poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 85

*Oczami Victorii, 2 września*
Dzisiaj pierwszy dzień na uniwersytecie. Razem z Rose uczymy się w tym samym budynku, lecz na innych kierunkach.
-Co masz najpierw? - zapytała mnie brunetka. Spojrzałam na mój plan lekcji.
-Wiedzę obywatelską. - westchnęłam. Nie wiem, co tam będziemy robić, ale nie zapowiada się ciekawie. - A ty?
-Podstawy zarządzania. - uśmiechnęła się. Akurat zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję. Odnalazłam salę i usiadłam w trzecim rzędzie, pomiędzy jakimiś dziewczynami. Wyciągnęłam potrzebne książki i siedziałam cicho, aż do przyjścia nauczyciela. Parę minut później do pomieszczenia weszła starsza kobieta.
-Dzień dobry, moi drodzy. Nazywam się Elizabeth Brown i jestem waszym profesorem na kierunku żywienia człowieka. - cała klasa się przedstawiła na jej prośbę i zaczęła się lekcja. Poznaliśmy podstawy naszego kierunku i to co będziemy robić przez następne cztery lata. Wygląda w miarę ciekawie. Pani Brown również wydaje się miła i wyrozumiała. Po jej akcencie wykryłam, że tak jak ja, jest Amerykanką. Lekcja minęła szybko i w luźnej atmosferze. Wyszłam z klasy, wcześniej zabierając wszystkie swoje rzeczy. Na korytarzu spotkałam się z Rosalie. Nie wyglądała na zadowoloną.
-Hej, co jest? - zapytałam.
-Już nie lubię pana Scott'a... - warknęła i włożyła swój notes do torby.
-Dlaczego?
-Cały czas się na mnie gapił i walił podtekstami. - odpowiedziała zdenerwowana. Popatrzyłam zmieszana na nią i odszukałam salę, w której będę mieć kolejną lekcję.
***
Pięć minut do dzwonka. Kiedy mój upragniony dźwięk, na tą chwilę, rozległ się w naszych uszach, szybko spakowałam swoje rzeczy i wyszłam przed salę, gdzie czekała na mnie moja przyjaciółka.
-Długo czekałaś? - pokręciła przecząco głową i wstała ze swojego miejsca.
-Idziemy? - zapytała, a ja cicho przytaknęłam uśmiechając się, z powodu zakończenia pierwszego dnia studiów. Wyszłyśmy przed szkołę, a tam czekali na nas chłopcy. Zaskoczył nas ich widok. Podeszłyśmy do nich. Powitałyśmy naszych partnerów.
-I jak pierwszy dzień w szkole? - zapytał Harry.
-Fajnie. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
-Tak sobie. - wzruszyła ramionami Rose. Niall zmierzył ją wzrokiem, próbując odgadnąć o co jej chodzi. Niestety ona jest trudna do odgadnięcia, kiedy nie ma humoru, a on o tym wie.
-Zabieramy was do lasu. - zaśmiał się Hazz. Popatrzyłam na niego rozbawiona. - Robimy ognisko z okazji rozpoczęcia waszych studiów. - uśmiechnęłyśmy się do nich.
-To odwieziemy tylko swoje rzeczy do domu i zostawimy samochód, ok? - zaproponowała Rose. Przytaknęliśmy i wsiedliśmy do swoich samochodów. Ja prowadziłam, a moja przyjaciółka siedziała obok, uważnie obserwując drogę przed nami.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. A jeśli nawet, to twój rycerz cię obroni. - zaśmiałam się. Ona również uśmiechnęła pod nosem. Chwilę potem dojechałyśmy i odłożyłyśmy nasze torby. Przebrałyśmy się w wygodniejsze ubrania i zeszłyśmy na dół. Wsiadłyśmy do auta Harry'ego. Wyjechał poza miasto i tak, jak obiecał, znaleźliśmy się w lesie. Na miejscu czekała na nas reszta przyjaciół. Przywitaliśmy się i dziewczyny usiadły, kiedy chłopcy poszli pozbierać drewno na opał. W naszym gronie znalazła się również Pezz i Zayn, lecz Charlotte, kuzynki Rosalie, nie było. Zdziwił mnie fakt, że Eleanor jest z nami, bo jest w dziewiątym miesiącu ciąży. Chłopcy przynieśli drewno i rozpalili ogień. Danielle rozdzieliła pomiędzy wszystkich kiełbaski na patykach. Podczas pieczenia, dużo
rozmawialiśmy, śmialiśmy i wygłupialiśmy się. Wszyscy oprócz Niall'a, El i Perrie, pili piwo. W większości, temat zatrzymywał się na naszych studiach. Wypytywali się o wszystko. Nauczyciele, lekcje, szkoła, inni uczniowie. Ja odpowiadałam, Rose tylko czasem, dalej jest zmieszana sytuacją z pierwszej lekcji. Po pewnym czasie, wszyscy się rozkręciliśmy i bawiliśmy się świetnie. Graliśmy raz w butelkę, dopóki gdzieś nie zniknęła. Około dziesiątej zaczęliśmy się zbierać. Ja, Rose, Niall i Harry wsiedliśmy do jednego samochodu, reszta się jakoś podzieliła. Do domu wracaliśmy w ciszy. Irlandczyk został kierowcą, jego dziewczyna siedziała obok, a ja siedziałam z moich chłopakiem na tyłach. Zasnął na moim ramieniu i cicho pochrapywał, co było dla mnie śmieszne. Podjechaliśmy pod nasz blok. Siłowałam się z tym, by zrzucić loczka z mojego ramienia.
-Pojedziesz do mnie? - Niall skierował cicho pytanie do swojej narzeczonej, chwytając jej dłoń.
-Może kiedy indziej. - lekko się uśmiechnęła i wyszła z samochodu, wcześniej cmokając jego usta. Dołączyłam do niej chwilę później i weszłyśmy razem do klatki naszego bloku. Kiedy znalazłyśmy się w windzie, poczułam zmęczenie, a brunetka przytaknęła, również to odczuwając. Każda z nas wzięła szybki prysznic i rozeszłyśmy się do swoich pokoi.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 84

*Oczami Victorii*
Kończy się lipiec, a wraz z nim nasze piękne wakacje. Siedzimy w samolocie lecącym do naszego kochanego Londynu. Na pewno będzie nam trudno przyzwyczaić się do szarych i deszczowych dni. Będę pamiętała o tym magicznym miesiącu do końca życia. Spędziłam je z moim ukochanym, moją najlepszą przyjaciółką, która jest najprawdopodobniej najszczęśliwszą kobietą świata, bo oświadczył się jej Niall. Mamy tysiące wspaniałych zdjęć z naszej wyprawy. Padam ze zmęczenia, ale jestem szczęśliwa, że wreszcie wszystko się ułożyło. 
-Za niedługo będziemy lądować na lotnisku w Londynie. Bardzo proszę o zapięcie pasów. - odezwał się głos stewardessy. Zapięłam swoje pasy i musiałam obudzić słodko śpiącego Harry'ego. Miał opartą głowę o okno i lekko uchylone usta. Włosy jak nigdy miał opuszczone na czoło, co sprawiło, że wyglądał uroczo.
-Harry, obudź się, zaraz będziemy lądować. - potarłam jego dłoń. Otworzył swoje zaspane oczy i od razu się do mnie uśmiechnął. Zapiął swoje pasy i oparł głowę o moje ramię. Głaskałam jego loki. Chwilę po ogłoszeniu stewardessy zobaczyłam, że samolot się zniża i powoli widać lotnisko. Po wylądowaniu wszyscy bili brawa, zresztą jak zawsze. Odebraliśmy nasze bagaże i odszukaliśmy auto chłopców. Rose i Niall zasypiali na stojąco, Harry ledwo co otwierał oczy, więc ja musiałam prowadzić. Było trochę po trzeciej nad ranem i mam nadzieję, że uda nam się dotrzeć do domu w jakieś 40 minut. Narzeczeni zasnęli na tyłach, a mój chłopak próbował jakoś nie zasnąć, ale mu nie wyszło. Żebym ja nie odpłynęła, włączyłam radio i słuchałam wiadomości. Dojechałam do mieszkania chłopców szczęśliwa, że niczego nie rozwaliłam. Jakimś cudem ich obudziłam i wnieśliśmy nasze walizki do środka. Bez słowa rozeszliśmy się do swoich pokoi. Jedyne na co miałam siłę, to przebranie się w piżamę i wejście na łóżko. Nawet nie wiem gdzie w między czasie poszedł Harry, bo od razu zasnęłam. 
*Rano*
Obudziłam się jako pierwsza. Byłam przygnieciona ramieniem loczka. Zabrałam jego rękę i pocałowałam w policzek. Wygrzebałam z mojej torby laptopa i sweter. Ubrałam się i poszłam do salonu. Przejrzałam mojego Facebooka i Instagrama. Nie chciałam nikogo budzić, więc zabrałam się za szukanie odpowiedniego dla mnie kierunku studiów. Jestem jeszcze niezdecydowana, a przydało by się już złożyć papiery. Byłam tak skupiona nad wybieraniem, że nawet nie usłyszałam Harry'ego.
-Co porabiasz? - zapytał się i usiadł obok mnie na kanapie.
-Zastanawiam się nad studiami. - zamknęłam laptopa i odłożyłam na stolik.
-I co takiego wmyśliłaś?
-Nic. Kompletnie nie mam pomysłu, co mogłoby mi odpowiadać. - zrobiłam smutną minę i przytuliłam się do jego piersi. 
-Na pewno coś znajdziesz. Masz jeszcze trochę czasu. - pocałował mnie w czubek głowy. Chwilę trwaliśmy w tej pozycji, do puki Niall nie wszedł do pokoju.
-Cześć. - powiedział uśmiechając się promiennie. Usiadł po mojej drugiej stronie i od razu się do mnie przytulił. 
-Łapy precz od mojej dziewczyny. - powiedział Harry. Próbował się nie śmiać, gdy blondyn pokazał mu język i wtulił się we mnie mocniej. Hazz przeciągnął mnie na swoje kolana i pokazał Niall'owi środkowy palec. Zaśmiałam się z ich dziecinnego zachowania i poszłam do pokoju gdzie spała Rose. Spała na brzuchu, więc ja ułożyłam się na jej plecach. Próbowała mnie zepchnąć, ale nie wychodziło jej to. 
-Złaź ze mnie w tej chwili! - krzyknęła w poduszkę. Roześmiałam się i przeturlałam na miejsce obok. Rzuciła we mnie poduszką oburzona i sprawdziła godzinę. 
-No i po co mnie budziłaś. - usiadła po turecku i spojrzała na mnie.
-Chłopcy zachowują się jak dzieci, a mi się nudzi.
-Och, to był ten ważny powód żeby mnie budzić? - pokiwałam twierdząco głową i usiadłam jak ona. 
-Miałam mało czasu do rozmawiania z tobą po tym jak oświadczył ci się Niall, więc opowiadaj. - mówiłam podekscytowana. Nie była już na mnie zła za pobudkę i uśmiechnęła się pokazując ząbki. 
-Było wspaniale. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. On był taki uroczy i zrobił mi ogromną niespodziankę. 
-A jak pierścionek? - przygryzłam wargę.
-Jest śliczny i wiem, że musiałaś mu pomagać przy wyborze.
-Och, dałam mu tylko parę podpowiedzi co lubisz i co ci się spodoba, ale resztą zajął się sam. - przytuliła mnie i pocałowała w policzek. 
-Dziękuję.
-Nie masz za co. A na kiedy planujecie ślub?
-Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale osobiście chciałabym na początku roku. 
-Aww, to będzie piękny ślub. - zgodziłyśmy się i zaczęłyśmy śmiać. - Przydałoby się sprawdzić, co te duże dzieci robią. - uśmiechnęłam się i wstałyśmy z łóżka. Weszłyśmy do salonu, a tam ujrzałyśmy grających w Fifę chłopców. Krzyczeli na siebie i co chwilę szturchali. Nawet nie przejęli się, że jesteśmy w salonie. Pokręciłam przecząco głową i
poszłam do kuchni. Rose poszła ze mną i zjadłyśmy razem płatki. Niestety musiałyśmy wrócić do domu. Przebrałyśmy się, trochę ogarnęłyśmy, a potem ja pożegnałam się czule z Harry'm. Zabrałyśmy nasze rzeczy i Niall odwiózł nas do naszego mieszkania. Chwilę musiałam poczekać, aż się wycałują i poprzytulają. Wyglądają słodko, aż uśmiech sam wpycha się na usta. Gdy przekroczyłyśmy próg poszłyśmy do garderoby i się rozpakowałyśmy. Resztę dnia spędziłyśmy na wybieraniu studiów. W końcu ja zdecydowałam się na żywność i żywienie człowieka, a Rose wybrała zarządzanie, aby zostać w firmie Niall'a. Położyłyśmy się dość wcześnie, ale byłyśmy jeszcze zmęczone, więc nie miałyśmy problemu z zaśnięciem. 
---------------------------------------------------------------------
Jak pewnie zauważyliście pojawił się link do naszego Tubmlra. On będzie się pewnie z dnia na dzień zmieniał i będzie lepiej dopracowany. Będą się tam pojawiały zdjęcia z rozdziałów. Możecie go śledzić, obserwować i takie tam. Myślę, że Wam się spodoba. Do następnego rozdziału :*
Wiktoria i Magda <3

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 83

UWAGA!
Rozdział zawiera sceny erotyczne, przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytasz to na własną odpowiedzialność.
(Drogie koleżanki z klasy i kuzynko. Prosimy, nie czytajcie tego xD)

*Oczami Victorii, Miami*
-Rusz się, nie mamy dużo czasu! - krzyknęłam do brunetki, która przymierzała, nastą już, sukienkę.
-Co ci się tak śpieszy? Mamy jeszcze cztery godziny. - wywróciła na mnie oczami i odłożyła ją na wieszak.
-To mało czasu! Musisz być w pełni gotowa na 20:00. - moja ekscytacja wzrasta do maksimum, ponieważ dzisiaj Niall zamierza oświadczyć się mojej najlepszej przyjaciółce. To naprawdę niesamowite. Bardzo się cieszę i przeżywam to równie mocno. Spędziłyśmy jeszcze godzinę w centrum handlowym i wyszłyśmy z niego z odpowiednim zestawem ubrań i butami. Wróciłyśmy do hotelu i w żadnym z pokoi nie zastałyśmy chłopaków. Rose nawet nic nie podejrzewała, traktowała to jako normalną randkę ze swoim chłopakiem. Znalazłam jej lokówkę i zakręciłam jej długie, czekoladowe włosy w lekkie fale. Makijaż zrobiła sama. O 19:45 była już gotowa, trzeba było tylko czekać na Niall'a. Leżałam na ich łóżku i przeglądałam telefon, w rzeczywistośc
i pisząc z Harry'm. Punktualnie o 19:00 ktoś zapukał do drzwi. Usiadłam na łóżku i czekałam na dalszy przebieg zdarzeń. Rosalie podeszła do drzwi i otworzyła z wielkim uśmiechem na twarzy. Objął ją jedną ręką w talii i pocałował krótko. Następnie odwrócił do mnie wzrok. Pokazałam mu dwa kciuki w górę, na znak, że wszystko będzie dobrze. Uśmiechnęli się do mnie i posłali sobie jeszcze jedno spojrzenie, po czym wyszli. Wróciłam do siebie do pokoju i rozmawiałam z Harry'm o tym, co tam wymyślili na dziś.
*Oczami Rose*
Na plaży ściągnęłam buty i szłam po piasku boso. Cały czas trzymałam rękę mojego chłopaka i napawałam się każdą chwilą spędzoną z nim. Spacerowaliśmy wzdłuż plaży, kiedy słońce powoli zbliżało się ku horyzontowi. Nagle Niall zatrzymał się i popatrzył na mnie ciepło. Odwzajemniłam jego uśmiech i patrzyłam wyczekująco, ponieważ chciał coś powiedzieć.
-Roza... - uklęknął przede mną na jednym kolanie i chwycił mnie za obie dłonie. - Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i zgodzisz się zostać moją żoną? - zapytał patrząc mi się głęboko w oczy. Czułam, jak w moich zbierają się łzy szczęścia. Uśmiech rozszerzył się na mojej twarzy.
-Oczywiście, że tak! - nie powstrzymałam łez i po prostu pozwoliłam spłynąć im po moich policzkach. Wstał, przytulił z całej swojej siły i okręcił nas w okół własnej osi. Kiedy w końcu odstawił mnie na ziemię, wsunął na mój palec serdeczny pierścionek. Chwycił moją twarz w swoje duże dłonie.
-Kocham Cię, Rosalie... - powiedział mi prosto w oczy, po czym mocno i namiętnie wpił w moje usta. Oddałam pocałunek pragnąc go całego. Przerwał niespodziewanie nasz pocałunek i pociągnął mnie za sobą dalej. Mruknęłam niezadowolona i ruszyłam za nim, doganiając jego krok. -
Jeszcze chwilkę, kochanie. - mrugnął do mnie i szliśmy wzdłuż plaży w ciszy. Przeszliśmy kawałek i natknęliśmy się na łoże, a dookoła niego były porozstawiane świeczki, które dodawały klimatu miejscu. Popatrzyłam zszokowana na mojego narzeczonego i uchyliłam usta z niedowierzaniem.
-Zrobiłeś to wszystko sam?
-Z drobną pomocą. - uśmiechnął się i wziął mnie na ręce. Podszedł do łóżka i delikatnie mnie na nim odłożył. Upuściłam na ziemię obcasy i przyciągnęłam do siebie Irlandczyka. Zachłannie całowałam jego usta, czując potrzebę bliskości. Zdjęłam z niego krawat, a następnie rozpięłam każdy guzik koszuli. Ściągnął biały materiał z siebie i rzucił go gdzieś na piasek. Przejechał swoimi dłoniami po mojej talii w górę, zatrzymując się na wysokości piersi. Odnalazł zamek z przodu topu i zjechał nim w dół, pozbawiając mnie tym samym, jakiejkolwiek góry. Przygryzł wargę uświadamiając sobie, że nie założyłam stanika. Zaczął delikatnie całować szyję, obojczyki, dekolt. Jedną ręką bawił się moimi piersiami, natomiast druga cały czas spoczywała na mojej dłoni, trzymając ją. Z pocałunkami zszedł niżej, na brzuch. Powrócił do moich ust, kładąc dłonie po obu moich stronach głowy. Miałam wolne ręce, więc przejechałam nimi po wyrzeźbionym torsie, badając każdy szczegół jego ciała. Chwyciłam za jego spodnie i rozpięłam guzik czarnych rurek. Pociągnęłam je trochę w dół, resztę zrobił sam. Ściągnął ze mnie spódnicę i tak jak on, zostałam w samych majtkach. Ich również mnie pozbawił. Delikatnie i powoli przejechał jednym palcem po moim wejściu, co spowodowało u mnie ciche westchnięcie. Chwilę się ze mną droczył, a potem poczułam jak jego język robi zwinne kółka. Jęczałam cicho pod nosem, nie potrafiłam tego powstrzymać, robił to zbyt dobrze. Powoli zaczynałam odczuwać ciepło w moim ciele, lecz w tym samym momencie, Niall odsunął się ode mnie. Znów wydałam z siebie jęk, ale tym razem niezadowolenia.
-Jeszcze nie teraz. - szepnął mi na ucho. Sięgnął ręką po spodnie i wyciągnął z nich opakowanie z prezerwatywą. Założył ją na swoje przyrodzenie i powrócił do mnie. Położył mnie pod sobą. Wsunął się w mnie i delikatnie poruszał, dając nam tym maksimum przyjemności. Przewróciłam nas i to teraz ja górowałam nad nim. Dłoniami śledził moje ciało, dokładnie analizując każdy szczegół. Spędziliśmy na tej plaży jeszcze kilka godzin, a nad ranem wróciliśmy do hotelu.

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 82

W Los Angeles jest zupełnie inaczej. Fajnie, nie wiem jak inaczej to opisać. Mógłbym tu zamieszkać, swoją drogą. Pierwsze trzy dni minęły nam tak jak wszystkie inne. Dziś oczekujemy na koncert 5 Second Of Summer, których Niall, jak i moja Vicki, jest wielkim fanem.
-To będzie mega zabawa! - ekscytowała się blondynka już od samego wjazdu do miasta. - Mogę to ubrać? - odwróciła się do swojej przyjaciółki. Popatrzyła znad telefonu i leniwie kiwnęła głową lekko się uśmiechając. Jej też już się odechciewa tego wszystkiego. Niall znosi to spokojnie, ale to dlatego, że kiedyś już był na ich koncercie. Dla Victorii w tej chwili to cały świat. Krzątała się po pokoju i przebierał w swoich rzeczach, szukając czegoś.
-Idziecie z nami, no nie? - zapytał Nialler siadając obok mnie.
-Tak. - uśmiechnęła się Rose. Odwrócił do mnie głowę i spojrzał pytająco. Pokiwałem twierdząco głową. Blondyn przeszedł na stronę swojej dziewczyny.
-Ej, nie będzie źle, zobaczysz. - dźgnął ją w policzek i pocałował to miejsce. - Może nawet ich polubisz? - poruszył śmiesznie brwiami, co rozśmieszyło wszystkich.
-Ale ja ich lubię, ich muzykę też. - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Ale nie jestem w tym waszym fandomie. - wystawiła mu język, na co on zrobił smutną minkę. Na pocieszenie go przytuliła i pocałowała. Wiadome było, że Niall się nie potrafi na nią gniewać.
-Gotowa! - zawołała Victoria wychodząc z łazienki. Przyjrzałem się i kolejny raz uśmiech zawitał na mojej twarzy.
*Oczami Victorii*
Wieczorem wszyscy wybraliśmy się na mój wymarzony koncert. Stoimy w pierwszych rzędach i czekamy, aż chłopcy wyjdą na scenę i zaczną śpiewać. Dookoła były rozwrzeszczane fanki, które wykrzykiwały imiona zespołu. Gdy w końcu weszli na scenę z hucznym wejściem, zaczęli śpiewać pierwsze zwrotki She looks so perfect. Wszyscy, łącznie ze mną, zaczęli wariować i śpiewać razem. Kilka razy
Calum mrugnął do nie podczas występu. Koncert trwał trochę ponad godzinę, lecz warto było. Naprawdę świetna zabawa oraz okazja do poznania nowych osób.
-I jak? Podobało się wam? - zapytałam Rose i Harry'ego, bo wiem, że Niall'owi się podobało.
-Fajnie było. Idziemy na pizzę? - odpowiedziała szybko i zapytała nas o wyście. Wszyscy się zgodziliśmy, bo byliśmy bardzo głodni. Wsiedliśmy do naszego mustanga, który towarzyszy nam przy całej wyprawie po Ameryce, i pojechaliśmy do jednej z najlepszych pizzeri w LA. Zamówiliśmy największy rozmiar pizzy Palamero. W czasie oczekiwania na nasz posiłek, rozmawiałam z Niall'em o dzisiejszym wypadzie. Również był zadowolony, lecz trochę smutny, bo nie weszliśmy za kulisy do chłopaków. Po kilkunastu minutach pizza do nas przyszła i zaczęliśmy jeść.
*Dzień później, plaża*
-Kotku, posmarujesz mi plecy? - uśmiechnęłam się uroczo do mojego chłopaka, trzymając w ręce butelkę z kremem UV. Uśmiechnął się szeroko na moją prośbę i usiadł w dole moich pleców. Wziął na dłoń trochę kremu i wsmarował w moje spieczone już trochę plecy. Przy okazji zrobił mi masaż, który tak bardzo uwielbiam. Podziękowałam mu i wróciłam do bawienia się piaskiem. Leżałam wraz z loczkiem na powierzchni, próbując się odprężyć, lecz uniemożliwiały nam to krzyki i śmiechy naszych przyjaciół, którzy świetnie się bawią w wodzie. Chlapią się nawzajem, jak małe dzieci. Postanowiłam do nich dołączyć i powoli weszłam do wody, pomimo tego, że była ona gorąca. Nigdy nie czułam się w wodzie bezpiecznie i to się nie zmieni. A może jednak?
Vicki & Rose
Poczułam za sobą obecność ukochanej mi osoby, a to przeczucie potwierdziły jego ręce, oplatające moją talię. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam dalej, ku brunetce, bo była ona bliżej. Dołączyłam do ich zabawy i po chwili przyzwyczaiłam się do wody. Urządziliśmy sobie małą bitwę. Przez nią byliśmy cali mokrzy, dlatego wróciliśmy na ląd. Usiadłam na ręczniku, a Hazz przykrył nas kocem i przytulił mnie do siebie, tak jak zrobił to Niall ze swoją dziewczyną. Śmialiśmy się głośno z różnych historii, które sobie opowiadaliśmy nawzajem. Wieczorem zdecydowaliśmy się pójść na spacer, lecz ja i Rosalie byłyśmy zmęczone. Chłopcy odprowadzili nas do hotelu i poszli się przejść.

*Oczami Niall'a*
Wróciliśmy na plażę i spacerowaliśmy wzdłuż morza. Ktoś powie, że to romantyczne, ale na pewno nie z Harry'm. Jego opowieści nie zawsze pasują do sytuacji, po za tym, to w końcu mój brat.
-Spałeś którejś nocy w ogóle? - zapytał i uśmiechnął się jednoznacznie.
-Tylko w tą po koncercie. - odparłem. Zaśmiał się cicho. - A ty?
-Mało takich było. - rozmawialiśmy o naszych związkach. Oba są cudowne, wręcz idealne.
-Chcę się oświadczyć Rosalie. - oznajmiłem po krótkiej ciszy. Styles podniósł na mnie wzrok i dokładnie analizował te cztery słowa.
-Jesteś pewien? - skinąłem głową. - Byłem pewny od samego początku, teraz chcę to zrealizować.
-Gratulacje, stary! - uściskał mnie mocno i poklepał po plecach. - A kiedy zamierzasz to zrobić?
-Jak będziemy w Miami. - wypytał mnie jeszcze o kilka rzeczy, po czym wróciliśmy do hotelu. Wszedłem po cichu do mojego pokoju, bo wiedziałem, że Rose będzie spać. Ściągnąłem koszulkę i spodnie, zostając w samych bokserkach. Przyświeciłem sobie drogę telefonem i położyłem się obok mojej dziewczyny, którą za niedługo będę mógł nazywać narzeczoną. Wtuliłem się w jej plecy, a ona podświadomie chwyciła moją dłoń, co było naprawdę urocze. Pocałowałem ją w tył głowy i usnąłem. 

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 81

Jutro wieczorem wyjeżdżamy, więc dzisiejsze późne popołudnie spędzimy w klubie. Tym razem nie pójdziemy do drogiego klubu czy kasyna, ale do znajdującego się na obrzeżach miasta. Dziewczyny ubrały bluzki z odkrytym brzuchem i krótkie spodenki. Niby zwykły strój, ale wiem że po powrocie ani ja, ani Niall, nie spędzimy spokojne reszty nocy. Gdy tylko dotarliśmy do klubu były problemy. Z niewiadomego powodu ochroniarz nie chciał wpuścić Vicki. Po długiej kłótni dałem mu kasę i w końcu pozwolił jej wejść. Przez pełen tłum dotarliśmy do baru, gdzie zamówiliśmy po jednym kieliszku i pobiegliśmy tańczyć. Muzyka ani na chwilę nie zwalniała, a my w ogóle nie odpoczywaliśmy, no
chyba żeby zamówić drinki, albo wódkę. Po czterech kieliszkach i chyba sześciu drinkach, byliśmy już pijani. Victoria chyba robiła mi na złość, bo jej seksowny taniec, powiązany był z ocieraniem się o mnie. 
-Muszę do toalety. - powiedziała mi na ucho i na odchodne przejechała dłonią w miejscu pomiędzy moimi nogami. Kurwa.
*Oczami Victorii*
Samo przeciśnięcie się przez ludzi zajęło mi jakieś 5 minut, więc gdy doszłam do drzwi toalety byłam w niebo wzięta. W długim korytarzu były całujące się pary. Weszłam do łazienki i okazało się, że prawie nikogo nie było. Była w jednej z kabin dziewczyna, która była tak pijana, że zasnęła. Załatwiłam swoje potrzeby i podeszłam do umywalki. Gdy zobaczyłam w lustrze Harry'ego prawie dostałam zawału. 
-Co ty tutaj robisz, to chyba damska? - zapytałam i odwróciłam się do niego twarzą. Podszedł do mnie i chwycił za biodra. Zaczął mnie całować po szyi i przy okazji zaczął robić mi malinkę. Przywarł swoimi biodrami do moich i poczułam jego twardą erekcję. Przesunęliśmy się trochę i przyparł mną do ściany, całując zachłannie moje usta. - Co ty robisz? - wyszeptałam w jego wargi, jak podniósł mnie. Owinęłam go nogami w tali i wciąż czekałam na jego odpowiedź. Jego ręka powędrowała pod mój top i ścisnął moją pierś, a drugą rękę ułożył przy mojej głowie. Pociągnęłam go za włosy kiedy powtórzył ruch. Pozostawił moje piersi, a zjechał swoją dłonią do moich spodenek, rozpinając je. Miałam ochotę na każdy jego ruch, więc nie miałam nic przeciwko. Pozwolił mi dotknąć podłogi tylko dlatego żebym wyszła z szortów. Podniósł mnie i od razu jego dłoń powędrowała pod moje majtki. Dręczył mnie palcami przy moim wejściu, co spowodowało u mnie ciche jęki. Przestał, oblizał swoje palce uśmiechając się do mnie i zaczął ściągać swoje spodnie. 
-Masz... - nie pozwolił mi dokończyć.
-Zawsze mam. - pocałował mnie w czoło i założył prezerwatywę. Wszedł we mnie i poruszał się szybko. Dyszałam odchylając głowę do tyłu i dając dostęp do mojej szyi Harry'emu. Był brutalny i szybki, ale była to miła odmiana. Nigdy nie sądziłam, że trafię tu z Harry'm. Doszłam szybko z tłumionym jękiem, a Hazz po paru jeszcze mocniejszych ruchach doszedł. Ciężko oddychał i gdy wyszedł ze mnie, wyrzucił prezerwatywę. Ubrałam się i poprawiłam trochę włosy. Usłyszałam, że ktoś wychodzi z kabiny i okazało się, że to ta śpiąca dziewczyna. Mrugnęła do mnie i szeroko się uśmiechnęła, po czym na chwiejnych nogach wyszła z pomieszczenia. Zarumieniłam się wiedząc, że ona to wszystko słyszała, a może nawet widziała. Loczek pocałował mnie w policzek i również wyszliśmy. 
-Boli? - poczułam ciepły oddech na moim karku. Pokiwałam przecząco głową i znaleźliśmy w tłumie Rose i Niall'a. Oznajmili nam, że prawie druga w nocy i żebyśmy się już zbierali. Wróciliśmy do naszego hotelu i rozstaliśmy się przed pokojami. Rozebrałam tylko buty i spodnie, po czym poszłam do łóżka, zasypiając w mniej niż pięć minut.
*Oczami Harry'ego*
-Vicki... Victoria... - próbuję ją obudzić od piętnastu minut, ale nawet nie drgnie. Naprawdę aż tak bardzo zabalowała ostatniej nocy? Nie sądzę. W końcu coś odmruknęła i przekręciła na drugi bok. - Wstawaj, zaraz wyjeżdżamy, a my nawet spakowani nie jesteśmy.
-Niall i Rose, pewnie nawet jeszcze nie myślą o wstaniu, więc co się martwisz? Wyluzuj trochę, są wakacje. - westchnąłem i położyłem się obok. A gdyby ich tak oblać zimną wodą? Nie no, dobra. Idę do Horanów. Zapukałem do drzwi, ale tak jak myślałem, nikt nie otworzył, czyli śpią. Nacisnąłem lekko na klamkę i okazało się, że jest otwarte. Ostrożnie wszedłem, by nie natknąć się na jakiś nie chciany dla nas obraz, ale jednak są przykryci kołdrą. Wziąłem poduszkę Rose, bo ona i tak spała na moim bracie, i uderzyłem w nich z całej siły. Brunetka obróciła się na plecy i razem ze swoim chłopakiem spojrzeli na mnie jak na debila.
-Wyjeżdżamy za niedługo, jak Vicki wstanie. - oznajmiłem i wyszedłem z ich pokoju.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 80

-Kogo my tu mamy... - usłyszeliśmy niski, męski głos za naszymi plecami. Oczy Niall'a i Harry'ego rozszerzyły się, przybierając ciemną barwę. Odwróciliśmy się i spojrzeliśmy przed siebie, by zobaczyć otyłego mężczyznę z niemiłym wyrazem twarzy. - Nie spodziewałem się panów tutaj. - powiedział swym ciężkim głosem. Próbowałam rozpoznać tajemniczego mężczyznę. Niestety na marne, nie znam go. Obserwowałam chłopaków. Ich ruchy, słowa, impulsy. Niall trzymał mnie pod rękę, a po zobaczeniu go, ścisnął mnie mocniej, a jego serce zaczęło bić szybciej.
-Co pan tutaj robi? - zapytał niepewnie Harry. Uśmieszek wdarł się na gładko ogoloną twarz obcego mi faceta.
-Widzę, że macie ze sobą towarzyszki.
-Niech pan nie zmienia tematu. - warknął Nialler. Popatrzyłam na niego kątem oka, a potem wróciłam do Victorii, próbując dowiedzieć się od niej czegokolwiek. Była w takiej samej sytuacji, nie rozumiała co się teraz dzieje.
-Cóż, to moje kasyno. Przebywam tutaj codziennie. - oznajmił, a jego uśmieszek znikł. Jak dobrze. - Są panowie chętni na jedną partyjkę pokera? - zaproponował patrząc się im w oczy. Chłopcy uchylili usta, by coś powiedzieć, ale przerwał im. - Oczywiście, że jesteście chętni, nie macie z resztą wyboru. Proszę za mną. - zaśmiał się szyderczo, po czym wyminął
nas i poszedł w głąb kasyna. Powoli ruszyliśmy za nim.
-Co się dzieje? Kto to jest? - szepnęłam zdenerwowana w ucho mojego chłopaka.
-Thomas Peterson. Nie dobiliśmy z nim targu, przez co nam groził. Teraz jest naszym wrogiem. - wytłumaczył szybko, lecz nie dokończył, ponieważ znaleźliśmy się w pomieszczeniu, gdzie znajdował się stół, a na nim karty do gry. Niall, jak i Harry, byli zdenerwowani, ale próbowali to ukryć. Sama jestem nieziemsko zdenerwowana, boję się. Pan Peterson skinął głową w kierunku foteli, na znak byśmy usiedli. Jednak mi i Victorii wyznaczył inne miejsca, na sofie, która jest równolegle do stołu. Sam rozsiadł się naprzeciwko nas i wziął do ust cygaro, które podał mu kelner.
-Zasady gry znacie. Co byście chcieli za wygraną? - zapytał tasując karty.
-Zostawisz nas w spokoju. Na zawsze. - odpowiedział pewnie Harry. Spojrzał na niego znad kart i dokładnie zilustrował jego twarz. Chwilę później odwrócił od niego wzrok i wrócił do kart.
-Dobrze.
-A ty co chcesz? - spytał Irlandczyk.
-Piękne panie siedzące na sofie za wami. - co? Nie, nie, nie. Nie może!
-Nie. - obydwoje zaprzeczyli w tym samym czasie. Gruby się zaśmiał.
-Boicie się? - zadrwił z nich. - Ciekawe... Jak próbowaliśmy się dogadać, to nie byliście tacy wystraszeni. - zaczął rozdzielać pomiędzy nich karty. - Działacie razem przeciwko mnie, zrozumiano? - to było ostatnie zdanie. Później gra się zaczęła.
*Oczami Harry'ego*
Dama, Król, dziesiątka... Kurwa! Czy my właśnie gramy o nasze dziewczyny?! Dlaczego nie mogliśmy iść do kasyna obok... Nie możemy tego spieprzyć, bo będzie problem. Cały się denerwowałem, a w powietrzu było czuć zapach dymu, jak i wygranej Thomasa. Gdybym tylko dostał dziesiątkę trefl, miałbym najsilniejszy układ w grze.
Czułem jak zaczynam się pocić z nerwów. Obserwowałem złowrogą mi osobę, lecz miał pokerową twarz. Nie okazywał nam uczuć, ani emocji. Ciągnąłem kolejną kartę i właśnie poczułem, że wygrałem bilet do raju. Dziesiątka trefl trafiła w moje ręce. Rzuciłem karty na stół i wyrzuciłem z siebie "Royal Flush!", po czym odetchnąłem z ulgą. Niestety przypomniałem sobie, że jeszcze zalicza się do tego Niall, więc jeszcze nic nie wygraliśmy. Kilkanaście minut później, kiedy miałem wrażenie, że już jestem siwy z nerwów oraz poobgryzałem wszystkie paznokcie, mój brat rzucił na stół karetę. Peterson wyrzucił karty w powietrze, bo jak się okazało, nie miał żadnego pasującego składu. To oznaczało, że wygraliśmy. Na zewnątrz zachowałem stoicki spokój, lecz w środku skakałem jak mała dziewczynka. Podparł się na stole i głęboko odetchnął.
-Wygraliście... Znowu. - warknął. - Zyskujecie swój spokój. - oznajmił, po czym gestem ręki pokazał, że możemy wyjść. Zabraliśmy Vicki i Rose, po czym jak najszybciej wyszliśmy z kasyna. 

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 79

Jechaliśmy cały dzień przez różne stany Ameryki. Między innymi Kansas i Colorado, by na końcu dotrzeć do Nevady. Konkretniej Las Vegas. Podróż z pierwszego miejsca naszych wakacji była długa, ponieważ trwała dwa dni. Zatrzymaliśmy się w motelu na noc w Kansas City. Następnego dnia ruszyliśmy dalej. Zmienialiśmy się kierownicą, gdy ktoś był zmęczony. Do celu doprowadził nas Niall. Wjechaliśmy na zatłoczone i rozświetlone drogi Vegas. Zbliżał się wieczór, więc miasto powoli zaczynało ożywać. Zwolniliśmy i podziwialiśmy widok, który był niesamowity, niespotykany nam na co dzień. Chwilę później, blondyn
zaparkował pod naszym hotelem. Wzięliśmy bagaże i tak jak w NYC, zameldowaliśmy się, po czym dostaliśmy klucze do pokoi.
*Oczami Rose*
Weszliśmy i wpadł nam w oczy gustownie urządzony pokój. Nialler był zmęczony, więc od razu rzucił się na łóżko. Odłożyłam torbę i położyłam się obok niego, po czym głęboko odetchnęłam wiedząc, że to będzie długi tydzień spędzony na imprezach oraz w kasynie. Przymknęłam chwilowo oczy, lecz nie na długo. Irlandczyk usiadł na mnie okrakiem i zaczął całować długo i namiętnie. Odchyliłam trochę głowę, by móc pogłębić pocałunek i lepiej poczuć smak jego idealnych ust. Usłyszeliśmy chrząknięcie nosem za naszymi głowami. Oderwał ode mnie usta i
spojrzał w górę.
-Jak miło, że oszczędzacie mi widoku. - zadrwił Harry. - Idziemy na miasto, więc proponuję wam się zbierać. - popatrzył na mnie ostatni raz i usiadł prosto.
-Teraz? - zapytał lekko zażenowany. Loczek pokiwał głową, po czym wyszedł z naszego pokoju. Ponownie opadł na łóżko protestując i tłumacząc, że jest zmęczony. Pokręciłam uśmiechnięta głową na niego i wstałam. Wzięłam z walizki kosmetyczkę oraz inne ubrania. Weszłam do łazienki. Po wejściu do pomieszczenia, z moich ust wydostało się ciche "Whow". Poczułam za sobą obecność mojego chłopaka.
-Niesamowite. - westchnęłam i podeszłam do lustra.
-Wolałbym inaczej wykorzystać tą łazienkę w tej chwili. - objął mnie w pasie i zaczął całować skórę mojej szyi, wcześniej odgarniając z niej włosy. Patrzyłam w nasze lustrzane odbicie, jak zbliża się coraz wyżej, prawie do mojego ucha. - Co ty na to? - wymruczał mi do ucha.
-Nie mamy teraz czasu. - odwróciłam się do niego i pocałowałam w nos. Grzecznie go wyprosiłam z łazienki i zrobiłam makijaż oraz ubrałam się. Gdy skończyłam się przygotowywać, mój chłopak zajął pomieszczenie, a ja czekałam na niego w fioletowym fotelu. Parę minut później przyszli Vicki z Harry'm. Gdy Horan wyszedł z łazienki, ruszyliśmy na podbój Las Vegas.
-Gdzie tak w ogóle idziemy? - zapytała Vicki.
-Coś się po drodze znajdzie. - Hazz puścił jej oczko. Rzeczywiście, weszliśmy do pierwszego lepszego klubu, jaki napotkaliśmy na swojej drodze. Nie trzeba było na to czekać zbyt długo. W środku było dużo ludzi, którzy dobrze się bawili. Dołączyliśmy do nich. Tę noc spędziliśmy w kilku innych miejscówkach, lecz ostatecznie tuż przed 6:00 wróciliśmy do hotelu. Tak jak Niall chciał, co prawda przed wyjściem, inaczej wykorzystaliśmy łazienkę niż zwykle. Zdarł ze mnie ubrania i posadził na blacie. Szybko odpięłam wszystkie guziki jego koszuli, po czym rzuciłam ją na pufę. Moje ręce prześledziły jego wyrzeźbiony tors, aż do samych spodni, z którymi się chwilę siłowałam, po czym opuściłam je w dół wraz z bokserkami. Był gotowy, podobnie jak ja. Przysunął mnie bliżej krawędzi, po czym delikatnie, tak jak zawsze, wszedł we mnie. Cały czas całował mnie zachłannie, wręcz brutalnie. Doszłam pierwsza, a on zaraz po mnie. Następnie wzięliśmy razem prysznic, a potem weszliśmy do łóżka z brakiem sił na dalsze życie. Nie musieliśmy czekać na sen, który miał wątek przygodowy.
*Następny dzień, wieczór*
Dziś wybieramy się do kasyna, tak właściwie, to czekamy już przy samym wejściu, aż nas wpuszczą. O dziwo byliśmy wpisani na liście, ale to pewnie sprawka chłopców. Weszliśmy tam i ujrzeliśmy ludzi, którzy wyróżniali się swoim statusem finansowym. Wszyscy chodzili w parach lub grupkach, a w rękach trzymali wino, które również i my otrzymaliśmy od kelnera. Podchodziliśmy do różnych stolików, przy których rozgrywał się poker i inne gry o pieniądze, w których brało udział dużo ludzi. Harry raz przyłączył się do pewnej grupy mężczyzn. Baliśmy się o niego, ale nie potrzebnie, ponieważ jak się okazało, takie gry ma opanowane. Zgarnął kilkaset dolarów, po czym odłączył się od gry i wrócił do nas. Wysłuchaliśmy paru przedstawień, przemów innych. W pewnym momencie po prostu staliśmy i rozmawialiśmy jak na tutejszych ludzi przystało. Cały czas trzymałam się Niall'a, starając się go nie zgubić w tłumie.
-Kogo my tu mamy... - usłyszeliśmy niski, męski głos za naszymi plecami.