*Oczami Victorii*
Na święta zostałyśmy zaproszone, wraz z chłopakami, do ich rodziców na święta. W dzień wigilii Louis obchodzi swoje 22 urodziny, więc rano zadzwoniłyśmy do niego z życzeniami. Przy okazji świątecznymi. Wysłałyśmy również wiadomości do Liam'a i Danielle, Zayn'a oraz osobno do Perrie. Pezz świętuje w swoim domu rodzinnym, a Liam z Dani oraz Zayn'em są u siebie w mieszkaniach. Trochę szkoda mi Zayn'a, bo sam spędzi święta, a nikt nie lubi nawet w takim okresie być samotnym.
-Wysłałaś już życzenia swoim rodzicom? - zapytałam Rosalie, ponieważ nie widziałam, by pisała do kogoś innego, jak do naszych przyjaciół. Pokręciła przecząco głową i wróciła do przeglądania Facebook'a. - Dlaczego?
-Jak oni mnie mają w dupie, to ja się nie będę wysilać. - powiedziała bez żadnych emocji, nawet nie drgnęła. Westchnęłam cicho i pomaszerowałam do garderoby, poszukać ubrań na kolację.
***
Przed 18:00 byłyśmy gotowe. Gdy chłopcy po nas przyjechali, włożyłam na siebie kurtkę skórzaną, a Rose zarzuciła na swoje ramiona sweterek. Zeszłyśmy na dół i wsiadłyśmy do samochodu chłopaków. Przywitaliśmy się krótko i ruszyliśmy pod dom Horan'ów. Po około 20 minutach drogi, byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy i zadzwoniliśmy dzwonkiem. Dosłownie parę sekund później otwarła nam uradowana Maura.
-Cześć, mamo. - Harry ucałował jej policzek i poszedł w głąb domu, by rozebrać swój czarny płaszcz.
-Dobry wieczór, pani Horan. - uśmiechnęłam się, a ona mnie przytuliła mnie na powitanie.
-Jaka pani? Słoneczko, mów mi Maura. - poklepała moje ramię i podeszła do Niall'a i Rose. Również ich wyściskała, po czym zniknęła na chwilę w kuchni. W czwórkę udaliśmy się do salonu, gdzie był Bobby, tata chłopców. Z szerokim uśmiechem nas powitał i zaprosił do stołu. Usiadłam obok Harry'ego, Rose i Niall naprzeciwko nas, a państwo Horan na obu końcach stołu. Zjedliśmy posiłek i rozmawialiśmy o różnych rzeczach.
-Wybraliście już datę ślubu? - zapytała Maura z nieukrywaną radością w głosie.
-Tak, mamo. Ślub będzie 21 stycznia. - uśmiechnął się do niej Niall, a potem odwrócił wzrok do swojej narzeczonej.
-To jakaś specjalna data? - podpytywał Bobby.
-Wtedy będzie rocznica naszego związku. - wytłumaczyła Rose.
-A wy, kochani. Kiedy zamierzacie wziąć ślub? - zwróciła się do nas gospodyni domu. Poczułam się wtedy dość niekomfortowo, ponieważ to trochę dziwne. Jestem z nim w ciąży, a nie zamierzamy jak na razie wziąć ślubu.
-Jeszcze nad tym nie myślimy. - Hazz zauważył moje zakłopotanie i odpowiedział na zadane pytanie. Mocniej ścisnął moją dłoń, kciukiem rysował różne kształty na zewnętrznej stronie. Rodzice mojego chłopaka najwyraźniej nie mieli z tym problemu, zaakceptowali to. Cieszyłam się z tego powodu, bo nie chciałam poczuć się w ten sposób jakbym robiła coś nieodpowiedniego, nieodpowiedzialnego. O północy poszliśmy na pasterkę. Godzinę później wróciliśmy wyziębnięci, więc od razu, gdy wróciliśmy pożegnaliśmy się i poszliśmy do łóżek.
*Rano*
Przebudziłam się i automatycznie się rozciągnęłam. Otworzyłam oczy i obróciłam głowę w prawo, by ujrzeć przyglądającego mi się z uśmiechem loczka.
-Dzień dobry. - powiedziałam i pocałowałam jego policzek.
-Dzień dobry, księżniczko. - odpowiedział i przebiegł ręką po moim ramieniu. - Wyspałaś się? - zapytał nie odrywając ode mnie oczu. Pokiwałam szczęśliwie głową, po czym poszłam się ubrać w moje wczorajsze ubrania. Gdy wróciłam do pokoju, w którym spaliśmy, Harry był już gotowy. Zeszliśmy razem na dół i poszliśmy od razu do kuchni. Zastaliśmy tam Maurę oraz Rosalie, próbujące przygotować śniadanie. Przywitaliśmy się na dzień dobry i usiedliśmy do stołu, czekając na posiłek. Chwilę później, gdy podały do stołu, dołączył do nas pan Horan oraz w pół przytomny Niall.
-Ty zawsze miałeś problem z wyspaniem się. - skomentował jego tata, za co syn, skarcił go wzrokiem. Usiadł obok swojej narzeczonej i zjadł z nami śniadanie.
*Oczami Rose, 31 grudnia*
-Jak dobrze znowu spotkać się w całym gronie! - pisnęła uradowana Perrie, gdy tylko weszła do salonu, w mieszkaniu Liam'a i zobaczyła całą naszą paczkę. Sylwester znowu postanowiliśmy świętować razem. Tak jak w zeszłym roku, a tak właściwie 22 stycznia, wszyscy podzieliliśmy się zadaniami, by ogarnąć jedzenie, miejsce, picie oraz muzykę. Postanowiliśmy świętować trochę huczniej, więc gdy tylko wszyscy dotarli na miejsce, zabawa ruszyła. Bawiliśmy się na pseudo-parkiecie, wywijając i tańcząc jak szaleni. Od czasu do czasu robiliśmy sobie małe przerwy, by ochłonąć oraz napić się. Kilka minut przed północą, wyszliśmy na dwór, by odpalić fajerwerki. Chłopcy rozłożyli ładunek, a ja wraz z Eleanor rozdzieliłyśmy pomiędzy wszystkich szampana. Gdy wszystko było gotowe, stanęłam obok Niall'a, a ten objął mnie w talii. Zaczęliśmy odliczać tak, że
było teraz słychać tylko głośne "Trzy!", "Dwa!", "Jeden!". Gdy na niebie rozbłysły się kolorowe kształty, Nialler odwrócił się twarzą do mnie i namiętnie mnie pocałował. Oddałam pocałunek i chwilę potem odsunął się ode mnie na parę milimetrów.
-Tak, jak ostatnim razem. - powiedział w moje usta, a ja uśmiechnęłam się, przypominając sobie ostatniego sylwestra.
środa, 23 lipca 2014
wtorek, 22 lipca 2014
Libster Award
Blog Everything Is Possible został nominowany do Libster Award przez http://fanfiction-fire.blogspot.com/2014/07/libster-award.html
"Libster Award
Nominacje do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Pytania:
1. Kto był twoim pierwszym idolem?
2. Jakie masz plany na przyszłość?
3. Gdzie najchętniej pojechał(a) byś na wymarzone wakacje?
4. Jakbyś miał(a) wymyślić nazwę dla innej planety, jaka by była?
5. Jak często używasz wyobraźni?
6. Dlaczego zaczęłaś/zacząłeś pisać?
7. Odważyłabyś/odważyłbyś się kiedyś zmienić płeć?
8. Jaka była twoja ulubiona bajka w dzieciństwie, a jaka jest teraz?
9. Myślałaś(eś) kiedyś o napisaniu piosenki?
10. Ile czasu masz zamiar pisać?
11. Do jakich należysz fandomów?
Odpowiedzi:
1.
Wiktoria: Moim pierwszym idolem była Selena Gomez.
Magda: Moim pierwszym idolem była Miley Cyrus (Hannah Montana).
2.
Wspólna odpowiedź: Nie myślimy jeszcze nad tym.
3.
Wiktoria: Las Vegas.
Magda: Los Angeles.
4.
Wiktoria: Dajreszolandia.
Magda: One Second Of Little Mix.
5.
Wspólna odpowiedź: Cały czas.
6.
Wspólna odpowiedź: Przez naszą dużą wyobraźnię oraz włącznie snów, powstała historia. Postanowiłyśmy jej nie zmarnować i opublikować w internecie.
7.
Wspólna odpowiedź: Raczej dobrze jest nam być dziewczynami, ale jeżeli mogłybyśmy być chłopakiem przez jeden dzień, to chętnie :D
8.
Wiktoria: Smerfy, które dalej zamieszkują w moim sercu jako ulubiona bajka.
Magda: Szczerze, pierwszej ulubionej bajki nie pamiętam, ale kiedyś była nią "Czarodzieje z Waverly Place". Teraz nie oglądam bajek, więc nie mam ulubionej.
9.
Wiktoria: Tak, ale kompletnie nie wiedziałam o czym miałaby być, albo jakie słowa by się w niej znajdowały.
Magda: Próbowałam, ale zwątpiłam w moją wenę twórczą.
10.
Wspólna odpowiedź: Nieokreślony czas pisania.
11.
Wiktoria: Directioner i Mixer.
Magda: Directioner, 5SOSFamily oraz Mixer.
Blogi nominowane przez nas:
Pytania od nas:
1. Kto jest twoim idolem?
2. Za co go kochasz?
3. Jakie jest Twoje hobby?
4. Jakie jest Twoje największe marzenie?
5. Jeśli miałbyś/miałabyś wybrać kraj, w którym chcesz zamieszkać, jaki byś wybrał(a)?
6. Twoja ulubiona piosenka?
7. Dlaczego zacząłeś/zaczęłaś pisać?
8. Co Cię inspiruje i motywuje do prowadzenia bloga?
9. Ulubiony film?
10. Gdybyś miał(a) możliwość być jakąś osobą przez jeden dzień, kto by to był?
11. Do jakich fandomów należysz?
niedziela, 20 lipca 2014
Rozdział 90
-I jak? - zapytała się Rose gdy wyszłam z gabinetu ginekologa.
mieszkania, poszłyśmy się przebrać.-Hej! - przywitałyśmy El i Lou. -Chris ! - Rose
wzięła na ręce od brunetki małego chłopczyka. Widać, że to dziecko Louis'a, nie
dość, że podobny, to cały czas się śmieje. Wróciłyśmy do reszty i zaczęliśmy
składać sobie życzenia. Gdy skończyliśmy, zasiedliśmy do stołu. Zjedliśmy
posiłek i rozmawialiśmy spokojnie, jak cywilizowani ludzie. Harry siedział obok
mnie i cały czas trzymał swoją dłoń na moim kolanie. Delikatnie jeździł
opuszkami palców, co wywoływało u mnie przyjemne dreszcze. Wręczyliśmy sobie
nawzajem prezenty, z których każdy był zadowolony. Gdy się rozeszli, nasi
partnerzy pomogli nam posprzątać stół i cały pokój dzienny. Usiedliśmy w salonie.
-Rose, to były tylko podstawowe badania. Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się do niej. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do naszego mieszkania. Coraz bardziej przyzwyczajałam się do wiadomości, że jestem w ciąży i coraz mniej mi to przeszkadzało. Minęło tak niewiele dni, aby Harry przekonał mnie, że damy radę i razem wychowamy naszego maluszka. Gdy weszłyśmy do wnętrza mieszkania Harry od razu stał tuż przy mnie.
-Jak było, jak się czujesz i mów wszystko co powiedział ci lekarz. - wziął mnie za rękę i poprowadził do salonu. Usiadł na kanapie i chwytając mnie za biodra usadził mnie na swoich kolanach. Dołączyła do nas Rose, która usiadła na miejscu obok.
-Powiem ci to samo co Rosalii, doktor powiedział, że na razie jest wszystko w porządku, ale to dopiero 4 tydzień, więc nie ma się co martwić na zapas. I błagam was, przestańcie być tacy nadopiekuńczy, ja nie choruję na śmiertelną i nie uleczalną chorobę, tylko jestem w ciąży. - przytuliłam się do mojego chłopka i dałam mu całusa w policzek. Oboje uśmiechnęli się do mnie. Harry musiał wrócić do firmy, a my z Rose zajęłyśmy się nauką. Jutro już normalnie wracamy na uczelnię. Po mimo tego, że teraz ja jestem w ciąży, a moja przyjaciółka planuje ślub to i tak nie odpuściłyśmy ze szkołą.
***
Moja przyjaciółka wparowała do mieszkania, przerywając mi czytanie książki. Była cała w skowronkach, a uśmiech miała od ucha do ucha.
-Z czego jesteś taka zadowolona? - zapytałam.
-Ustaliliśmy z Niall'em datę naszego ślubu! - powiedziała uradowana. Zrzuciłam z siebie koc, odłożyłam książkę i podbiegłam do Rozy. Przytuliłam ją i pocałowałam w policzek.
-Gratuluję! No i mów kiedy. - usiadłyśmy.
-21 stycznia. - przygryzła dolną wargę, a ja pisnęłam i ponownie na nią skoczyłam. Jest połowa października, więc do
ślubu zostało jakieś trzy i pół miesiąca. Nie mogę nacieszyć się ich
szczęściem. To wszystko tak szybko się stało. W ogóle cały ten rok minął
szybko. Raz to był gorszy czas, a innym razem najlepszy w moim życiu.
*20 grudnia*
-Pomóc ci
w czymś? - zapytałam chyba po raz setny dzisiaj moją przyjaciółkę. Rosalie
szykowała przekąski oraz sprzątała dom od samego rana, ponieważ o 16:00 mamy
małą imprezę świąteczną wraz z Liam'em, Louis'em, Zayn'em, Eleanor i Danielle.
Będzie również mały Chris . Tak, El i Lou od końca września mogą poczuć się
prawdziwymi rodzicami.
-Nie,
masz siedzieć i nic nie robić. - warknęła. Łatwo się denerwuje pod presją. Od
jakiegoś czasu nie dopuszcza mnie do żadnych czynności fizycznych. Przecież nie
jestem w dziewiątym miesiącu ciąży, mogę jej pomóc. Postanowiłam ją zignorować i pomóc jej w sprzątaniu. Przewróciła oczami, ale była cicho. Po skończonych przygotowaniach ![]() |
| Louis i Chris |
-Zmęczona jestem. - powiedziała Rose i oparła głowę o ramię Niall'a.
-Ja też. To był na prawdę świetny dzień, ale i też męczący. - ułożyłam się wygodniej i położyłam dłonie na moim lekko zaokrąglonym brzuchu.
-Idziemy spać? - zapytał Hazz kładąc dłoń na moich splecionych palcach, które oparłam przed chwilą na brzuchu.
-Tak. - ziewnęłam i podniosłam się z kanapy.
*Oczami Rose*
-I zostaliśmy sami. - podsumował Niall.
-Coś proponujesz w ten sposób? - zaśmiałam się, odwracając się w jego stronę. Widziałam w jego oczach mały błysk, a na jego buzi wymalował się ten piękny, szeroki uśmiech. Pokręcił przecząco głową, dalej się uśmiechając. Rozbawiona jego zachowaniem, przełożyłam prawą nogę, przez jego ciało i usiadłam na nim okrakiem. Delikatnie musnęłam jego usta. Oddawał pocałunki coraz mocniej, w pewnym momencie rozszerzył moje usta i wprowadził do nich swój język, tocząc ze mną walkę. Jego dłonie powędrowały na dół moich ud i uniósł mnie do góry. Chwycił mnie stabilniej i zmierzył do naszej sypialni, gasząc wszędzie światła.
--------------------------------------------------------------------------------
Przypominamy, że pojawiła się nowa zakładka, a mianowicie z Tumblr'em naszych bohaterów. Tak jak pisałyśmy w którymś z rozdziałów, będą się pojawiać zdjęcia dotyczące Rose, Vicki oraz Harry'ego i Niall'a.
-Idziemy spać? - zapytał Hazz kładąc dłoń na moich splecionych palcach, które oparłam przed chwilą na brzuchu.
-Tak. - ziewnęłam i podniosłam się z kanapy.
*Oczami Rose*
-I zostaliśmy sami. - podsumował Niall.
-Coś proponujesz w ten sposób? - zaśmiałam się, odwracając się w jego stronę. Widziałam w jego oczach mały błysk, a na jego buzi wymalował się ten piękny, szeroki uśmiech. Pokręcił przecząco głową, dalej się uśmiechając. Rozbawiona jego zachowaniem, przełożyłam prawą nogę, przez jego ciało i usiadłam na nim okrakiem. Delikatnie musnęłam jego usta. Oddawał pocałunki coraz mocniej, w pewnym momencie rozszerzył moje usta i wprowadził do nich swój język, tocząc ze mną walkę. Jego dłonie powędrowały na dół moich ud i uniósł mnie do góry. Chwycił mnie stabilniej i zmierzył do naszej sypialni, gasząc wszędzie światła.
--------------------------------------------------------------------------------
Przypominamy, że pojawiła się nowa zakładka, a mianowicie z Tumblr'em naszych bohaterów. Tak jak pisałyśmy w którymś z rozdziałów, będą się pojawiać zdjęcia dotyczące Rose, Vicki oraz Harry'ego i Niall'a.
piątek, 18 lipca 2014
Rozdział 89
-Chodź tu, szybko! Błagam... - usłyszałam łamiący się głos Victorii. Jak oparzona, zerwałam się z sofy w pokoju dziennym i pobiegłam do łazienki. Zatrzymałam się na chwilę w drzwiach, by zobaczyć płaczącą Victorię na kafelkach podłogowych. Podeszłam do niej i odsłoniłam jej twarz, która była zakryta drżącymi dłońmi. Jedną miała zaciśniętą w pięść. Trzymała test, który kazałam jej zrobić parę minut temu. Pod wpływem mojego dotyku, rozluźniła palce i pozwoliła wziąć kawałek plastiku. Spojrzałam na niego. Wynik był pozytywny, Vicki jest w ciąży.
-Gratulacje. - uśmiechnęłam się do blondynki, lecz ona tego nie odwzajemniła. Zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Nie ma co gratulować! Nie jestem gotowa na dziecko... - jęknęła poprzez płacz i wtuliła głowę w moje ramie. - Usunę je...
-Co? Nie ma mowy. Nie możesz. - odpowiedziałam stanowczo, prostując się.
-Mogę. Ja go nie chcę!
-Victoria, nie zrobisz tego. Zobaczysz, jeszcze je pokochasz. Każdy z nas ci pomoże, nie zostaniesz z tym sama. - głaskałam ją po plecach, próbując dodać jej otuchy. - Masz Harry'ego, mnie, Niall'a i całą resztę.
-Yhym, na pewno. Z Niall'em za niedługo bierzesz ślub, wyprowadzicie się od nas. Liam, Louis, Zayn i dziewczyny. Praktycznie nie mają czasu na co dzień, zwłaszcza, że Elounor w przyszłym tygodniu powita własne dziecko...
-Co z tego? Zawsze jesteśmy do waszej dyspozycji i możesz na nas liczyć.
-Nie rozumiesz tego. Ja nie chcę mieć teraz dziecka. Jestem za młoda na to. - ponownie ukryła twarz za swoimi dłońmi. Westchnęłam zrezygnowana i poszłam do kuchni. Wzięłam ze stołu mój telefon i wybrałam numer Harry'ego.
-Cześć. - przywitał się mile.
-Musisz tu przyjechać. Natychmiast. - nawet się nie przywitałam. Musiałam od razu go o to poprosić, by Victoria nie zrobiła jakiegoś głupstwa.
-Dlaczego? Co się stało? - zaczął się denerwować i stresować.
-Dowiesz się na miejscu. Pośpiesz się. - ponagliłam go i rozłączyłam się. Wróciłam do łazienki i usiadłam obok przyjaciółki.
*Oczami Victorii*
-Kochanie? - do pomieszczenia wszedł Harry. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego załzawionymi oczami. Kucnął przy mnie, ująwszy moją twarz w swoje dłonie. - Co się stało? - zapytał troskliwym głosem, gładząc kciukami moje kości policzkowe. Odwróciłam od niego głowę i odnalazłam na ziemi test, po czym podałam mu go. Chwycił go w dwie ręce i patrzył na niego przez chwilę.
-Będę tatą... - uśmiechnął się pod nosem. - Gratulacje, kochanie. - pocałował mnie prosto w usta.
-Cieszysz się? - zapytałam niepewnie. Inaczej to planowaliśmy.
-No jasne, że tak. - uśmiechnął się jeszcze szerzej i pomógł mi wstać. - A ty się nie cieszysz? - popatrzył na mnie podejrzliwie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie wiem czy je kocham, nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Posłałam mu tylko rozkojarzone spojrzenie. Od razu rozszyfrował je i mocno mnie przytulił. - Wiem, że to nie miało być w tej kolejności, ale to nasze dziecko. Nasza córeczka, bądź synek. Będziemy wychowywali je razem. - tłumaczył, a jego radość nie opuszczała go na chwilę.
-To i tak za wcześnie. - stawiałam na swoim. - Nie jestem gotowa. - oparłam głowę o jego obojczyk i ciężko oddychałam.
-Nie możesz go zabić, nie pozwolę ci na to. - powiedział twardo, co było do niego nie podobne. - Obiecaj mi, że tego nie zrobisz. Obiecaj mi również, że pozwolisz stworzyć nam rodzinę. - patrzył się głęboko w moje oczy, kiedy to mówił. Rozmyślałam wszystkie za i przeciw. Co jeśli sobie nie poradzę? Co jeśli go nie pokocham i nie będę potrafiła go wychować? Rozmyślałam nad tym cały wieczór. Harry cały czas przy mnie był, nie opuszczał mnie nawet na minutę. Gdy w końcu położyliśmy się do łóżka, wtuliłam się w mojego chłopaka, podjęłam ostateczną decyzję.
-Obiecuję. - powiedziałam cicho. Loczek przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował w czoło.
-Dziękuję. - odpowiedział szeptem i usnął niedługo potem.
***
Nie zmrużyłam oka nawet na chwilę tej nocy. Cały czas myślałam o życiu, które rozwija się wewnątrz mnie. Próbuję dopuścić do siebie myśl, że to moje i Hazzy dziecko, lecz ciężko mi to idzie. Teraz siedziałam pół przytomna przy stole czekając na śniadanie.
-Śniadanie. - Rose postawiła przede mną talerz z jajecznicą i sama usiadła naprzeciwko mnie.
-Nie jestem głodna. - mruknęłam.
-Nie obchodzi mnie to, musisz coś zjeść. - nie musiałam z nią dyskutować, bo i tak postawiłaby na swoim. W tym to jest akurat dobra. Zjadłam całą zawartość talerza i położyłam się na sofie w salonie. Nie mam na nic ochoty. Chwilę później przyszedł Hazz i wziął moją głowę na swoje kolana. Bawił się moimi włosami ukradkiem spoglądając na lecący w telewizji reality show.
-Zostajesz tu, prawda? - brunetka spytała mojego chłopaka. Kiwnął twierdząco głową i uśmiechnął się do mnie w dół.
-Gdzie idziesz? - zapytałam.
-Razem z Niall'em jesteśmy umówieni z agentem. Mamy wybrać salę weselną. - ubrała płaszcz i zawiesiła na swoim ramieniu torebkę. Pożegnała się z nami i wyszła.
-Masz na coś ochotę?
-Na lody. Czekoladowe i ogromnej ilości. - zaśmiałam się.
-To zaraz wracam. - ucałował mój policzek i poszedł do przedpokoju się ubrać.
-Z posypką! - krzyknęłam, gdy już miał zamykać drzwi.
-Gratulacje. - uśmiechnęłam się do blondynki, lecz ona tego nie odwzajemniła. Zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Nie ma co gratulować! Nie jestem gotowa na dziecko... - jęknęła poprzez płacz i wtuliła głowę w moje ramie. - Usunę je...
-Co? Nie ma mowy. Nie możesz. - odpowiedziałam stanowczo, prostując się.
-Mogę. Ja go nie chcę!
-Victoria, nie zrobisz tego. Zobaczysz, jeszcze je pokochasz. Każdy z nas ci pomoże, nie zostaniesz z tym sama. - głaskałam ją po plecach, próbując dodać jej otuchy. - Masz Harry'ego, mnie, Niall'a i całą resztę.
-Yhym, na pewno. Z Niall'em za niedługo bierzesz ślub, wyprowadzicie się od nas. Liam, Louis, Zayn i dziewczyny. Praktycznie nie mają czasu na co dzień, zwłaszcza, że Elounor w przyszłym tygodniu powita własne dziecko...
-Co z tego? Zawsze jesteśmy do waszej dyspozycji i możesz na nas liczyć.
-Nie rozumiesz tego. Ja nie chcę mieć teraz dziecka. Jestem za młoda na to. - ponownie ukryła twarz za swoimi dłońmi. Westchnęłam zrezygnowana i poszłam do kuchni. Wzięłam ze stołu mój telefon i wybrałam numer Harry'ego.
-Cześć. - przywitał się mile.
-Musisz tu przyjechać. Natychmiast. - nawet się nie przywitałam. Musiałam od razu go o to poprosić, by Victoria nie zrobiła jakiegoś głupstwa.
-Dlaczego? Co się stało? - zaczął się denerwować i stresować.
-Dowiesz się na miejscu. Pośpiesz się. - ponagliłam go i rozłączyłam się. Wróciłam do łazienki i usiadłam obok przyjaciółki.
*Oczami Victorii*
-Kochanie? - do pomieszczenia wszedł Harry. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego załzawionymi oczami. Kucnął przy mnie, ująwszy moją twarz w swoje dłonie. - Co się stało? - zapytał troskliwym głosem, gładząc kciukami moje kości policzkowe. Odwróciłam od niego głowę i odnalazłam na ziemi test, po czym podałam mu go. Chwycił go w dwie ręce i patrzył na niego przez chwilę.
-Będę tatą... - uśmiechnął się pod nosem. - Gratulacje, kochanie. - pocałował mnie prosto w usta.
-Cieszysz się? - zapytałam niepewnie. Inaczej to planowaliśmy.
-No jasne, że tak. - uśmiechnął się jeszcze szerzej i pomógł mi wstać. - A ty się nie cieszysz? - popatrzył na mnie podejrzliwie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie wiem czy je kocham, nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Posłałam mu tylko rozkojarzone spojrzenie. Od razu rozszyfrował je i mocno mnie przytulił. - Wiem, że to nie miało być w tej kolejności, ale to nasze dziecko. Nasza córeczka, bądź synek. Będziemy wychowywali je razem. - tłumaczył, a jego radość nie opuszczała go na chwilę.
-To i tak za wcześnie. - stawiałam na swoim. - Nie jestem gotowa. - oparłam głowę o jego obojczyk i ciężko oddychałam.
-Nie możesz go zabić, nie pozwolę ci na to. - powiedział twardo, co było do niego nie podobne. - Obiecaj mi, że tego nie zrobisz. Obiecaj mi również, że pozwolisz stworzyć nam rodzinę. - patrzył się głęboko w moje oczy, kiedy to mówił. Rozmyślałam wszystkie za i przeciw. Co jeśli sobie nie poradzę? Co jeśli go nie pokocham i nie będę potrafiła go wychować? Rozmyślałam nad tym cały wieczór. Harry cały czas przy mnie był, nie opuszczał mnie nawet na minutę. Gdy w końcu położyliśmy się do łóżka, wtuliłam się w mojego chłopaka, podjęłam ostateczną decyzję.
-Obiecuję. - powiedziałam cicho. Loczek przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował w czoło.
-Dziękuję. - odpowiedział szeptem i usnął niedługo potem.
***
Nie zmrużyłam oka nawet na chwilę tej nocy. Cały czas myślałam o życiu, które rozwija się wewnątrz mnie. Próbuję dopuścić do siebie myśl, że to moje i Hazzy dziecko, lecz ciężko mi to idzie. Teraz siedziałam pół przytomna przy stole czekając na śniadanie.
-Śniadanie. - Rose postawiła przede mną talerz z jajecznicą i sama usiadła naprzeciwko mnie.
-Nie jestem głodna. - mruknęłam.
-Nie obchodzi mnie to, musisz coś zjeść. - nie musiałam z nią dyskutować, bo i tak postawiłaby na swoim. W tym to jest akurat dobra. Zjadłam całą zawartość talerza i położyłam się na sofie w salonie. Nie mam na nic ochoty. Chwilę później przyszedł Hazz i wziął moją głowę na swoje kolana. Bawił się moimi włosami ukradkiem spoglądając na lecący w telewizji reality show.
-Zostajesz tu, prawda? - brunetka spytała mojego chłopaka. Kiwnął twierdząco głową i uśmiechnął się do mnie w dół.
-Gdzie idziesz? - zapytałam.
-Razem z Niall'em jesteśmy umówieni z agentem. Mamy wybrać salę weselną. - ubrała płaszcz i zawiesiła na swoim ramieniu torebkę. Pożegnała się z nami i wyszła.
-Masz na coś ochotę?
-Na lody. Czekoladowe i ogromnej ilości. - zaśmiałam się.
-To zaraz wracam. - ucałował mój policzek i poszedł do przedpokoju się ubrać.
-Z posypką! - krzyknęłam, gdy już miał zamykać drzwi.
czwartek, 17 lipca 2014
Rozdział 88
UWAGA!
Rozdział zawiera sceny erotyczne, przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytasz to na własną odpowiedzialność.
(Drogie koleżanki z klasy i kuzynko. Prosimy, nie czytajcie tego xD)
Ja, Vicki i Emily razem wyszłyśmy z uczelni i zmierzyłyśmy na parking obok szkół. Szybko dotarłyśmy do domu i zjadłyśmy obiad. Victoria postanowiła odwiedzić swojego chłopaka, a ja i moja druga przyjaciółka, wzięłyśmy się za referat. Rozłożyłyśmy się z tym w moim pokoju. Usiadłam na łóżku i wciągnęłam na swoje kolana laptopa. Uruchomiłam go i zaczęłam szukać pierwsze informacje potrzebne do projektu. Em zaczęła przygotowywać materiały, na których mają zaistnieć informacje o gospodarce finansowej mojego kraju, jak i kraju, w którym wychowywał się Niall. Szybko ściągnęłam, wcześniej czytając, parę zdań na temat.
Rozdział zawiera sceny erotyczne, przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytasz to na własną odpowiedzialność.
(Drogie koleżanki z klasy i kuzynko. Prosimy, nie czytajcie tego xD)
Ja, Vicki i Emily razem wyszłyśmy z uczelni i zmierzyłyśmy na parking obok szkół. Szybko dotarłyśmy do domu i zjadłyśmy obiad. Victoria postanowiła odwiedzić swojego chłopaka, a ja i moja druga przyjaciółka, wzięłyśmy się za referat. Rozłożyłyśmy się z tym w moim pokoju. Usiadłam na łóżku i wciągnęłam na swoje kolana laptopa. Uruchomiłam go i zaczęłam szukać pierwsze informacje potrzebne do projektu. Em zaczęła przygotowywać materiały, na których mają zaistnieć informacje o gospodarce finansowej mojego kraju, jak i kraju, w którym wychowywał się Niall. Szybko ściągnęłam, wcześniej czytając, parę zdań na temat.
***
-I jak myślisz, będzie ok? - zapytała Emily.
-No jasne, że tak! Z resztą jeśli nawet, to jego
nie obchodzi zawartość, ale osoba... - westchnęłam cicho. Sama sobie psuję
humor.
-Podobno twój chłopak nieźle go zagiął. -
uśmiechnęła się ciepło. - Raczej już nie będzie cię tak traktował.
-Skąd wiesz, że Niall z nim rozmawiał? -
zapytałam zdziwiona, że o tym wie.
-Cała szkoła o tym plotkowała. Nie doszło do
ciebie nic? - popatrzyła na mnie pytająco, lecz uśmiech nie schodził z jej
twarzy. Pokręciłam przecząco głową. - Phillip przechodził obok, kiedy wparował
wam do klasy. - uniosłam głowę, na znak, że rozumiem i lekko się uśmiechnęłam.
Dopracowałyśmy jeszcze parę detali i zrobiłyśmy próbną prezentację.
*Oczami Victorii*
Rose dzisiaj zamierza robić projekt z Emily,
więc ja postanowiłam wybrać się do Harry'ego. Z uśmiechem zapukałam do jego
drzwi i już po chwili, znalazłam się w jego ramionach. Pocałowałam go dodatkowo
na przywitanie i ściągnęłam z nóg buty. Hazz zniknął w międzyczasie. Nie
wiedziałam dokąd poszedł, więc od razu pomaszerowałam do jego pokoju. Weszłam
do jego królestwa, ale nie widziałam go nigdzie. Usłyszałam jak drzwi się
zatrzaskują. Przestraszona odwróciłam się i ujrzałam idącego w moją stronę
loczka. Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na niego spokojnie. Nic nie powiedział,
tylko zmierzył w moim kierunku i pchnął mnie na łóżko. Nie przestawał mnie
całować, ale robił małe przerwy na złapanie oddechu. Składał ciepłe pocałunki
na mojej szyi, obojczykach.
-Mam straszną ochotę... - wyszeptał wprost do
mojego ucha. Po moim ciele przeszedł dobrze mi znany dreszcz, uwielbiam go. Również przyszła mi ochota na seks. Ściągnęłam z niego koszulkę, a on zdarł ze mnie spodnie. Sama ściągnęłam sweter i zostałam w bieliźnie. Hazz składał na moim ciele pocałunki nieprzerwanie. Ścisnął moje pośladki, a potem przejechał dłońmi w górę. Odszukał zapięcie mojego biustonosza i rzucił go na podłogę. Postanowiłam przejąć pałeczkę i ściągnęłam z niego bokserki. Chwyciłam jego długość i zaczęłam pocierać w dół i w górę, coraz szybciej. Słyszałam ciche jęknięcia mojego chłopaka. Po pewnym czasie wzięłam go ust i zassałam czubek. Hazz wtedy odchylił się do tyłu i opadł na łóżko. Kiedy zaczął drżeć i miał dochodzić, odsunęłam się od niego i usiadłam na łóżku. Otworzył jedno oko i spojrzał na mnie.
-Zawsze mi to robisz. - zaśmiał się i podniósł do pozycji siedzącej. Pocałował mnie w usta i ułożył nade mną. Wtargnął we mnie dość brutalnie i mocno, na co zareagowałam głośnym jęknięciem, prawie krzykiem.
Poruszał się ze stałym tempem. Innym niż zawsze. Bardzo szybkim, do którego nie jestem przyzwyczajona. Skończyliśmy dość szybko i opadliśmy zmęczeni na łóżko. Położyłam głowę na jego torsie, próbując unormować swój przyśpieszony oddech. Leżeliśmy długo w ciszy, przez co usnęłam.
***
-Kiedy kończysz? - weszłam do sali, w której uczyła się Rose.
-Właśnie skończyłam. Wracasz do domu? - spakowała swoje rzeczy i podeszła do mnie, w między czasie zawieszając torbę na swoim ramieniu.
-Tak, nie mam jednej lekcji. Pani Brown się rozchorowała. - na korytarzu, wzięłyśmy za swoich szafek kurtki i wyszłyśmy z uniwersytetu.
-Idziemy przez park? - zapytała brunetka, wskazując na park nieopodal naszego bloku. Zgodziłam się i weszłyśmy przez dużą bramę. Wszędzie były złote, brązowe i żółte liście. Można było poczuć chłodny, październikowy wiatr, lecz nie był on mocny. Odłożyłyśmy swoje torby na jedną z ławek i rzuciłyśmy się na stertę liści. Rzucałyśmy w siebie każdym z nich, śmiejąc się przy tym i bawiąc. Chciałam wstać, lecz poczułam mocne ukłucie w moim brzuchu. Uniemożliwiło mi to wstanie, więc znów usiadłam, chwytając się jedną ręką w bolącym miejscu.
- Co się stało? - podeszła Rosalie i przykucnęła przy mnie.
-Brzuch mnie strasznie boli... - syknęłam dalej czując kłucie. Podała ręce, by pomóc mi wstać, z czego skorzystałam. Wolnym krokiem wróciłyśmy do domu, gdzie od razu położyłam się na kanapie w salonie. Moja przyjaciółka przyniosła mi tabletki przeciwbólowe oraz wodę do popicia. Tabletki w niczym nie pomagały, ból nie ustawał. Próbowałyśmy wszystkiego, lecz nic nie działało.
-Zaraz wrócę. - oznajmiła Rosalie, po czym wyszła z naszego mieszkania. Nie wiem gdzie poszła, ale rzeczywiście, siedem minut później wróciła z małą siatką w ręce. Ściągnęła z siebie ciepłe ubrania i przyszła do mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń, a na niej trzymała małe pudełko.
-Co to? - zapytałam biorąc od niej opakowanie.
-Test ciążowy. Idź do łazienki i go zrób. - popatrzyłam na nią pytająco. - No co? Nic ci nie pomaga, zostaje tylko to. - westchnęła. Ściągnęłam z siebie koc i poszłam do łazienki.
*Oczami Rose*
-Chodź tu, szybko! Błagam...
-Zawsze mi to robisz. - zaśmiał się i podniósł do pozycji siedzącej. Pocałował mnie w usta i ułożył nade mną. Wtargnął we mnie dość brutalnie i mocno, na co zareagowałam głośnym jęknięciem, prawie krzykiem.
Poruszał się ze stałym tempem. Innym niż zawsze. Bardzo szybkim, do którego nie jestem przyzwyczajona. Skończyliśmy dość szybko i opadliśmy zmęczeni na łóżko. Położyłam głowę na jego torsie, próbując unormować swój przyśpieszony oddech. Leżeliśmy długo w ciszy, przez co usnęłam.
***
-Kiedy kończysz? - weszłam do sali, w której uczyła się Rose.
-Właśnie skończyłam. Wracasz do domu? - spakowała swoje rzeczy i podeszła do mnie, w między czasie zawieszając torbę na swoim ramieniu.
-Tak, nie mam jednej lekcji. Pani Brown się rozchorowała. - na korytarzu, wzięłyśmy za swoich szafek kurtki i wyszłyśmy z uniwersytetu.
-Idziemy przez park? - zapytała brunetka, wskazując na park nieopodal naszego bloku. Zgodziłam się i weszłyśmy przez dużą bramę. Wszędzie były złote, brązowe i żółte liście. Można było poczuć chłodny, październikowy wiatr, lecz nie był on mocny. Odłożyłyśmy swoje torby na jedną z ławek i rzuciłyśmy się na stertę liści. Rzucałyśmy w siebie każdym z nich, śmiejąc się przy tym i bawiąc. Chciałam wstać, lecz poczułam mocne ukłucie w moim brzuchu. Uniemożliwiło mi to wstanie, więc znów usiadłam, chwytając się jedną ręką w bolącym miejscu.
- Co się stało? - podeszła Rosalie i przykucnęła przy mnie.
-Brzuch mnie strasznie boli... - syknęłam dalej czując kłucie. Podała ręce, by pomóc mi wstać, z czego skorzystałam. Wolnym krokiem wróciłyśmy do domu, gdzie od razu położyłam się na kanapie w salonie. Moja przyjaciółka przyniosła mi tabletki przeciwbólowe oraz wodę do popicia. Tabletki w niczym nie pomagały, ból nie ustawał. Próbowałyśmy wszystkiego, lecz nic nie działało.
-Zaraz wrócę. - oznajmiła Rosalie, po czym wyszła z naszego mieszkania. Nie wiem gdzie poszła, ale rzeczywiście, siedem minut później wróciła z małą siatką w ręce. Ściągnęła z siebie ciepłe ubrania i przyszła do mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń, a na niej trzymała małe pudełko.
-Co to? - zapytałam biorąc od niej opakowanie.
-Test ciążowy. Idź do łazienki i go zrób. - popatrzyłam na nią pytająco. - No co? Nic ci nie pomaga, zostaje tylko to. - westchnęła. Ściągnęłam z siebie koc i poszłam do łazienki.
*Oczami Rose*
-Chodź tu, szybko! Błagam...
sobota, 12 lipca 2014
Rozdział 87
Obudziłam się w objęciach mojego Irlandczyka. Delikatnie zrzuciłam jego ramię z siebie i podniosłam do pozycji siedzącej. Przetarłam zaspane oczy. Spojrzałam na blondyna i uświadomiłam sobie, że dzisiaj obchodzi swoje dwudzieste urodziny. Tak, zaplanowaliśmy wszystko z chłopakami i ich partnerkami. Po prostu zapomniałam, że to już dzisiaj jest trzynasty września. Wstałam i cicho pomaszerowałam do garderoby. Ubrałam się i poszłam do kuchni, tak jak zawsze.
-Przerwałam coś? - zapytałam zakochańców z zadziornym uśmiechem. Victoria siedziała na blacie, a Harry stał pomiędzy jej nogami, trzymając swoje dłonie na udach dziewczyny.
-Skądże. - odburknął loczek. Za ton dostał od swojej dziewczyny po głowie. Zaśmiałam się i podeszłam do lodówki, by wyciągnąć mleko. Zjadłam płatki z mlekiem.
-Wszystko jest już gotowe. - ogłosiła Vicki patrząc na nas znad telefonu. - Danielle napisała do mnie przed chwilą.
*Oczami Niall'a*
-Stary, pobudka! - Hazz rzucił we mnie poduszką.
-Nie chce mi się... - wymruczałem zaspanym głosem. - Gdzie Roza?
-A ty tylko o jednym. - zaśmiał się. - Jest już czternasta, a o siedemnastej mamy być u chłopaków.
-To jeszcze trzy godziny... - jęknąłem chowając twarz w poduszce.
-Tak, ale musimy wcześniej wrócić do domu. - poklepał moje plecy i wyszedł z pokoju mojej narzeczonej. Jedyne co mi się dzisiaj marzy, to przeleżeć cały dzień. Obróciłem się na plecy i rozejrzałem po pokoju. Zlokalizowałem moje ubrania i włożyłem je na siebie. Zjadłem śniadanie, po czym poszedłem do salonu.
-Dobra, ale teraz tak na poważnie. Gdzie są dziewczyny?
-Musiały coś na mieście załatwić. Możemy już wracać? - skinąłem głową. Wyłączył telewizor i chwilę potem byliśmy w drodze powrotnej do naszego mieszkania.
*Wieczór*
Trochę się spóźniliśmy, ponieważ Harry jak zwykle musiał wyglądać zniewalająco dla swojej dziewczyny. Weszliśmy do holu. Wyjechaliśmy windą na najwyższe piętro apartamentowca i zmierzyliśmy do drzwi mieszkania, w którym dalej mieszkają Zayn, Louis i Liam. Grzecznie zapukaliśmy do drzwi. Otworzył nam uśmiechnięty Zayn, po czym nas wpuścił do środka. Przywitaliśmy się.
-Sto lat, bracie! - uściskał mnie mulat. Dalej mam mieszane uczucia do jego osoby, ale nie będę odstawiał dzisiaj
teatrzyku. Podziękowałem i poszedłem za nim do salonu. Przekroczyłem próg drzwi i ujrzałem wszystkich moich najlepszych przyjaciół, znajomych. W całym tłumie znalazła się również Rose i... Greg? Przyjechał specjalnie na moje urodziny? Ucieszyła mnie ta wiadomość. Wszyscy zgromadzeni zaczęli śpiewać Happy Birthday i składać życzenia. Gdy zaczęli się bawić, podszedłem do mojego brata. Przytuliliśmy się na powitanie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Stary koniu. - zaśmiał się Greg.
-I kto to mówi. - uśmiechnąłem się. - Jak tam się wam układa?
-Dobrze. Denise urodzi w przyszłym miesiącu mojego synka. - poinformował mnie. - I będziesz wujkiem chrzestnym.
-Ja?
-Tak, ty. - nie wiedziałem co powiedzieć. Naprawdę cieszyłem się, że mój starszy brat, wybrał właśnie mnie, bym był ojcem chrzestnym jego syna. Podziękowałem i jeszcze chwilę z nim rozmawiałem, po czym odnalazłem Rosalie. Tańczyliśmy do każdej piosenki, z przerwą na tort.
-Teraz pomyśl życzenie. - poradził Louis. Wiadome było co sobie zażyczę. Chcę mieć udane i szczęśliwe życie z moją wybranką. Zdmuchnąłem świeczki z wielkim uśmiechem na twarzy. W mieszkaniu rozległ się aplauz oraz wiwaty. Bawiliśmy się do samego rana, w coraz mniejszej grupie.
***
-Twoja żona... Znaczy narzeczona, odleciała na kaaanapie... - powiedział mi wstawiony Liam. Zwróciłem swój wzrok na brunetkę i podszedłem do niej. Odgarnąłem niesforny kosmyk z jej czoła i uśmiechnąłem się. Zawsze uśmiecham się, gdy na nią patrzę. Uniosłem ją w górę, zaciskając swoje dłonie na zgięciu jej kolan i na plecach. Wszedłem do mojego dawnego pokoju, który pełni teraz rolę pokoju gościnnego i odłożyłem na łóżko Rose. Pocałowałem ją w czoło i wróciłem do reszty, która nie wiele kontaktowała. Sam nie byłem trzeźwy, lecz wiedziałem co się dzieje. Harry wraz z Vicki już dawno się zmyli. Zostałem ja, Danielle i Zayn oraz Perrie. Czułem się dziwnie. Chyba jak każdy w tym gronie. Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale mamy tu dawną parę i osoby o starych urazach. Postanowiłem opuścić salon i poszedłem spać do mojej dziewczyny.
*Oczami Rose*
-Roza, kochanie... Śpiochu... - Niall delikatnie mną szturchał, by mnie obudzić. Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz nie miałam siły, ani ochoty na to, by wstać.
-Chwilę... - wymamrotałam i odwróciłam się na drugi bok.
-Jest już południe, wróćmy do domu. - westchnęłam i ostatecznie zgodziłam się. Obudziliśmy również naszych współlokatorów i wróciliśmy do swoich domów. Rzuciłam się na łóżko i odetchnęłam w poduszkę. Mój telefon zaczął dzwonić i wibrować w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go z tylnej kieszeni, po czym spojrzałam na ekran IPhone'a.
-Przerwałam coś? - zapytałam zakochańców z zadziornym uśmiechem. Victoria siedziała na blacie, a Harry stał pomiędzy jej nogami, trzymając swoje dłonie na udach dziewczyny.
-Skądże. - odburknął loczek. Za ton dostał od swojej dziewczyny po głowie. Zaśmiałam się i podeszłam do lodówki, by wyciągnąć mleko. Zjadłam płatki z mlekiem.
-Wszystko jest już gotowe. - ogłosiła Vicki patrząc na nas znad telefonu. - Danielle napisała do mnie przed chwilą.
*Oczami Niall'a*
-Stary, pobudka! - Hazz rzucił we mnie poduszką.
-Nie chce mi się... - wymruczałem zaspanym głosem. - Gdzie Roza?
-A ty tylko o jednym. - zaśmiał się. - Jest już czternasta, a o siedemnastej mamy być u chłopaków.
-To jeszcze trzy godziny... - jęknąłem chowając twarz w poduszce.
-Tak, ale musimy wcześniej wrócić do domu. - poklepał moje plecy i wyszedł z pokoju mojej narzeczonej. Jedyne co mi się dzisiaj marzy, to przeleżeć cały dzień. Obróciłem się na plecy i rozejrzałem po pokoju. Zlokalizowałem moje ubrania i włożyłem je na siebie. Zjadłem śniadanie, po czym poszedłem do salonu.
-Dobra, ale teraz tak na poważnie. Gdzie są dziewczyny?
-Musiały coś na mieście załatwić. Możemy już wracać? - skinąłem głową. Wyłączył telewizor i chwilę potem byliśmy w drodze powrotnej do naszego mieszkania.
*Wieczór*
Trochę się spóźniliśmy, ponieważ Harry jak zwykle musiał wyglądać zniewalająco dla swojej dziewczyny. Weszliśmy do holu. Wyjechaliśmy windą na najwyższe piętro apartamentowca i zmierzyliśmy do drzwi mieszkania, w którym dalej mieszkają Zayn, Louis i Liam. Grzecznie zapukaliśmy do drzwi. Otworzył nam uśmiechnięty Zayn, po czym nas wpuścił do środka. Przywitaliśmy się.
-Sto lat, bracie! - uściskał mnie mulat. Dalej mam mieszane uczucia do jego osoby, ale nie będę odstawiał dzisiaj
teatrzyku. Podziękowałem i poszedłem za nim do salonu. Przekroczyłem próg drzwi i ujrzałem wszystkich moich najlepszych przyjaciół, znajomych. W całym tłumie znalazła się również Rose i... Greg? Przyjechał specjalnie na moje urodziny? Ucieszyła mnie ta wiadomość. Wszyscy zgromadzeni zaczęli śpiewać Happy Birthday i składać życzenia. Gdy zaczęli się bawić, podszedłem do mojego brata. Przytuliliśmy się na powitanie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Stary koniu. - zaśmiał się Greg.
-I kto to mówi. - uśmiechnąłem się. - Jak tam się wam układa?
-Dobrze. Denise urodzi w przyszłym miesiącu mojego synka. - poinformował mnie. - I będziesz wujkiem chrzestnym.
-Ja?
-Tak, ty. - nie wiedziałem co powiedzieć. Naprawdę cieszyłem się, że mój starszy brat, wybrał właśnie mnie, bym był ojcem chrzestnym jego syna. Podziękowałem i jeszcze chwilę z nim rozmawiałem, po czym odnalazłem Rosalie. Tańczyliśmy do każdej piosenki, z przerwą na tort.
-Teraz pomyśl życzenie. - poradził Louis. Wiadome było co sobie zażyczę. Chcę mieć udane i szczęśliwe życie z moją wybranką. Zdmuchnąłem świeczki z wielkim uśmiechem na twarzy. W mieszkaniu rozległ się aplauz oraz wiwaty. Bawiliśmy się do samego rana, w coraz mniejszej grupie.
***
-Twoja żona... Znaczy narzeczona, odleciała na kaaanapie... - powiedział mi wstawiony Liam. Zwróciłem swój wzrok na brunetkę i podszedłem do niej. Odgarnąłem niesforny kosmyk z jej czoła i uśmiechnąłem się. Zawsze uśmiecham się, gdy na nią patrzę. Uniosłem ją w górę, zaciskając swoje dłonie na zgięciu jej kolan i na plecach. Wszedłem do mojego dawnego pokoju, który pełni teraz rolę pokoju gościnnego i odłożyłem na łóżko Rose. Pocałowałem ją w czoło i wróciłem do reszty, która nie wiele kontaktowała. Sam nie byłem trzeźwy, lecz wiedziałem co się dzieje. Harry wraz z Vicki już dawno się zmyli. Zostałem ja, Danielle i Zayn oraz Perrie. Czułem się dziwnie. Chyba jak każdy w tym gronie. Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale mamy tu dawną parę i osoby o starych urazach. Postanowiłem opuścić salon i poszedłem spać do mojej dziewczyny.
*Oczami Rose*
-Roza, kochanie... Śpiochu... - Niall delikatnie mną szturchał, by mnie obudzić. Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz nie miałam siły, ani ochoty na to, by wstać.
-Chwilę... - wymamrotałam i odwróciłam się na drugi bok.
-Jest już południe, wróćmy do domu. - westchnęłam i ostatecznie zgodziłam się. Obudziliśmy również naszych współlokatorów i wróciliśmy do swoich domów. Rzuciłam się na łóżko i odetchnęłam w poduszkę. Mój telefon zaczął dzwonić i wibrować w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go z tylnej kieszeni, po czym spojrzałam na ekran IPhone'a.
-Hej Emily. - przywitałam się, zaraz po odebraniu połącznia.
-No cześć. Chciałam tylko zapytać, kiedy zabierzemy się za projekt na lekcje pana Scott'a. - mogę przysiąc, że gdy tylko słyszę to nazwisko, to mój żołądek wykręca się o 360 stopni, mając ochotę zwrócić wszystko, co jadłam w ostatnim czasie.
wtorek, 8 lipca 2014
Rozdział 86
*Oczami Rose*
Pierwszy tydzień był dla mnie najgorszy. Zapoznanie się z programem nauczania, książkami oraz początki przyswajania nowej wiedzy. Do tego pan Scott... Były dni, w których sobie odpuszczał te teksty. Szkoda, że te dni były tymi, w których nie miałam z nim lekcji. Victoria świetnie sobie radzi na swoim kierunku, polubiła go. Dzisiaj, czyli pod koniec drugiego tygodnia, mamy dostać tematy projektów oraz osoby, z którymi mamy je wykonać.
-Duncan z MacCartney, Jones z Adkins, Collins z... - zatrzymał się przy moim nazwisku, podniósł głowę znad notesu i popatrzył na mnie. Chwilę się zastanawiał, aż powiedział z kim będę w parze. - Rosalie będzie wraz z Emily Walker. - uśmiechnął się do mnie, a potem przerzucił wzrok na siedzącą obok mnie Emily. Ucieszyłam się z tej wieści, ponieważ zaprzyjaźniłam się z nią ostatnio. Posłałyśmy sobie zadowolone spojrzenia i dalej słuchałyśmy, co pan profesor ma do powiedzenia. - Po lekcji, każda z par zgłosi się do mnie i otrzyma temat pracy. - dalej normalnie prowadził wykład. Gdy zadzwonił dzwonek, zwróciłam się do Em.
-Fajnie, że nas razem dobrał. - uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniła.
-Tak, ale to zapewne dlatego, że ciebie bardziej lubi, niż kogokolwiek innego z całej uczelni. - spakowałyśmy się i ustawiłyśmy w kolejce po projekt.
-Dobrze... Więc, Rosalie i Emily. - spojrzał na nas i zilustrował nasze postury, co nie było komfortowe. - Wylosowałem dla was chyba najlepszy projekt z tego kierunku. - uśmiechnął się i spojrzał do swoich papierów. Popatrzyłam ukradkiem na moją koleżankę, lecz jej twarz była kamienna. Chyba zdążyła się już przyzwyczaić do naszego profesora i jego zachowania. - Gospodarka finansowa Wielkiej Brytanii i Irlandii. - podał nam kryteria jakie ma zawierać referat. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że nie będzie to coś wstydliwego, lub coś w tym rodzaju. Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia, żegnając się cicho. - Rose, zostań jeszcze chwilę, proszę. - usłyszałam za sobą głos pana Scott'a. Odwróciłam się na pięcie i z miną mordercy podeszłam z powrotem do jego biurka. - Poczekaj chwilę, rozdam ostatnie referaty. - nawet na mnie nie spojrzał, co mi odpowiadało. Czekałam chwilę, aż skończy. Po tym, jak wszyscy wyszli, zostałam z nim sama w sali. Nie odpowiadał mi ten stan rzeczy, ale nic z tym nie zrobię.
-Liczę na to, że twój referat będzie najlepszy. - położył rękę na moim ramieniu.
-On nie jest tylko mój. - spojrzałam zmieszana na jego gest, lecz nie zabrał swojej dłoni.
-Tak, wiem. Ale liczę na to, że twój wkład...
-Zabieraj łapy... - usłyszałam warknięcie za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w naszą stronę Niall'a. W duchu dziękowałam mu za to, że się pojawił. Szorstka dłoń zjechała z mojego ramienia, zahaczając opuszkami palców o moją rękę. Nozdrza blondyna rozszerzały się, nie równo oddychając. Schował mnie za swoimi plecami i zabijającym wzrokiem wpatrywał się w mojego nauczyciela.
-Kim pan jest? - zapytał ze spokojem pan Scott.
-Narzeczonym panny Collins. - warknął z coraz większą złością. Starszy od nas mężczyzna spojrzał na nas z niedowierzaniem, po czym otworzył usta by coś powiedzieć. - Od kiedy wolno dotykać swoje uczennice? - zapytał, przerywając mu.
-Pan źle kojarzy fakty. Ja tylko rozmawiałem z pańską narzeczoną na temat referatu... - tłumaczył się, a ja czułam, jak ciśnienie mojego chłopaka podnosi się jeszcze bardziej. Podszedł do niego na niebezpieczną odległość, zmierzając się z nim wzrokiem.
-Jeszcze raz ją dotkniesz, powiesz coś, co nie jest odpowiednie... Pożałujesz tego. - nawrzucał mu prosto w twarz, po czym chwycił moją dłoń i zaciągnął przed szkołę. Gdy na naszym horyzoncie ukazał się Range Rover Irlandczyka, poluzował swój uścisk i zwolnił trochę. - Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że coś jest z nim nie tak? - zapytał oschle, nie patrząc na mnie.
-Myślałam, że sam odpuści... - odpowiedziałam cicho, spuszczając głowę. Zatrzymaliśmy się tuż przed samochodem. Odwrócił się do mnie przodem, a ja spojrzałam na niego do góry. Zamknął mnie z swoich ramionach, mocno tuląc do siebie. Objęłam go w pasie najmocniej jak potrafiłam i wtedy poczułam, że cały koszmar, jakiego doznałam już na początku roku szkolnego, minął. Puścił mnie i otworzył drzwi obok kierowcy. Obiegł swój samochód i po chwili znaleźliśmy się na drodze. - Skąd wiedziałeś? - zapytałam, ponieważ nie wspominałam mu o nim wcześniej.
-Victoria się martwiła, powiedziała mi o całym zajściu. - położył rękę na moim kolanie, lecz zabrał ją, by zmienić bieg.
***
Weszliśmy do mieszkania i od razu zostaliśmy powitani przez Vicki.
-I jak? Odczepił się? - wypytywała zmartwionym głosem.
-Tak. Chyba. - jąkałam się.
-Na pewno. - pocałował mnie w czubek głowy. Poszliśmy do kuchni, gdzie czekał na nas gotowy obiad. Zjedliśmy razem i rozmawialiśmy o referatach, które dostałyśmy. Moja przyjaciółka dostała temat dotyczący zdrowego odżywiania.
***
Całkiem nie dawno wpadł do nas Harry i w czwórkę oglądamy komedię romantyczną.
-Miłość w realu jest lepsza. A przynajmniej normalniejsza. - skomentował Hazz scenę z filmu, która niezbyt odzwierciedlała prawdziwe zawody miłosne.
-Zostaniesz? - szepnęłam uśmiechnięta na ucho mojemu narzeczonemu.
-Może kiedy indziej. - popatrzył na mnie, a z mojej twarzy zniknął uśmiech. - Żartuję. Jasne, że zostanę. - pocałował mnie krótko. No tak, ostatnio, ja mu
odmówiłam, więc teraz mnie cytował. Uśmiechnęłam się pod nosem i z powrotem oparłam głowę o jego ramię. Gdy film się skończył, poszłam z blondynem do mojej sypialni. Ściągnęłam z siebie ubrania i założyłam piżamę, po czym weszłam do łóżka. Zrobił to samo. Gdy tylko się położył, ułożyłam swoją głowę na jego torsie i wsłuchałam w bicie serca.
-Następnym razem, wszystko mi mów, dobrze?
-Oczywiście. - pocałował moje czoło i przysunął jeszcze bliżej, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Pierwszy tydzień był dla mnie najgorszy. Zapoznanie się z programem nauczania, książkami oraz początki przyswajania nowej wiedzy. Do tego pan Scott... Były dni, w których sobie odpuszczał te teksty. Szkoda, że te dni były tymi, w których nie miałam z nim lekcji. Victoria świetnie sobie radzi na swoim kierunku, polubiła go. Dzisiaj, czyli pod koniec drugiego tygodnia, mamy dostać tematy projektów oraz osoby, z którymi mamy je wykonać.
-Duncan z MacCartney, Jones z Adkins, Collins z... - zatrzymał się przy moim nazwisku, podniósł głowę znad notesu i popatrzył na mnie. Chwilę się zastanawiał, aż powiedział z kim będę w parze. - Rosalie będzie wraz z Emily Walker. - uśmiechnął się do mnie, a potem przerzucił wzrok na siedzącą obok mnie Emily. Ucieszyłam się z tej wieści, ponieważ zaprzyjaźniłam się z nią ostatnio. Posłałyśmy sobie zadowolone spojrzenia i dalej słuchałyśmy, co pan profesor ma do powiedzenia. - Po lekcji, każda z par zgłosi się do mnie i otrzyma temat pracy. - dalej normalnie prowadził wykład. Gdy zadzwonił dzwonek, zwróciłam się do Em.
-Fajnie, że nas razem dobrał. - uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniła.
-Tak, ale to zapewne dlatego, że ciebie bardziej lubi, niż kogokolwiek innego z całej uczelni. - spakowałyśmy się i ustawiłyśmy w kolejce po projekt.
-Dobrze... Więc, Rosalie i Emily. - spojrzał na nas i zilustrował nasze postury, co nie było komfortowe. - Wylosowałem dla was chyba najlepszy projekt z tego kierunku. - uśmiechnął się i spojrzał do swoich papierów. Popatrzyłam ukradkiem na moją koleżankę, lecz jej twarz była kamienna. Chyba zdążyła się już przyzwyczaić do naszego profesora i jego zachowania. - Gospodarka finansowa Wielkiej Brytanii i Irlandii. - podał nam kryteria jakie ma zawierać referat. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że nie będzie to coś wstydliwego, lub coś w tym rodzaju. Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia, żegnając się cicho. - Rose, zostań jeszcze chwilę, proszę. - usłyszałam za sobą głos pana Scott'a. Odwróciłam się na pięcie i z miną mordercy podeszłam z powrotem do jego biurka. - Poczekaj chwilę, rozdam ostatnie referaty. - nawet na mnie nie spojrzał, co mi odpowiadało. Czekałam chwilę, aż skończy. Po tym, jak wszyscy wyszli, zostałam z nim sama w sali. Nie odpowiadał mi ten stan rzeczy, ale nic z tym nie zrobię.
-Liczę na to, że twój referat będzie najlepszy. - położył rękę na moim ramieniu.
-On nie jest tylko mój. - spojrzałam zmieszana na jego gest, lecz nie zabrał swojej dłoni.
-Tak, wiem. Ale liczę na to, że twój wkład...
-Zabieraj łapy... - usłyszałam warknięcie za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w naszą stronę Niall'a. W duchu dziękowałam mu za to, że się pojawił. Szorstka dłoń zjechała z mojego ramienia, zahaczając opuszkami palców o moją rękę. Nozdrza blondyna rozszerzały się, nie równo oddychając. Schował mnie za swoimi plecami i zabijającym wzrokiem wpatrywał się w mojego nauczyciela.
-Kim pan jest? - zapytał ze spokojem pan Scott.
-Narzeczonym panny Collins. - warknął z coraz większą złością. Starszy od nas mężczyzna spojrzał na nas z niedowierzaniem, po czym otworzył usta by coś powiedzieć. - Od kiedy wolno dotykać swoje uczennice? - zapytał, przerywając mu.
-Pan źle kojarzy fakty. Ja tylko rozmawiałem z pańską narzeczoną na temat referatu... - tłumaczył się, a ja czułam, jak ciśnienie mojego chłopaka podnosi się jeszcze bardziej. Podszedł do niego na niebezpieczną odległość, zmierzając się z nim wzrokiem.
-Jeszcze raz ją dotkniesz, powiesz coś, co nie jest odpowiednie... Pożałujesz tego. - nawrzucał mu prosto w twarz, po czym chwycił moją dłoń i zaciągnął przed szkołę. Gdy na naszym horyzoncie ukazał się Range Rover Irlandczyka, poluzował swój uścisk i zwolnił trochę. - Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że coś jest z nim nie tak? - zapytał oschle, nie patrząc na mnie.
-Myślałam, że sam odpuści... - odpowiedziałam cicho, spuszczając głowę. Zatrzymaliśmy się tuż przed samochodem. Odwrócił się do mnie przodem, a ja spojrzałam na niego do góry. Zamknął mnie z swoich ramionach, mocno tuląc do siebie. Objęłam go w pasie najmocniej jak potrafiłam i wtedy poczułam, że cały koszmar, jakiego doznałam już na początku roku szkolnego, minął. Puścił mnie i otworzył drzwi obok kierowcy. Obiegł swój samochód i po chwili znaleźliśmy się na drodze. - Skąd wiedziałeś? - zapytałam, ponieważ nie wspominałam mu o nim wcześniej.
-Victoria się martwiła, powiedziała mi o całym zajściu. - położył rękę na moim kolanie, lecz zabrał ją, by zmienić bieg.
***
Weszliśmy do mieszkania i od razu zostaliśmy powitani przez Vicki.
-I jak? Odczepił się? - wypytywała zmartwionym głosem.
-Tak. Chyba. - jąkałam się.
-Na pewno. - pocałował mnie w czubek głowy. Poszliśmy do kuchni, gdzie czekał na nas gotowy obiad. Zjedliśmy razem i rozmawialiśmy o referatach, które dostałyśmy. Moja przyjaciółka dostała temat dotyczący zdrowego odżywiania.
***
Całkiem nie dawno wpadł do nas Harry i w czwórkę oglądamy komedię romantyczną.
-Miłość w realu jest lepsza. A przynajmniej normalniejsza. - skomentował Hazz scenę z filmu, która niezbyt odzwierciedlała prawdziwe zawody miłosne.
-Zostaniesz? - szepnęłam uśmiechnięta na ucho mojemu narzeczonemu.
-Może kiedy indziej. - popatrzył na mnie, a z mojej twarzy zniknął uśmiech. - Żartuję. Jasne, że zostanę. - pocałował mnie krótko. No tak, ostatnio, ja mu
odmówiłam, więc teraz mnie cytował. Uśmiechnęłam się pod nosem i z powrotem oparłam głowę o jego ramię. Gdy film się skończył, poszłam z blondynem do mojej sypialni. Ściągnęłam z siebie ubrania i założyłam piżamę, po czym weszłam do łóżka. Zrobił to samo. Gdy tylko się położył, ułożyłam swoją głowę na jego torsie i wsłuchałam w bicie serca.
-Następnym razem, wszystko mi mów, dobrze?
-Oczywiście. - pocałował moje czoło i przysunął jeszcze bliżej, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






