środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 50

Obudziłam się i obróciłam na drugi bok, gdzie powinien leżeć Niall, a zamiast niego leżał liścik. Podniosłam go z poduszki i obróciłam się na plecy wcześniej przecierając oczy. Otwarłam złożony na pół skrawek papieru.


"Witaj Księżniczko <3 Mam nadzieję, że się wyspałaś. W lodówce znajdziesz śniadanie, smacznego :) Zadzwoń."

W sumie to nie wiem po co mam do niego dzwonić, przecież wraca wieczorem. Podniosłam się i przeciągnęłam. Sięgnęłam po mój telefon i spojrzałam na godzinę, 11:16. Ups... Trochę długo spałam, co do mnie nie podobne... chyba. Wstałam i wzięłam swoje wczorajsze ubrania, które założyłam po porannej toalecie. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni, gdzie podobno czeka na mnie śniadanie. Weszłam tam i od razu zobaczyłam tam Harry'ego.
-Hej. - przywitałam się.
-Cześć. Głodna? - obierał pomarańczę.
-Tak, ale podobno w lodówce czeka na mnie śniadanie.
-Widzę, że Horan umie o ciebie zadbać. - obydwoje się zaśmialiśmy. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam kanapki z sałatą, szynką i pomidorem, a to wszystko posypane zieloną cebulką. Styles poszedł do salonu, a ja zaczęłam jeść moje śniadanie. Gdy skończyłam ułożyłam talerz w zmywarce i dołączyłam do Hazzy. - Podwieźć cię do domu? - zapytał.
-Jeśli to nie zrobi problemu. - uśmiechnęłam się lekko.
-Problem to może zrobić Niall jak się dowie. - zaczęłam się śmiać z tego co powiedział. Gdy zrozumiał co tak naprawdę powiedział, zawtórował mi. Ubraliśmy się i wyszliśmy z apartamentowca. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mojego bloku. W między czasie rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Temat zatrzymał się na Victorii.
-A tak w ogóle, to gdzie ona jest? - zapytał.
-U babci w Szkocji, w Dufftown. - odpowiedziałam.
-Jest z pochodzenia Szkotką?
-Nie. Po prostu jej babcia tam mieszka. Vicki pochodzi z Ameryki.
-Wiem. To da się też wyczuć po jej akcencie. - rzeczywiście, Victoria nie ma brytyjskiego akcentu. Na początku naszej znajomości miałyśmy lekki problem w dogadaniu się, ponieważ niektóre słowa wypowiadałyśmy całkiem inaczej. Nim się obejrzałam Harry zatrzymał się pod moim blokiem. Podziękowałam za podwózkę i wyszłam. Chwilę potem znalazłam się w moim mieszkaniu. Od razu poszłam wziąć prysznic i zmienić ciuchy. Po kilkunastu minutach spędzonych pod gorącą wodą, wytarłam się w miękki ręcznik. Wysuszyłam włosy u nasady i związałam je w niedbałego koka. Ubrałam stary, rozciągnięty sweter, po czym poszłam do swojej sypialni i wzięłam laptopa.
Usiadłam w salonie na kanapie i włączyłam MacBook'a. Pierwsze co zrobiłam to weszłam na Facebook'a. Posprawdzałam większość powiadomień, kiedy moje oczy dostrzegły zieloną kropkę obok nazwiska Young. Napisałam do mojej przyjaciółki.
-Jak tam? - zaczęłam.
-Spoko, jakoś leci... - coś mi tu nie pasowało. Gdy Vicki była u babci, wręcz tryskała radością. Postanowiłam, że nie będę się jej dopytywać, bo przez komunikator internetowy na pewno mi nie powie. - A co u ciebie?
-Również leci. Byłam wczoraj z Niall'em na łyżwach.
-Fajnie. A co teraz robisz, jesteś w domu?
-Tak. Wykąpałam się i siedzę na necie. A ty co robisz, zazwyczaj nie jesteś dostępna na wyjazdach.
-Siedzę przy kominku i się nudzę. Babcia poszła gdzieś na "miasto". - pisałyśmy tak kilka godzin, kiedy Vicki straciła połączenie z internetem. No czego by się tu spodziewać po Szkocji? Wyłączyłam komputer i sięgnęłam po mój telefon.



Jestem ciekawa co z tego wyjdzie i czy Vicki nie odstawi jakiegoś teatrzyku... Bądźmy dobrej myśli. Strasznie mi się nudziło, więc zadzwoniłam do Eleanor.
-Hejka Rose. - powitała mnie, jak zawsze radośnie.
-Hej. Masz może czas?
-Pewnie, a coś się stało?
-Nie, po prostu nie ma Victorii i mi się nudzi. Wpadniesz do mnie?
-Pewnie, będę za 20 minut.
-Ok, czekam. - rozłączyłyśmy się i poszłam ubrać się tak, jak na człowieka przystało. Włosy rozpuściłam i jedyne co mi zostało to czekać na El. Po 30 minutach była na miejscu.
-Hej, przepraszam za spóźnienie, ale to w końcu Londyn. - przytuliła mnie zdyszana.
-Jasne, nie martw się, wiem jak to jest.
-To co robimy? - usiadłyśmy w salonie. Najpierw zaczęłyśmy od luźnej rozmowy. Dawno się nie widziałyśmy, więc tematów było trochę sporo. Rozmawiałyśmy o rozstaniu Zerrie, randce z Niall'em, o której dowiedziała się od Louis'a. - Chyba będziesz pierwszą osobą, której to powiem... - zaczęła niepewnie. - Jestem w ciąży z Lou. - powiedziała cicho, a ja zaczęłam piszczeć ze szczęścia. Mocno ją przytuliłam i zaczęłam gratulować.
-Nie cieszysz się? - spytałam, ponieważ była jakaś smutna.
-Cieszę, ale boję się reakcji Louis'a...
-No co ty! Na pewno się ucieszy, bo w końcu będzie tatą. - uśmiechnęłam się ciepło.
-Mam nadzieję. - również się uśmiechnęła. Resztę wieczoru spędziłyśmy na babskich pogaduchach i oglądani romansideł. Po 22:00 Eleanor musiała już wracać, więc pożegnałam się z nią. Po tym gdy wyszła, ubrałam na siebie piżamę i położyłam do łóżka. Myślałam cały czas o Victorii, to nie daje mi spokoju. Coś jest nie tak, musiało się coś stać.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 49

W drodze powrotnej wstąpiliśmy po kawę. Wypiliśmy na miejscu gorący napój spokojnie rozmawiając. Zadzwonił mój telefon. Przeprosiłem Rose i odszedłem od stolika. Dzwonił Louis by zapytać się czy idę do niego z Harry'm. Gdy usłyszał, że mam trochę inne plany, zaśmiał się tylko i powiedział żebyśmy byli grzeczni. Ok...? Wróciłem do Rose i wyszliśmy z lokalu. 20 minut później byliśmy u mnie w mieszkaniu. Harry na całe szczęście skorzystał z zaproszenia Lou. Odwiesiłem nasze płaszcze i podszedłem do mojej dziewczyny. Objąłem ją w tali i przyciągnąłem bliżej siebie. Zacząłem całować jej policzki. Zaśmiała się, a ja zobaczyłem w jej oczach iskierkę pożądania. Całowałem jej kąciki ust, które odnalazłem na samym końcu, by wpić się w jej idealnie usta, których smak był nie do opisania. Staliśmy tak chwilę, gdy poczułem, że to dla mnie za mało. Zsunąłem swoje ręce niżej, na jej uda i uniosłem w górę. Oplotła mnie w tali, gdy ja zacząłem zmierzać do sypialni. Otwarłem drzwi do środka zamykając je nogą. Położyłem ją na łóżku dalej całując.
*Oczami Rose*
Leżałam na łóżku, pod Niall'em, który cały czas mnie

całował. Zszedł na moją szyję, najpierw delikatnie muskając moją skórę, by po chwili zacząć ją lekko gryźć. Z moich ust uciekały ciche jęki, których nie mogłam powstrzymać. Czułam że Niall się uśmiecha. Oddalił swoją twarz i spojrzał na to co zrobił. Dotknęłam palcami szczypiące miejsce i wyczułam sporą malinkę. Wróciliśmy do poprzedniej czynności. Dobrałam się do jego koszulki, która parę sekund później znalazła się na ziemi, obok łóżka. Irlandczyk wsadził swoje ręce pod moją bluzkę z zamiarem pozbycia się jej, lecz przerwały mu głosy dochodzące z salonu. W jego oczach dostrzegłam rozczarowanie, ale też i złość.
-Kurwa... - powiedział cicho podnosząc się i siadając na łóżku przede mną.
-Kto to? - zapytałam schylając się po jego koszulkę.
-Chłopaki... - zaśmiałam się podając mu materiał do rąk. Ubrał go na siebie i wstaliśmy. Podeszliśmy do drzwi, które Nialler jednym, zwinnym ruchem otworzył przepuszczając mnie w nich. Zmierzyliśmy do salonu, gdzie najwyraźniej teraz znajdowali się nasi przyjaciele. Weszliśmy do pomieszczenia, lecz zatrzymaliśmy w progu. Tak właściwie to mój chłopak zatorował mi drogę, stając przed moim nosem.
-Oj, przerwaliśmy coś? - zapytał Louis zadziornie się uśmiechając.
-Tak.
-Nie. - powiedzieliśmy w tym samym momencie. Do mnie należała ta druga odpowiedź. Spojrzeliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się, a reszta wybuchnęła śmiechem.
-Dlaczego tu, a nie gdziekolwiek indziej? - zapytał żenującym tonem, ciągnąc mnie na sofę.
-Bo mi się kablówka pieprzy, więc tak wypadło. - wytłumaczył Lou. Nialler dołączył do nich oglądać mecz Irlandia - Polska. Mnie jakoś nie koniecznie interesowała ta rozgrywka, bo wiadome było to, że Irlandia wygra bez najmniejszego problemu. Siedziałam rozglądając się po całym mieszkaniu. Nagle chłopcy zaczęli krzyczeć i oskarżać sędziego o to, że Shay Given nie powinien dostać czerwonej kartki. Jako jedyny, Zayn siedział spokojnie i się nie odzywał.
-A ty dlaczego nie masz wyrzutów do sędziego? - zapytałam.
-Nie za bardzo lubię oglądać mecze, więc się nie interesuję. - odpowiedział znudzony.
-Co z Perrie? - chcąc jakoś oswoić z sytuacją Malika wybrałam inny temat. Chyba nie odpowiedni, no ale cóż.
-Nie odzywa się, ale teraz przynajmniej wiem, że to nie jest kobieta mojego życia.
-Miałeś z nią jakieś plany związane?
-Tak, chciałem się jej oświadczyć w czerwcu. - powiedział smutnie.
-Przykro mi... - spuściłam głowę współczując mu. Ich związek na początku wydawał się idealny, że są stworzeni dla siebie. Teraz przynajmniej rozumiem dlaczego w Norwegii Perrie podrywała każdego faceta.
-Nie musi, to nie twoja wina. Choć teraz chciałbym znaleźć kobietę, którą pokocham na tyle, by znowu mieć plany założenia z nią rodziny... - jakby nie patrzeć, to Zayn jest bardzo uczuciowym chłopakiem, tylko z zewnątrz zgrywa niedostępnego, złego.
-O czym tak rozmawiacie? - zapytał Niall uspokajając się po dwóch zdobytych golach przez swoich rodaków. 
-Ogólnie, co słychać. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. W tym samym momencie Irlandzka reprezentacja w piłce nożnej zdobyła kolejnego, już czwartego gola. Wszyscy się ucieszyli na tę wieść.
-Jak tak ma to wyglądać, to możesz mnie całować cały czas. - zaśmiał się blondyn, a cała reszta mu zawtórowała. Reszta meczu przebiegła spokojnie, zakończyło się wynikiem 5:1 dla Irlandii. Wszyscy byli z tego wyniku zadowoleni. Louis, Liam i Zayn poszli do domu, Harry poszedł spać do swojego pokoju, a my przenieśliśmy się z powrotem do sypialni. Uprzednio zamknął drzwi na klucz i podszedł do mnie zaczynając namiętnie całować każdy centymetr mojej twarzy. Jego ciepłe dłonie szybko znalazły się pod moją koszulką. 
-Nie powinniśmy... - wyszeptałam między pocałunkami.
-Dlaczego? - mruknął niezadowolony.
-Harry jest za ścianą. - uśmiechnęłam się. Westchnął cicho.
-Czy kobiety zawsze muszą mieć racje? - zapytał patrząc na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami. Zaśmiałam się na jego wypowiedź. Przybliżyłam twarz do jego i prosto w usta wyszeptałam.
-Może... - po czym po raz kolejny zaczęliśmy się całować. Chwilę później to on oderwał się ode mnie i podszedł do szafki wyciągając z niej koszulkę, którą mi wręczył. Uśmiechnęłam się w podzięce i udałam do łazienki. Po skończonej toalecie wróciłam do czekającego już na mnie w łóżku chłopaka. Uśmiechnęłam się na jego widok, z resztą tak jak zawsze. Odłożyłam swoje ubrania na krzesło i zajęłam swoje miejsce obok niego. Po tym jak się położyłam od razu się przytuliłam mojego ukochanego.
-Jutro muszę wyjechać na cały dzień. - oznajmił.
-Praca?
-Niestety. Wrócę wieczorem. - pocałował mnie w skroń. Cicho westchnęłam i odwróciłam się do niego tyłem. Objął mnie i tak usnęłam otulona jego ciepłem.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 48

*Oczami Victorii*
Taksówka podjechała pod dom mojej babci. Otworzyłam drzwi od samochodu i z niego wysiadłam. Kierowca wyciągnął z bagażnika mają walizkę i odjechał, wcześniej pobierając ode mnie opłatę za przewóz. Rozkoszowałam się chwilę pięknymi widokami. Wydawało by się, że tutejsze powietrze jest o wiele świeższe. Bardzo stęskniłam się za moją babcią. Kiedyś bywałam u niej częściej. Stanęłam w ganku i z uśmiechem zapukałam do drzwi. Po chwili oczekiwań drzwi się uchyliły, a zza nich wyłoniła się drobna siwowłosa staruszka.
-Vicki! - krzyknęła uradowana.
-Babcia! - rzuciłam się jej na szyję. Wycałowała mnie i nie mogła się mną nacieszyć. Jej oczy iskrzyły się ze szczęścia. Po czułym przywitaniu weszliśmy do środka, a mianowicie do kuchni. Taki zwyczaj. Usiadłam przy stole. 
-Jesteś głodna, wnusiu? - typowe pytanie każdej babci. Przytaknęłam ochoczo, ponieważ moja babcia gotuje świetnie i nie jadłam nic od wczoraj. Przygotowała rybę, którą jadłyśmy rozmawiając o tym co się u mnie dzieje. Opowiedziałam jej o pracy, codzienności i o Rose. Tak, zna ją i traktuje jak własną wnuczkę. Starannie omijałam temat Harry'ego, bo nie chciałam zostać wypytywana o jego osobę. Spędziłyśmy tak kilka godzin. Postanowiłyśmy, że wejdziemy do pomieszczenia, które jest w całości oszklone, a w nim znajdują się rośliny, które zginęłyby na polu podczas zimy. Usiadłyśmy na ławce podziwiając widok zza okiennic. Widziałam, że babcia jest trochę zmieszana i zauważyłam, że posmutniała. Gdy chciałam już się zapytać co się stało, ona zaczęła mówić.
-Mam coś dla ciebie... - powiedziała i weszła z powrotem do domu. Po paru minutach wróciła, lecz tylko podała mi kopertę i zostawiła mnie samą, zamykając za sobą drzwi. Koperta nie była zaadresowana, tylko zaklejona. Zdziwiłam się. Otwarłam papierowe opakowanie i wyciągnęłam z niego list.


"Droga Victorio..."

*Oczami Rose*
Mój dzień zaczął się niezbyt obiecująco, ale skończył fantastycznie. Kto by pomyślał, że rano stracę pracę, a po południu zyskam nową, lepszą, na dodatek u boku mojego chłopaka? Zadowolona położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć, więc napisałam do Vicki. Nie odzywa się do mnie ponad jeden dzień, co jest bardzo dziwne.
 Zmęczona podróżą zapewne. No nic. Zgasiłam ekran mojego IPhone i odłożyłam go na szafkę nocną. Wtuliłam się w poduszkę, która o dziwo już zdążyła przesiąknąć zapachem perfum Niall'a. Cudownym zapachem. Dzięki temu nie musiałam długo czekać na mój upragniony sen.
***
Wtorek. Najgorsze już za nami. Dzisiaj idę z Niallerem na lodowisko. Szybka toaleta, włosy makijaż i ubrania.



Jak zawsze punktualny. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Przywitaliśmy się buziakiem i ubrałam czarny płaszcz.
-Emo? - zaśmiał się blondyn, na co odpowiedziałam mu lekkim uderzeniem w żebra. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na lodowisko. Na miejscu Irlandczyk zachował swą klasę, obiegł samochód, otworzył drzwi i podał rękę jak prawdziwy gentelman z przed kilkuset lat. Zaczęłam się śmiać, w sumie nie wiem dlaczego.
-Co cię tak śmieszy? - zapytał zamykając auto.
-Ty. - uspokoiłam się trochę.
-Ja? - zmarszczył śmiesznie brwi, co spowodowało kolejny wybuch śmiechu. - Nie wiem o co ci chodzi. - puścił mi oczko i pociągnął w stronę kasy biletowej. Kupiliśmy dwie wejściówki i wypożyczyliśmy łyżwy. Ubraliśmy je i czekaliśmy aż skończy się tura i zacznie nasza. Na szczęście to nie trwało długo. Weszliśmy na lodowisko i pierwsze co zrobiliśmy to złączyliśmy nasze dłonie, by nie oddalić się od siebie. Jeździliśmy zgodnie z kierunkiem jazdy, w między czasie rozmawiając i cały czas się śmiejąc. Opowiadaliśmy sobie różne historie, sny. Po 30 minutach jazdy skończyła się tura i zeszliśmy z lodowiska. Podeszliśmy do szafki i wzięliśmy swoje kurtki i buty, po czym usiedliśmy na ławce i ubraliśmy się. Niall'owi zajęło to trochę więcej czasu, więc postanowiłam, że zostawię go tutaj i pójdę po kawę dla nas. Poinformowałam go o tym i zniknęłam w tłumie ludzi krzątających się wokoło.
*Oczami Niall'a*
Rose, poszła po kawę i kazała mi tutaj poczekać. Tak jak chciała, też siedziałem sobie na ławce obserwując to, co się dzieje na lodzie. Przysiadła się do mnie jakaś dziewczyna.
-Hej, jestem Jessica. - przywitała się, ja również. - Czekasz na kolejną turę? - zapytała ciągle mi się przyglądając.
-Nie. - jakoś nie koniecznie czułem potrzebę rozmowy z nią.
-A co powiesz na kawę u mnie w mieszkaniu? - odważna dziewczyna, by lecieć tak prosto z mostu. Nagle pojawiła się Rose.
-Hej kotku. - pocałowała mnie namiętnie. - Cześć Jess... - powiedziała już mniej entuzjastycznie.
-A gdzie kawa? - przyciągnąłem ją do swojego boku. W jej oczach było widać zazdrość, kipiącą zazdrość. Podobało mi się to.
-Kawy nie było, przykro mi. - pocałowała mnie w policzek.
-Rose... Masz chłopaka? - odezwała się ta dziewczyna.
-Owszem, ale już musimy iść, tak więc do zobaczenia. - chwyciła mnie za rękę i poprowadziła w stronę wyjścia.
-Zazdrosna. - uśmiechnąłem się szeroko w jej stronę.
-Ja? Nie. - śmieszy mnie swoim zachowaniem. Widzę, że ją to wkurzyło.
-W ogóle. - otwarłem jej drzwi i pomogłem wsiąść. Obiegłem samochód i po chwili znaleźliśmy się na drodze. 
Kierunek - moje mieszkanie.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 47

*Oczami Rose*
Prowadził mnie korytarzem do windy. Wybrał najwyższe piętro i poczuliśmy jak wznosimy się w górę.
-Gdzie ty mnie prowadzisz? - zapytałam.
-Do mojego taty. On znajdzie coś odpowiedniego dla ciebie.
-Ale ja nawet nie jestem przygotowana... - zaśmiał się.
-Nie musisz. I tak dostaniesz tę pracę. - uśmiechnął się.
-A o jaką ja w ogóle posadę się staram?
-Jeszcze nie wiem. Wybierzesz to co będziesz chciała. - drzwi do windy się otworzyły. Niall chwycił moją dłoń i prowadził przez kolejny, długi korytarz. Czułam na sobie spojrzenia tych wszystkich osób pracujących tutaj.
-Zawsze tak będzie? - zapytałam patrząc się przed siebie, omijając ciekawskie spojrzenia pracowników.
-Jak, kochanie?
-Wszyscy będą się tak na nas gapili?
-Nie. Przyzwyczają się do ciebie i będą cię traktować jak każdego innego pracownika tej firmy. - zatrzymaliśmy się na samym końcu. Grzecznie zapukał do drzwi, a w odpowiedzi usłyszeliśmy "Proszę". Niall przepuścił mnie w drzwiach i zaraz po mnie wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
-Rosalie Collins? - skąd on wie jak się nazywam? Zapewne syn już mu opowiadał o nas.
-Tak, miło mi. - uśmiechnęłam się blado.
-Co was do mnie sprowadza? - swój wzrok przerzucił na Niall'a. Gestem ręki pokazał byśmy usiedli.
-Rose potrzebuje pracy. Mam nadzieję, że znajdzie się coś dla niej. - odpowiedział. Dokładnie mi się przyjrzał, zastanawiając się nad czymś.
-Gdzie wcześniej pracowałaś? - poczułam jak robię się cała czerwona. W sumie nie wiem dlaczego. Praca w restauracji nie jest aż taka zła.
-W Nando's. - powiedziałam cicho. Uśmiechnął się szeroko. Już wiem po kim mój chłopak odziedziczył uśmiech. Ale jak widać Pan Horan również gustuje w takim jedzeniu.
-A na jakiej posadzie chciałabyś się znaleźć? - zastanawiałam się chwilę.
-Obojętne. - uśmiechnęłam się. Może być wszystko, byle bym miała z czego żyć...
-Najlepiej moją sekretarką. - dopowiedział Niall. Popatrzyłam w jego stronę, a on się tylko uśmiechnął i puścił oczko.
-Pasowałaby ci taka rola? - zapytał.
-Tak, chodź nie wiem czy bym sobie poradziła. Nigdy nie miałam z czymś takim do czynienia.
-O to się nie martw. Wszyscy chętnie ci pomogą, po za tym, asystowanie mojemu synowi nie jest wcale trudne. - pan Bobby jest bardzo miły i wyrozumiały. Obmówiliśmy jeszcze kilka rzeczy dotyczących pracy tutaj i... dostałam ją! Niesamowite, a jednak. Podziękowałam i zmierzaliśmy w stronę wyjścia, mówiąc ciche "Do widzenia". Wróciliśmy do gabinetu chłopaków. Harry'ego o dziwo nie było. Wykorzystałam okazję i rzuciłam się na szyję Niallera. Uniósł mnie w górę i okręcił wokół własnej osi.
-Dziękuję. - powiedziałam i mocno wpiłam w jego usta. Oddawał pocałunki zachłannie, co było dla mnie trochę dziwne, zapewne przez nasze położenie. Za ścianą znajdowała się masa ludzi. Oderwałam się od niego, co nie za bardzo się mu spodobało i zareagował niezadowolonym mruknięciem. Zaśmiałam się.
-Teraz będziemy razem pracować. 
-Owszem, ale z tego co pamiętam to już macie sekretarkę. - popatrzyłam na niego pytająco.
-Tak, ale teraz to będzie sekretarka Harry'ego, a ty będziesz moją. - pocałował mnie w nos.
-Romans z sekretarką? - zaczęłam się śmiać, a blondyn mi zawtórował.
-Czemu nie? Nigdy nie próbowałem. - powiedział przez śmiech. 
*Oczami Victorii*
Przebudziłam się i spojrzałam na telefon. Jeszcze chwila i będę na miejscu. Cztery nieodebrane połączenia od Rose i sms. Otwarłam skrzynkę pocztową i przeczytałam wiadomość od mojej przyjaciółki. Zwolnili ją z Nando's? Ale dlaczego? Mam nadzieję, że mnie nie zwolnią, bo będzie ciężko. Usiadłam wygodniej i czekałam na koniec podróży.
Trwała ona może jakieś 15 minut, po czym w moich uszach rozbrzmiał głos, który ogłosił na jakiej stacji się zatrzymujemy. To tutaj. Zabrałam swoje bagaże i wyszłam na korytarz. Mało osób tutaj wysiada. Wyszłam z pociągu, zaciągając się świeżym powietrzem. Szkocja to naprawdę piękny kraj. Przeszłam przez dworzec i podeszłam do taksówki. Kierowca wsadził moją walizkę do bagażnika samochodu i zapytał o adres. Podałam mu ulicę i numer domu mojej babci i odjechaliśmy w tamtą stronę.
*Oczami Rose*
-I jak, masz tą pracę? - zapytał Harry wchodząc do gabinetu.
-Tak. - uśmiechnęłam się szeroko. Odpowiedział mi tym samym.
-Macie ochotę na obiad? - zapytał Nialler. Zaczęliśmy się wszyscy śmiać.
-Pewnie. - poszliśmy do restauracji, która mieściła się na samym dole. Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy przy jednym z wielu stolików.
-Więc pani sekretarko. O 12:00 zawsze chcę widzieć kawę, czarną najlepiej... O 13:00... - zaczął wymieniać, aż Niall mu przerwał.
-Ale Roza jest moją sekretarką, ty masz Veronicę.
-Co? To nie jesteś naszą wspólną sekretarką? - popatrzył na nas podejrzliwie.
-Niestety nie. - uśmiechnęłam się. Mruknął niezadowolony, na co dostał od swojego przyjaciela w kostkę.
-Ałć! - popatrzył na niego. Zaczęliśmy się śmiać, bo mina loczka była bezcenna. Zmieszanie i do tego rozczarowanie, ale próbował to ukryć. Przyszło nasze jedzenie. Zaczęliśmy jeść rozmawiając o wszystkim i o niczym.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 46

*Oczami Niall'a*
Przebudziłem się i od razu ujrzałem wtuloną we mnie Rose. Najlepszy poranek w moim życiu. Na razie, z nią będzie ich więcej. Spojrzałem na wyświetlacz mojego telefonu, by dowiedzieć się która godzina. 8:30, muszę iść do pracy... Czy zawsze coś musi zepsuć takie piękne chwile? Delikatnie zsunąłem z mojego torsu Rosalie i podniosłem na łokciach. Pocałowałem mojego skarba ostatni raz i wstałem. Podniosłem ubrania i włożyłem je na siebie. Po cichu wyszedłem z sypialni, a potem z mieszkania.
*Oczami Harry'ego*
Z mojej "imprezy urodzinowej" szybko się zwinąłem. Jakoś nie koniecznie chciało mi się kolejny raz pić z chłopakami. Oni się świetnie bawili, a ja wyspałem w swoim łóżku. Teraz jestem w windzie, w biurowcu ojca Niall'a, mojego ojczyma, Bobby'ego. Wyjechałem na odpowiednie piętro i korytarzem skierowałem się do gabinetu, który dzielę z Niall'em. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem tam mego przyjaciela.
-Cześć. - przywitałem się.
-Hej. Jak tam urodzinki? - zapytał.
-Wpadłem do chłopaków, by spędzić z nimi czas, aż przyszli jeszcze Dale, Joe, Trevor i Clyde. Było trochę drętwo, więc wróciłem do domu. A jak twoje randka z Rose? - zapytałem znacząco się uśmiechając.
-Dobrze. - wrócił do swojej poprzedniej pracy.
-Będę wujkiem! - powiedziałem uradowany.
-Nie rozpędzaj się tak, bo do niczego nie doszło. - uśmiechnął się. Ach, no tak. Zapomniałem, że dopiero po ślubie. Trochę na to poczeka.
-Po ślubie? - nie dałbym rady. To trudne, gdy jest tyle dziewczyn, no chyba, że trafi się na tą "jedyną".
-Z Rose? Nie. - zatkało. Ale coś mi się wydaje, że Rose to będzie ostatnia kobieta w jego życiu.
*Oczami Rose*
Obudziłam się sama w łóżku. No tak, Nialler musiał iść do pracy. Wstałam i w piżamie poszłam do kuchni. Zrobiłam lekkie śniadanie i udałam się przed telewizor. Oglądałam jakiś nudny serial. Przerwał mi telefon. Pobiegłam do sypialni, bo tam go zostawiłam, przekopałam całe łóżko w poszukiwaniu mojego telefonu. Gdy znalazłam, odebrałam. Mój szef...
-Dzień dobry, panno Collins. - powitał mnie oschle.
-Dzień dobry, szefie. - odpowiedziałam niepewnie.
-Pani to już chyba wyzdrowiała, jeżeli mnie oczy nie mylą. - na chwilę zamarłam. Wiedziałam, że jeżeli tam zjemy, to się to nie skończy dobrze.
-Znaczy, bo to jest tak...
-Mnie nie obchodzi jak. Powinna pani być w pracy, a nie szlajać się po restauracjach z chłopakiem! - zrobiło mi się głupio. Miał rację, no ale nie moja wina, że wyszłam z tego cało, a Liam wystawił mi aż tak długie zwolnienie... - W każdym bądź razie. Jest pani zwolniona. - chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale się rozłączył. Bezradnie opadłam na łóżko, nie wiedząc co zrobić. Zostałam bez pracy... Próbowałam się dodzwonić do Victorii, ale nie odbiera. Postanowiłam, że wyślę jej sms'a.


"Zwolnili mnie z Nando's..."

*Oczami Niall'a*
Siedziałem nad różnymi papierami, co chwilę wygłupiając się z Hazzą. Zawsze tak mijają nam dni w pracy. Drzwi do naszego gabinetu uchyliły się, a zza nich nasza sekretarka Veronica.

-Panie Horan, ktoś do pana. - powiedziała i wpuściła... Rose?
-Hej, co ty tu robisz? - przywitałem moją dziewczynę.
-Zwolnili mnie... - powiedziała ledwo słyszalnie.
-Co? Dlaczego?
-Szef do mnie zadzwonił z wyrzutami, że powinnam być chora, a tak naprawdę chodzę sobie z chłopakiem po mieście... - przytuliłem ją mocno.
-Kutas. Po co się wpieprza w twoje życie, skoro masz chorobowe? - wtrącił się Harry. Oboje popatrzyliśmy się na niego jak na idiotę.
-Skoro mam chorobowe, to powinnam być chora, nie sądzisz? - odpowiedziała. - Co ja teraz zrobię? Nie mam jeszcze ukończonych żadnych studiów... - oparła głowę o mój obojczyk.
-Mówiłem ci, że ze mną nie musisz pracować. - pocierałem jej plecy, by ją pocieszyć.
-Ale ja nie mogę żyć na twoim utrzymaniu...
-Możesz. Kobieta nie powinna pracować.
-Twierdzisz, że się już do niczego nie nadaję?
-Nie. Po prostu jest taki stereotyp, który mówi, że facet pracuje i zarabia, a kobieta sobie siedzi w domu. - uśmiechnąłem się.
-No właśnie, stereotyp... Ja tak nie umiem. Muszę coś robić! - teraz nie wiedziałem co zrobić, bo bez studiów w Londynie, trochę ciężko będzie znaleźć coś lepszego.
-Ale może znajdzie się coś u nas? - zaproponował Harry. Jednak czasami się do czegoś przydaje. Mój tata na pewno coś dla niej znajdzie, zwłaszcza, że to jego przyszła synowa, a rodzinny interes się liczy.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 45

Weszliśmy do mieszkania i ściągnęliśmy z siebie kurtki i buty. Poszliśmy do sypialni. Wzięłam z garderoby swoją piżamę i zostawiłam Niall'a samego. Gdy wróciłam on już rozgościł się w moim łóżku. Zajęłam miejsce tuż obok niego.
-Harry ma dzisiaj urodziny. - oznajmił nagle Niall.
-To dlaczego ze mną spędzasz ten czas, a nie z nim? - zapytałam zdziwiona. Szczerze myślałam, że inaczej by to zorganizował dla swojego przyjaciela.
-Kiedy Victoria ma urodziny? - zmienia temat?
-6 luty, a co?
-Zamierzasz zrobić jakąś imprezę?
-Tak, u nas w mieszkaniu. Najbliżsi znajomi i przyjaciele.
-Możemy urządzić im razem urodziny. Może wtedy się pogodzą. - genialne. Tylko kiedy my im to zorganizujemy? Zapytałam o to. - W piątek, zaraz po przyjeździe Vicki? - Harry będzie miał opóźnioną imprezę, ale nie ważne. Mam już nawet pomysł co zorganizować w ten dzień. Ciągnęliśmy temat urodzin, aż poczuliśmy zmęczenie. Nialler przyciągnął mnie do swojego boku tak, że mogłam położyć swoją głowę na jego torsie. Okrył nas kołdrą i tak zasnęliśmy.
*Oczami Harry’ego*
Pierwszy luty, moje urodziny. Po prostu super. Odwiedzę chłopaków. Ubrałem się jak na człowieka przystało i wyszedłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w stronę mojego dawnego domu. Otworzył mi rozpromieniony Liam.
-Cześć solenizancie! - przywitał mnie.
-Cześć, można? - zapytałem, ale i tak wiedziałem jaka będzie odpowiedź.
-Pewnie, wchodź. - wszędzie było dziwnie cicho i ciemno. Poszedłem do salonu i zaświeciłem światło. Pusto. Chciałem wrócić do Liam’a, ale usłyszałem za sobą krzyki. Odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem Zayn’a i Louis’a.
-Wszystkiego najlepszego, staruchu! - wykrzyczeli.
-Hola, hola! Mam dopiero 20 lat! - zaśmiałem się. Do pomieszczenia wparował Liam z szampanem i czterema kieliszkami. Postawił to wszystko na stoliku i zaczęli śpiewać Happy Birthday. Znowu ta niezręczna chwila, gdy nie wiesz co zrobić. Gdy skończyli śpiewać, uściskaliśmy się wszyscy razem. Louis otworzył szampana, na całe szczęście nie było poszkodowanych. Rozlał każdemu alkohol i wznieśliśmy toast za moją 20-stkę. Usiedliśmy na kanapie oglądając film, gdy ktoś zapukał do drzwi. Tym razem otworzyć poszedł Zayn. Nim się obejrzeliśmy do mieszkania wpadło paru kumpli śpiewając po raz kolejny Happy Birthday… I tak zajebiście. Wręczyli mi prezenty, Zayn poszedł po więcej kieliszków. Impreza się rozkręcała, a to niosło za sobą alkohol.
*Oczami Victorii*
Kolejna przesiadka. Jadę już tak cały dzień. Strasznie nudno w pociągu. Na facebook’u doszłam do początku swojej tablicy… Jest naprawdę źle. Zadzwoniłam do Rose. Za pierwszym razem nie udało mi się dodzwonić, no ale jest po trzeciej w nocy. Za drugim razem odebrała.
-Halo? - zapytała zaspana.
-Cześć, to ja, Vicki. Obudziłam? - zaśmiałam się, bo zrobiłam to z premedytacją.
-Nie, wcale. Coś się stało?
-Wszystko ok, ale nudzi mi się…
-I dlatego dzwonisz do mnie o trzeciej w nocy?
-Tak. Co robiłaś cały dzień? - musiałam poczekać aż się wygramoli z łóżka.
-Więc jak cię odwiozłam, wróciłam do domu i wszystko posprzątałam, ogólne porządki. Potem wzięłam kąpiel, w między czasie zadzwonił do mnie Niall i zaprosił na randkę w kinie. - zamruczałam do telefonu. - Się tak nie ciesz. Przyszedł po mnie i pojechaliśmy do tego kina. Potem do Nando’s, by coś zjeść i wróciliśmy do nas do mieszkania.
-Gdzie śpicie? - zapytałam.
-W moim starym pokoju, a co?
-A robiliście już TO? - zaczęłam się głupkowato śmiać.
-Nie. - odpowiedziała krótko. I tak wie, że żartowałam.
-Ale czemu? Miałaś "idealną" randkę i takie słabe zakończenie? 
-Czemu słabe? Po prostu nie jestem gotowa.
-Oj nie złość się już tak.
-Nie jestem zła...
-Wcale. Dobra, wracaj do swojego śpiącego królewicza.
-Ok, dobranoc.
-Dobranoc. - cmoknęłam w słuchawkę i się rozłączyłam. Rozglądnęłam po przedziale i ułożyłam wygodniej na fotelu. Nie chce mi się spać. To będzie długa noc? Nie wiem jak to nazwać, jest po 3:00.
*Oczami Rose*
Wróciłam do sypialni i kucnęłam przy Niallu. Mimo tego że w pokoju panował mrok, mogłam dostrzec jego rysy twarzy i lekko rozchylone wargi. Pogłaskałam go po czole poprawiając jego włosy. Pocałowałam go delikatnie w policzek i przeszłam na moją stronę łóżka. Położyłam się wtulając w plecy mojego ukochanego. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ



wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział 44

Wysiedliśmy z samochodu i zmierzaliśmy do budynku, w którym znajduje się kino. Niall kupił bilety i jeden podał mi. Horror.
-Pokój 1408? - zapytałam oglądając bilet.
-Owszem.
-Serio chcesz usłyszeć jak piszczę i panikuję? - zmierzyłam go wzrokiem. Zaśmiał się.
-Wcale nie zrobiłem tego specjalnie...- zmarszczył śmiesznie brwi. Odwróciłam od niego wzrok. - Kotek... Przecież wiesz, że ze mną nie masz się czego bać... - podszedł do mnie i przytulił. - Serio boisz się horrorów?
-Tak. Ale skoro będziesz ze mną, to chyba nie ma się czego bać. - uśmiechnęłam się. Mało jest rzeczy których się boję, ale horrory należą do tej małej części. Siedzieliśmy w poczekalni jeszcze jakiś czas, w między czasie kupując popcorn. Weszliśmy na salę i usiedliśmy na samym środku. Oprócz nas były jeszcze tylko dwie pary. Faceci to mają pomysły na randki. Gdy reklamy się skończyły, które trochę trwały, światła zgasły i zaczął się film. Odruchowo chwyciłam dłoń Niall'a, co wywołało uśmiech na jego twarzy. Początek filmu był dość nudny, ale blondyn co chwilę szeptał mi coś na ucho. Żartował z filmu. Rzeczywiście , jeżeli popatrzeć na to z innej strony, to ten film jest śmieszny. Niestety było kilka scen, które były straszne. Na przykład teraz. Główny bohater chcąc uciec z pokoju hotelowego, wszedł w klatkę wentylacyjną. Czołgał się, kiedy zaczął gonić go... psychopata? Nie wiem co to było. Zakryłam usta, by nie zacząć krzyczeć i schowałam głowę w zagłębieniu szyi Niall'a. Puścił moją dłoń i całą ręką mnie objął. Siedzieliśmy tak już jakiś czas.
-Już minęło. - szepnął mi na ucho. Podniosłam się i wygodniej usadowiłam na miejscu.
***
Film się skończył i wyszliśmy z sali.
-I co? Było aż tak strasznie? - zapytał.
-Tak, bardzo. - odpowiedziałam. - Ale podobała mi się ta randka. - uśmiechnęłam się ciepło. Jemu również poprawiłam tym humor. Odwzajemnił uśmiech i poszliśmy do wyjścia.
-Głodny jestem... - powiedział, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz.
-A kiedy ty nie byłeś głodny? - zaśmiałam się.
-To pójdziemy coś zjeść? 
-Jasne. - wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do... Nando's. Tak, do tego w którym pracuję. Popatrzyłam na niego zmieszana, gdy pomógł mi wysiąść z auta. Zauważył o co mi chodzi i zaczął się głośno śmiać.
-Jesteś okropny. - przestał.
-Ranisz... - zrobił smutną minę. - Przecież lubisz to jedzenie.
-Tak, ale ja tu pracuję.
-No to dziś będziesz klientem. - uśmiechnął się.
-Ale ja mam L4. Jak mnie ktoś nakabluje do szefa, że sobie chodzę na miasto i nie jestem chora, to mogę pożegnać z pracą tutaj...
-Ze mną nie musisz pracować. - uparty...
-Nie. - krótka odpowiedź.
-Oj nie marudź, tylko chodź. Nic się nie stanie. - chwycił mnie za rękę i wprowadził do lokalu. Rozglądnęłam się. Ale się tutaj zmieniło... Podeszliśmy do kasy. Obsługę widać też zmienili. Zamówiliśmy to co zwykle, czyli Niall kurczaka, a ja nuggetsy z sałatką. Usiedliśmy przy stoliku, przy którym poznaliśmy chłopaków.
-Tyle wspomnień... - zażartowałam.
-Taa... Ale wiesz, gdybyśmy nie usiedli wszyscy razem, teraz by nas nie było, ani Harry nie uganiał się za Victorią. - przed oczami miałam ten wieczór, w którym na ostatnią chwilę przed zamknięciem chłopcy wparowali tutaj i zamówili masę jedzenia. - Właśnie co z Victorią? - przerwał moje wyobrażenia.
-Obiecała, że jak wróci to z nim porozmawia , więc trzymam ją za słowo. - przyszło nasze zamówienie. O dziwo jedliśmy w całkowitej ciszy. Przez restaurację przewinęło się parę osób. Horan zapłacił za nas i pojechaliśmy do mnie. Na drogach nie było korków, lecz zatrzymały nas światła.
-Obraziłaś się? - zapytał kładąc rękę na moje kolano.
-Nie, skąd taka myśl? - uśmiechnęłam się.
-No bo nic nie mówisz.
-Ty również. - zaczęliśmy się śmiać. Ruszyliśmy na zielonym świetle i parę minut później wchodziliśmy do windy w moim bloku. Odprowadził mnie pod drzwi i pocałował. 
-Do zobaczenia.
-Zostajesz ze mną, więc po co się żegnasz? - chwyciłam jego dłoń.
-Zostaję?
-Zostawisz mnie samą po tym filmie?
-Nie. - pocałował mnie i przepuścił w drzwiach.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ