ze swojego kraju... - uśmiechnęłam się, chodź raczej ona tego nie widziała, bo było ciemno w pokoju. - Jak spędzaliście czas z Harry'm, będąc sam na sam? - zapytałam ledwo powstrzymując się od śmiechu. Pomimo tego, że byli oddaleni od nas kilka pokoi, i tak było ich słychać.
-Równie ciekawie. - odpowiedziała, a ja wiedziałam, że rumieniec oblał całą jej buzię jasnej karnacji.-Opowiadaj. - poprosiłam. Kłóciła się ze mną i twierdziła, że nic z niej nie wyciągnę. Ostatecznie wyszło na moje i puściła z siebie parę, z każdym szczegółem.
-Cudownie, nieziemsko, idealnie. Po prostu niesamowicie. Z nim zawsze by tak było, ale nie spodziewałam się, że już to zrobimy. - mówiła to na jednym tchu. Widać, że go kocha i chciała właśnie z nim to zrobić. - A jak ty się czułaś po tym? - na samą myśl o moim pierwszym zbliżeniu z Niall'em, od razu szeroki uśmiech maluje mi się na twarzy. Każdy ruch, dotyk, pocałunek jest niezapomniany dla mnie.
-Delikatnie, ale to dobrze. Uroczo i tak jak mówiłaś, cudownie. Chodź myślę, że to jest nie do opisania...
-Jesteśmy już takie dorosłe. - oznajmiła Vicki. Gdy zrozumiałyśmy jej słowa, obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Chyba nie do końca się to zgadza. Rozmawiałyśmy o naszych przeżyciach, nie tylko łóżkowych, kilka następnych godzin. Około czwartej nad ranem, ktoś zapukał do naszych drzwi. Chciałam wstać i zobaczyć kto jest taki mądry, by o tej porze do nas przychodzić, lecz Victoria mnie wyprzedziła.
*Oczami Victorii*
Otworzyłam drzwi, a za nimi stała zasapana Suzie, której z oczu lały się łzy.
-Pomóż... - wyjąkała ciężko oddychając. Odsunęłam się z przejścia, pokazując tym samym by weszła do środka. Pokazałam jej kuchnię i tam się udałyśmy. Usiadła na krześle przy stole, a ja oparłam się o krawędź blatu kuchennego.
-Co się stało? - jej stan był zły. Pomijając sam fakt, że na jej ubraniach była krew, świeża...
-Zabiłam... - jęknęła cicho. - Zabiłam lekarza i dwie pielęgniarki. - to wyjaśnia czerwone plamy, ale nie zmienia faktu, że jest przerażające.
-Dlaczego? - przełknęłam głośno ślinę.
-Powiedzieli, że muszę wrócić do psychiatryka, by dalej leczyć depresję. - no nie dziwię się, że musi tam wrócić, przed chwilą zabiła trójkę ludzi...
-Skąd znasz mój adres? - do kuchni weszła zaspana Rose, lecz gdy zobaczyła niebieskowłosą dziewczynę, trochę się rozbudziła.
-Kim jesteś i co robisz w naszym mieszkaniu? - dostrzegła plamy krwi, a to raczej nie zrobiło na niej dobrego wrażenia.
-Suzie Wildfire, musiałam z kimś porozmawiać. - dalej zbierały się w jej oczach łzy, lecz spływały pojedynczo po bladej twarzy.
-Poznałam ją u psychologa... - szepnęłam brunetce na ucho. Popatrzyła na mnie badawczo oraz zilustrowała Suzie.
-Skąd znasz nasz adres? - Rosalie powtórzyła moje pytanie.
-Znalazłam w kartotekach, w recepcji psychiatryka. - spuściła głowę i tępo wpatrywała się w stół. - Pomóżcie mi... - poprosiła.
-W czym? - zapytałyśmy.
-Ukrywać mi się. Policja mnie szuka. - Nic nie odpowiedziałyśmy. Roza podeszła do niej i chwyciła za rękaw czarnego płaszcza. Pociągnęła ją za sobą wyrzucając z mieszkania. Popatrzyłam na nią zdezorientowana. Nie spodziewałam się takiej reakcji.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Chcesz mieć problemy? - popatrzyłam na nią już trochę bardziej zrozumiale. - Tak sądziłam. - wyminęła mnie i wróciła do łóżka. Stałam w przedpokoju osłupiała, nie wiedząc co zrobić. Pomóc jej, czy może machnąć na to ręką. Pomoc może okazać się złym krokiem, bo tak jak mówiła,
mogę mieć przez to problemy. Zastanawiając się dalej nad sytuacją sprzed paru sekund, osunęłam się po ścinie. Suzie dalej się dobijała do drzwi, uderzając i kopiąc w nie. Z emocji popłynęły mi łzy. Była bezradna...
***
Od samego rana Rose chodzi nabuzowana, wszystko ją denerwuje. Po mnie wydarła się już nie raz tego dnia.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?! - zapytała odkładając na stół swój telefon.
-Co ci miałam powiedzieć? Hej Rose, dziś u psychologa poznałam Suzie. Ma problemy z depresją, przez co trafiła już raz do psychiatryka?! - również podniosłam na nią głos. Mam tego dość. Nie moja wina, że takich ludzi mam na swojej pieprzonej drodze życia.
-Chociażby! - wywróciłam na nią oczami. - Dlaczego kontynuujesz z nią znajomość? Chcesz mieć problemy? Dobrze, że ma trafić do psychiatryka, bo z nią nie jest ok. - uspokoiła się trochę.
-Nie kontynuuję. Sama słyszałaś, że adres znalazła w kartotekach. Rozmawiam z nią tylko co na zajęciach, na które z resztą od miesiąc już nie chodzę... - wyszła z kuchni i poszła do salonu. Dołączyłam do niej, zgarnęłam pilota z ławy i włączyłam telewizor. Akurat leciały wiadomości.
"Suzie Wildfire - zamordowała w psychiatryku lekarza oraz dwie pielęgniarki. Sprawa miała zdarzenie dzisiejszej nocy około drugiej. Osoby, które wiedzą coś na ten temat, niech dzwonią na infolinię naszej stacji."
-Zaraz zadzwonię. - powiedziała i chciała wstać z sofy, lecz ją przytrzymałam.
-Nie rób tego. - poprosiłam, wręcz błagałam.
-Niby czemu?
-Nie możesz... - jąkałam się z każdym słowem.
-Mogę i to zrobię. - odpowiedziała stanowczo. Poprawiłam nerwowo pozycję na wygodniejszą. Po moim ciele przechodził zimny dreszcz strachu.
-Nie... - zignorowała mnie. - Ja się boję tego, co będzie dalej. - zatrzymała się w miejscu i odwróciła na pięcie w moją stronę. Popatrzyła pytająco na moją osobę. Pokręciłam przecząco głową i szybko wyszłam z mieszkania.
wtorek, 3 czerwca 2014
Rozdział 70
Obudziły mnie promienie słońca dochodzące zza okna. Leniwie przetarłam oczy i przeciągnęłam się. Wstałam i podeszłam do okna. Harry'ego nie było już w łóżku. Byłam obolała po tej nocy. Gdy tylko sobie przypomniałam jego dotyk, pocałunki, każde słowo... Musiałam się otrząsnąć i wrócić do rzeczywistości. Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni. Hazz jadł przy stole swoje kanapki. Jak mnie zobaczył, od razu się uśmiechnął.
-Na blacie są dla ciebie kanapki. - wzięłam talerz i gdy chciałam zająć swoje miejsce, Harry zabrał mnie na kolana. Odłożył mój talerz i skradł buziaka.
-Jak się czujesz? Pewnie obolała. - mówił z troską.
-Tylko troszeczkę, ale daję radę. - uśmiechnęłam się i pogłaskałam go po policzku.
-To bardzo dobrze się składa, bo był u nas Niall i zaproponował wędrówkę po klifach, a może gdzieś nawet pojedziemy.
-Dobry pomysł. A o której mamy wyruszyć?
-Za jakieś dwie godziny, więc mamy czas. - uśmiechnął się szerzej i zaczął serie pocałunków. Podobnie jak w nocy, wziął mnie na ręce i poszliśmy do salonu. Kontynuował swoje romantyczne całusy, ale przerwał nam dzwonek do drzwi. Najprawdopodobniej był to ktoś z obsługi, bo Harry nawet nie zaprosił go do środka. Gdy skończył, zatrzasnął drzwi i położył się na sofie, opierając głowę o moje kolana. - Może dokończymy to co zaczęliśmy? - złączył nasze dłonie i zaczął bawić się moimi palcami.
-Innym razem. O, albo wieczorem. Tak będzie idealnie. - pocałowałam go, wstałam i poszłam do pokoju.
*Oczami Niall'a*
Zabraliśmy dziewczyny na klify, gdzie jako małe dzieciaki jeździliśmy z rodzicami. Było paru turystów i my. Pogoda była wspaniała i jedynie były lekkie podmuchy wiatru. Spędziliśmy już tutaj ponad 3 godziny na wygłupach, które dziwiły turystów. Robiliśmy sobie zdjęcia, na których wyglądaliśmy przekomicznie. Dziewczyny również świetnie się bawiły i ani razu nie narzekały. Gdy doszliśmy do
wyznaczonego przez nas miejsca, zostawiliśmy nasze wszystkie rzeczy i podeszliśmy na sam koniec klifu. Było to dobre paręnaście metrów. Jak chciałam pokazać to wszystko Rose, zorientowałem się, że stoi kawałek dalej.
-No chodź, jest tu naprawdę wspaniały widok. - zawołałem. Ona pokręciła przecząco głową i usiadła na trawie, koło naszych rzeczy.
-Ona ma lęk wysokości. - odezwała się Vicki.
-A ty zaraz będziesz miała. - powiedział żartobliwie Harry. Oni zaczęli się wygłupiać, co spowodowało ich głośny śmiech. Ja podszedłem do Rose i usiadłem obok niej.
-Może jednak chciałabyś zobaczyć widok z góry? Jest naprawdę śliczny. - chwyciłem jej dłoń. - I obiecam, że nie puszczę cię ani na chwilę. - niechętnie wstała. Podeszliśmy do krawędzi i przytuliłem moją ukochaną.
-Prawda, że ładnie? - zapytałem. Pokiwała twierdząco głową całując mnie w policzek. Nagle z nieba zaczęły spadać pojedyncze krople wody, które po pewnym czasie zamieniły się w ulewę. Droga powrotna była dość długa, więc zebraliśmy wszystkie rzeczy w jak najszybszym tempie i ruszyliśmy z powrotem do hotelu.
***
W aucie włączyliśmy ogrzewanie i rozebraliśmy niektóre, mokre części garderoby. Było nam lodowato. Poszliśmy do apartamentu mojego i Rose. Rozsiedliśmy się na kanapie w małym saloniku. Wcześniej poszedłem do sypialni i zabrałem koce. Były tylko trzy, więc dwa dałem Harry'emu i Vicki, a sam siedziałem pod jednym z Rozą. Czułem jak na jej chłodnych rękach przechodzi gęsia skórka. Objąłem ją ramieniem, by trochę się rozgrzała. Wtuliła się we mnie i tak siedzieliśmy rozmawiając w czwórkę o dzisiejszym wypadzie na klify. Tęsknię za Irlandią. To w końcu mój ojczysty kraj. Chodź analizując dokładniej sprawę, to trochę by mi się tu nudziło.
*Oczami Rose*
Przebudziłam się w łóżku, w środku nocy. Musiałam zasnąć na kanapie. Blondyna nie było w łóżku, więc postanowiłam go poszukać. Wstałam z łóżka i założyłam na zmarznięte stopy kapcie. Moim pierwszym celem była kuchnia, bo to zazwyczaj tam można spotkać Niall'a. Niestety nikogo tam nie było. Podreptałam do salonu i oświeciłam lampkę, która stała na biurku. Podeszłam do sofy, a tam zobaczyłam śpiącego Niallera, który cicho pochrapuje. Uśmiechnęłam się na ten słodki widok i sięgnęłam po koc, pod którym siedzieliśmy wieczorem. Przykryłam go, by nie było mu zimno i delikatnie pogłaskałam po głowie. Widziałam jak uśmiecha się przez sen. Wstałam, zgasiłam lampkę, ostatni raz się mu przyjrzałam i wróciłam do sypialni.
*Kilka dni później*
Dziś wracamy już do Anglii, do domu. Od samego rana wszyscy jesteśmy zagonieni pakowaniem i sprzątaniem. Trzeba przyznać, że zrobiliśmy niezły bałagan tutaj.
-Pamiętajcie, by zabrać mydełka hotelowe! - wyłonił zza drzwi głowę Harry. Popatrzyliśmy na siebie z Niall'em i wybuchnęliśmy śmiechem. To było najważniejsze - mydełka. Kontynuowaliśmy pakowanie się. Kilka godzin później pojechaliśmy do Grega i Denise, by się pożegnać. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Najbardziej zgadałam się z nową szwagierką chłopaków. No, ale jak kobiety, zawsze znajdą wspólny temat. Vicki czuje się nieswojo w towarzystwie rodziny Niall'a i Harry'ego, lecz próbuje to maskować. Po czasie, na pewno się przyzwyczai. Ostatni raz się pożegnaliśmy grupowym uściskiem i wsiedliśmy do samochodu. Pojechaliśmy na lotnisko i chwilę potem przeszliśmy kontrolę, a potem mogliśmy zatonąć w miękkich fotelach samolotu.
-Na blacie są dla ciebie kanapki. - wzięłam talerz i gdy chciałam zająć swoje miejsce, Harry zabrał mnie na kolana. Odłożył mój talerz i skradł buziaka.
-Jak się czujesz? Pewnie obolała. - mówił z troską.
-Tylko troszeczkę, ale daję radę. - uśmiechnęłam się i pogłaskałam go po policzku.
-To bardzo dobrze się składa, bo był u nas Niall i zaproponował wędrówkę po klifach, a może gdzieś nawet pojedziemy.
-Dobry pomysł. A o której mamy wyruszyć?
-Za jakieś dwie godziny, więc mamy czas. - uśmiechnął się szerzej i zaczął serie pocałunków. Podobnie jak w nocy, wziął mnie na ręce i poszliśmy do salonu. Kontynuował swoje romantyczne całusy, ale przerwał nam dzwonek do drzwi. Najprawdopodobniej był to ktoś z obsługi, bo Harry nawet nie zaprosił go do środka. Gdy skończył, zatrzasnął drzwi i położył się na sofie, opierając głowę o moje kolana. - Może dokończymy to co zaczęliśmy? - złączył nasze dłonie i zaczął bawić się moimi palcami.
-Innym razem. O, albo wieczorem. Tak będzie idealnie. - pocałowałam go, wstałam i poszłam do pokoju.
*Oczami Niall'a*
![]() |
| Victoria i Rose <3 |
wyznaczonego przez nas miejsca, zostawiliśmy nasze wszystkie rzeczy i podeszliśmy na sam koniec klifu. Było to dobre paręnaście metrów. Jak chciałam pokazać to wszystko Rose, zorientowałem się, że stoi kawałek dalej.
-No chodź, jest tu naprawdę wspaniały widok. - zawołałem. Ona pokręciła przecząco głową i usiadła na trawie, koło naszych rzeczy. -Ona ma lęk wysokości. - odezwała się Vicki.
-A ty zaraz będziesz miała. - powiedział żartobliwie Harry. Oni zaczęli się wygłupiać, co spowodowało ich głośny śmiech. Ja podszedłem do Rose i usiadłem obok niej.
-Może jednak chciałabyś zobaczyć widok z góry? Jest naprawdę śliczny. - chwyciłem jej dłoń. - I obiecam, że nie puszczę cię ani na chwilę. - niechętnie wstała. Podeszliśmy do krawędzi i przytuliłem moją ukochaną.
-Prawda, że ładnie? - zapytałem. Pokiwała twierdząco głową całując mnie w policzek. Nagle z nieba zaczęły spadać pojedyncze krople wody, które po pewnym czasie zamieniły się w ulewę. Droga powrotna była dość długa, więc zebraliśmy wszystkie rzeczy w jak najszybszym tempie i ruszyliśmy z powrotem do hotelu.
***
W aucie włączyliśmy ogrzewanie i rozebraliśmy niektóre, mokre części garderoby. Było nam lodowato. Poszliśmy do apartamentu mojego i Rose. Rozsiedliśmy się na kanapie w małym saloniku. Wcześniej poszedłem do sypialni i zabrałem koce. Były tylko trzy, więc dwa dałem Harry'emu i Vicki, a sam siedziałem pod jednym z Rozą. Czułem jak na jej chłodnych rękach przechodzi gęsia skórka. Objąłem ją ramieniem, by trochę się rozgrzała. Wtuliła się we mnie i tak siedzieliśmy rozmawiając w czwórkę o dzisiejszym wypadzie na klify. Tęsknię za Irlandią. To w końcu mój ojczysty kraj. Chodź analizując dokładniej sprawę, to trochę by mi się tu nudziło.
*Oczami Rose*
Przebudziłam się w łóżku, w środku nocy. Musiałam zasnąć na kanapie. Blondyna nie było w łóżku, więc postanowiłam go poszukać. Wstałam z łóżka i założyłam na zmarznięte stopy kapcie. Moim pierwszym celem była kuchnia, bo to zazwyczaj tam można spotkać Niall'a. Niestety nikogo tam nie było. Podreptałam do salonu i oświeciłam lampkę, która stała na biurku. Podeszłam do sofy, a tam zobaczyłam śpiącego Niallera, który cicho pochrapuje. Uśmiechnęłam się na ten słodki widok i sięgnęłam po koc, pod którym siedzieliśmy wieczorem. Przykryłam go, by nie było mu zimno i delikatnie pogłaskałam po głowie. Widziałam jak uśmiecha się przez sen. Wstałam, zgasiłam lampkę, ostatni raz się mu przyjrzałam i wróciłam do sypialni.
*Kilka dni później*
Dziś wracamy już do Anglii, do domu. Od samego rana wszyscy jesteśmy zagonieni pakowaniem i sprzątaniem. Trzeba przyznać, że zrobiliśmy niezły bałagan tutaj.
-Pamiętajcie, by zabrać mydełka hotelowe! - wyłonił zza drzwi głowę Harry. Popatrzyliśmy na siebie z Niall'em i wybuchnęliśmy śmiechem. To było najważniejsze - mydełka. Kontynuowaliśmy pakowanie się. Kilka godzin później pojechaliśmy do Grega i Denise, by się pożegnać. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Najbardziej zgadałam się z nową szwagierką chłopaków. No, ale jak kobiety, zawsze znajdą wspólny temat. Vicki czuje się nieswojo w towarzystwie rodziny Niall'a i Harry'ego, lecz próbuje to maskować. Po czasie, na pewno się przyzwyczai. Ostatni raz się pożegnaliśmy grupowym uściskiem i wsiedliśmy do samochodu. Pojechaliśmy na lotnisko i chwilę potem przeszliśmy kontrolę, a potem mogliśmy zatonąć w miękkich fotelach samolotu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.png)







