środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 82

W Los Angeles jest zupełnie inaczej. Fajnie, nie wiem jak inaczej to opisać. Mógłbym tu zamieszkać, swoją drogą. Pierwsze trzy dni minęły nam tak jak wszystkie inne. Dziś oczekujemy na koncert 5 Second Of Summer, których Niall, jak i moja Vicki, jest wielkim fanem.
-To będzie mega zabawa! - ekscytowała się blondynka już od samego wjazdu do miasta. - Mogę to ubrać? - odwróciła się do swojej przyjaciółki. Popatrzyła znad telefonu i leniwie kiwnęła głową lekko się uśmiechając. Jej też już się odechciewa tego wszystkiego. Niall znosi to spokojnie, ale to dlatego, że kiedyś już był na ich koncercie. Dla Victorii w tej chwili to cały świat. Krzątała się po pokoju i przebierał w swoich rzeczach, szukając czegoś.
-Idziecie z nami, no nie? - zapytał Nialler siadając obok mnie.
-Tak. - uśmiechnęła się Rose. Odwrócił do mnie głowę i spojrzał pytająco. Pokiwałem twierdząco głową. Blondyn przeszedł na stronę swojej dziewczyny.
-Ej, nie będzie źle, zobaczysz. - dźgnął ją w policzek i pocałował to miejsce. - Może nawet ich polubisz? - poruszył śmiesznie brwiami, co rozśmieszyło wszystkich.
-Ale ja ich lubię, ich muzykę też. - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Ale nie jestem w tym waszym fandomie. - wystawiła mu język, na co on zrobił smutną minkę. Na pocieszenie go przytuliła i pocałowała. Wiadome było, że Niall się nie potrafi na nią gniewać.
-Gotowa! - zawołała Victoria wychodząc z łazienki. Przyjrzałem się i kolejny raz uśmiech zawitał na mojej twarzy.
*Oczami Victorii*
Wieczorem wszyscy wybraliśmy się na mój wymarzony koncert. Stoimy w pierwszych rzędach i czekamy, aż chłopcy wyjdą na scenę i zaczną śpiewać. Dookoła były rozwrzeszczane fanki, które wykrzykiwały imiona zespołu. Gdy w końcu weszli na scenę z hucznym wejściem, zaczęli śpiewać pierwsze zwrotki She looks so perfect. Wszyscy, łącznie ze mną, zaczęli wariować i śpiewać razem. Kilka razy
Calum mrugnął do nie podczas występu. Koncert trwał trochę ponad godzinę, lecz warto było. Naprawdę świetna zabawa oraz okazja do poznania nowych osób.
-I jak? Podobało się wam? - zapytałam Rose i Harry'ego, bo wiem, że Niall'owi się podobało.
-Fajnie było. Idziemy na pizzę? - odpowiedziała szybko i zapytała nas o wyście. Wszyscy się zgodziliśmy, bo byliśmy bardzo głodni. Wsiedliśmy do naszego mustanga, który towarzyszy nam przy całej wyprawie po Ameryce, i pojechaliśmy do jednej z najlepszych pizzeri w LA. Zamówiliśmy największy rozmiar pizzy Palamero. W czasie oczekiwania na nasz posiłek, rozmawiałam z Niall'em o dzisiejszym wypadzie. Również był zadowolony, lecz trochę smutny, bo nie weszliśmy za kulisy do chłopaków. Po kilkunastu minutach pizza do nas przyszła i zaczęliśmy jeść.
*Dzień później, plaża*
-Kotku, posmarujesz mi plecy? - uśmiechnęłam się uroczo do mojego chłopaka, trzymając w ręce butelkę z kremem UV. Uśmiechnął się szeroko na moją prośbę i usiadł w dole moich pleców. Wziął na dłoń trochę kremu i wsmarował w moje spieczone już trochę plecy. Przy okazji zrobił mi masaż, który tak bardzo uwielbiam. Podziękowałam mu i wróciłam do bawienia się piaskiem. Leżałam wraz z loczkiem na powierzchni, próbując się odprężyć, lecz uniemożliwiały nam to krzyki i śmiechy naszych przyjaciół, którzy świetnie się bawią w wodzie. Chlapią się nawzajem, jak małe dzieci. Postanowiłam do nich dołączyć i powoli weszłam do wody, pomimo tego, że była ona gorąca. Nigdy nie czułam się w wodzie bezpiecznie i to się nie zmieni. A może jednak?
Vicki & Rose
Poczułam za sobą obecność ukochanej mi osoby, a to przeczucie potwierdziły jego ręce, oplatające moją talię. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam dalej, ku brunetce, bo była ona bliżej. Dołączyłam do ich zabawy i po chwili przyzwyczaiłam się do wody. Urządziliśmy sobie małą bitwę. Przez nią byliśmy cali mokrzy, dlatego wróciliśmy na ląd. Usiadłam na ręczniku, a Hazz przykrył nas kocem i przytulił mnie do siebie, tak jak zrobił to Niall ze swoją dziewczyną. Śmialiśmy się głośno z różnych historii, które sobie opowiadaliśmy nawzajem. Wieczorem zdecydowaliśmy się pójść na spacer, lecz ja i Rosalie byłyśmy zmęczone. Chłopcy odprowadzili nas do hotelu i poszli się przejść.

*Oczami Niall'a*
Wróciliśmy na plażę i spacerowaliśmy wzdłuż morza. Ktoś powie, że to romantyczne, ale na pewno nie z Harry'm. Jego opowieści nie zawsze pasują do sytuacji, po za tym, to w końcu mój brat.
-Spałeś którejś nocy w ogóle? - zapytał i uśmiechnął się jednoznacznie.
-Tylko w tą po koncercie. - odparłem. Zaśmiał się cicho. - A ty?
-Mało takich było. - rozmawialiśmy o naszych związkach. Oba są cudowne, wręcz idealne.
-Chcę się oświadczyć Rosalie. - oznajmiłem po krótkiej ciszy. Styles podniósł na mnie wzrok i dokładnie analizował te cztery słowa.
-Jesteś pewien? - skinąłem głową. - Byłem pewny od samego początku, teraz chcę to zrealizować.
-Gratulacje, stary! - uściskał mnie mocno i poklepał po plecach. - A kiedy zamierzasz to zrobić?
-Jak będziemy w Miami. - wypytał mnie jeszcze o kilka rzeczy, po czym wróciliśmy do hotelu. Wszedłem po cichu do mojego pokoju, bo wiedziałem, że Rose będzie spać. Ściągnąłem koszulkę i spodnie, zostając w samych bokserkach. Przyświeciłem sobie drogę telefonem i położyłem się obok mojej dziewczyny, którą za niedługo będę mógł nazywać narzeczoną. Wtuliłem się w jej plecy, a ona podświadomie chwyciła moją dłoń, co było naprawdę urocze. Pocałowałem ją w tył głowy i usnąłem. 

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 81

Jutro wieczorem wyjeżdżamy, więc dzisiejsze późne popołudnie spędzimy w klubie. Tym razem nie pójdziemy do drogiego klubu czy kasyna, ale do znajdującego się na obrzeżach miasta. Dziewczyny ubrały bluzki z odkrytym brzuchem i krótkie spodenki. Niby zwykły strój, ale wiem że po powrocie ani ja, ani Niall, nie spędzimy spokojne reszty nocy. Gdy tylko dotarliśmy do klubu były problemy. Z niewiadomego powodu ochroniarz nie chciał wpuścić Vicki. Po długiej kłótni dałem mu kasę i w końcu pozwolił jej wejść. Przez pełen tłum dotarliśmy do baru, gdzie zamówiliśmy po jednym kieliszku i pobiegliśmy tańczyć. Muzyka ani na chwilę nie zwalniała, a my w ogóle nie odpoczywaliśmy, no
chyba żeby zamówić drinki, albo wódkę. Po czterech kieliszkach i chyba sześciu drinkach, byliśmy już pijani. Victoria chyba robiła mi na złość, bo jej seksowny taniec, powiązany był z ocieraniem się o mnie. 
-Muszę do toalety. - powiedziała mi na ucho i na odchodne przejechała dłonią w miejscu pomiędzy moimi nogami. Kurwa.
*Oczami Victorii*
Samo przeciśnięcie się przez ludzi zajęło mi jakieś 5 minut, więc gdy doszłam do drzwi toalety byłam w niebo wzięta. W długim korytarzu były całujące się pary. Weszłam do łazienki i okazało się, że prawie nikogo nie było. Była w jednej z kabin dziewczyna, która była tak pijana, że zasnęła. Załatwiłam swoje potrzeby i podeszłam do umywalki. Gdy zobaczyłam w lustrze Harry'ego prawie dostałam zawału. 
-Co ty tutaj robisz, to chyba damska? - zapytałam i odwróciłam się do niego twarzą. Podszedł do mnie i chwycił za biodra. Zaczął mnie całować po szyi i przy okazji zaczął robić mi malinkę. Przywarł swoimi biodrami do moich i poczułam jego twardą erekcję. Przesunęliśmy się trochę i przyparł mną do ściany, całując zachłannie moje usta. - Co ty robisz? - wyszeptałam w jego wargi, jak podniósł mnie. Owinęłam go nogami w tali i wciąż czekałam na jego odpowiedź. Jego ręka powędrowała pod mój top i ścisnął moją pierś, a drugą rękę ułożył przy mojej głowie. Pociągnęłam go za włosy kiedy powtórzył ruch. Pozostawił moje piersi, a zjechał swoją dłonią do moich spodenek, rozpinając je. Miałam ochotę na każdy jego ruch, więc nie miałam nic przeciwko. Pozwolił mi dotknąć podłogi tylko dlatego żebym wyszła z szortów. Podniósł mnie i od razu jego dłoń powędrowała pod moje majtki. Dręczył mnie palcami przy moim wejściu, co spowodowało u mnie ciche jęki. Przestał, oblizał swoje palce uśmiechając się do mnie i zaczął ściągać swoje spodnie. 
-Masz... - nie pozwolił mi dokończyć.
-Zawsze mam. - pocałował mnie w czoło i założył prezerwatywę. Wszedł we mnie i poruszał się szybko. Dyszałam odchylając głowę do tyłu i dając dostęp do mojej szyi Harry'emu. Był brutalny i szybki, ale była to miła odmiana. Nigdy nie sądziłam, że trafię tu z Harry'm. Doszłam szybko z tłumionym jękiem, a Hazz po paru jeszcze mocniejszych ruchach doszedł. Ciężko oddychał i gdy wyszedł ze mnie, wyrzucił prezerwatywę. Ubrałam się i poprawiłam trochę włosy. Usłyszałam, że ktoś wychodzi z kabiny i okazało się, że to ta śpiąca dziewczyna. Mrugnęła do mnie i szeroko się uśmiechnęła, po czym na chwiejnych nogach wyszła z pomieszczenia. Zarumieniłam się wiedząc, że ona to wszystko słyszała, a może nawet widziała. Loczek pocałował mnie w policzek i również wyszliśmy. 
-Boli? - poczułam ciepły oddech na moim karku. Pokiwałam przecząco głową i znaleźliśmy w tłumie Rose i Niall'a. Oznajmili nam, że prawie druga w nocy i żebyśmy się już zbierali. Wróciliśmy do naszego hotelu i rozstaliśmy się przed pokojami. Rozebrałam tylko buty i spodnie, po czym poszłam do łóżka, zasypiając w mniej niż pięć minut.
*Oczami Harry'ego*
-Vicki... Victoria... - próbuję ją obudzić od piętnastu minut, ale nawet nie drgnie. Naprawdę aż tak bardzo zabalowała ostatniej nocy? Nie sądzę. W końcu coś odmruknęła i przekręciła na drugi bok. - Wstawaj, zaraz wyjeżdżamy, a my nawet spakowani nie jesteśmy.
-Niall i Rose, pewnie nawet jeszcze nie myślą o wstaniu, więc co się martwisz? Wyluzuj trochę, są wakacje. - westchnąłem i położyłem się obok. A gdyby ich tak oblać zimną wodą? Nie no, dobra. Idę do Horanów. Zapukałem do drzwi, ale tak jak myślałem, nikt nie otworzył, czyli śpią. Nacisnąłem lekko na klamkę i okazało się, że jest otwarte. Ostrożnie wszedłem, by nie natknąć się na jakiś nie chciany dla nas obraz, ale jednak są przykryci kołdrą. Wziąłem poduszkę Rose, bo ona i tak spała na moim bracie, i uderzyłem w nich z całej siły. Brunetka obróciła się na plecy i razem ze swoim chłopakiem spojrzeli na mnie jak na debila.
-Wyjeżdżamy za niedługo, jak Vicki wstanie. - oznajmiłem i wyszedłem z ich pokoju.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 80

-Kogo my tu mamy... - usłyszeliśmy niski, męski głos za naszymi plecami. Oczy Niall'a i Harry'ego rozszerzyły się, przybierając ciemną barwę. Odwróciliśmy się i spojrzeliśmy przed siebie, by zobaczyć otyłego mężczyznę z niemiłym wyrazem twarzy. - Nie spodziewałem się panów tutaj. - powiedział swym ciężkim głosem. Próbowałam rozpoznać tajemniczego mężczyznę. Niestety na marne, nie znam go. Obserwowałam chłopaków. Ich ruchy, słowa, impulsy. Niall trzymał mnie pod rękę, a po zobaczeniu go, ścisnął mnie mocniej, a jego serce zaczęło bić szybciej.
-Co pan tutaj robi? - zapytał niepewnie Harry. Uśmieszek wdarł się na gładko ogoloną twarz obcego mi faceta.
-Widzę, że macie ze sobą towarzyszki.
-Niech pan nie zmienia tematu. - warknął Nialler. Popatrzyłam na niego kątem oka, a potem wróciłam do Victorii, próbując dowiedzieć się od niej czegokolwiek. Była w takiej samej sytuacji, nie rozumiała co się teraz dzieje.
-Cóż, to moje kasyno. Przebywam tutaj codziennie. - oznajmił, a jego uśmieszek znikł. Jak dobrze. - Są panowie chętni na jedną partyjkę pokera? - zaproponował patrząc się im w oczy. Chłopcy uchylili usta, by coś powiedzieć, ale przerwał im. - Oczywiście, że jesteście chętni, nie macie z resztą wyboru. Proszę za mną. - zaśmiał się szyderczo, po czym wyminął
nas i poszedł w głąb kasyna. Powoli ruszyliśmy za nim.
-Co się dzieje? Kto to jest? - szepnęłam zdenerwowana w ucho mojego chłopaka.
-Thomas Peterson. Nie dobiliśmy z nim targu, przez co nam groził. Teraz jest naszym wrogiem. - wytłumaczył szybko, lecz nie dokończył, ponieważ znaleźliśmy się w pomieszczeniu, gdzie znajdował się stół, a na nim karty do gry. Niall, jak i Harry, byli zdenerwowani, ale próbowali to ukryć. Sama jestem nieziemsko zdenerwowana, boję się. Pan Peterson skinął głową w kierunku foteli, na znak byśmy usiedli. Jednak mi i Victorii wyznaczył inne miejsca, na sofie, która jest równolegle do stołu. Sam rozsiadł się naprzeciwko nas i wziął do ust cygaro, które podał mu kelner.
-Zasady gry znacie. Co byście chcieli za wygraną? - zapytał tasując karty.
-Zostawisz nas w spokoju. Na zawsze. - odpowiedział pewnie Harry. Spojrzał na niego znad kart i dokładnie zilustrował jego twarz. Chwilę później odwrócił od niego wzrok i wrócił do kart.
-Dobrze.
-A ty co chcesz? - spytał Irlandczyk.
-Piękne panie siedzące na sofie za wami. - co? Nie, nie, nie. Nie może!
-Nie. - obydwoje zaprzeczyli w tym samym czasie. Gruby się zaśmiał.
-Boicie się? - zadrwił z nich. - Ciekawe... Jak próbowaliśmy się dogadać, to nie byliście tacy wystraszeni. - zaczął rozdzielać pomiędzy nich karty. - Działacie razem przeciwko mnie, zrozumiano? - to było ostatnie zdanie. Później gra się zaczęła.
*Oczami Harry'ego*
Dama, Król, dziesiątka... Kurwa! Czy my właśnie gramy o nasze dziewczyny?! Dlaczego nie mogliśmy iść do kasyna obok... Nie możemy tego spieprzyć, bo będzie problem. Cały się denerwowałem, a w powietrzu było czuć zapach dymu, jak i wygranej Thomasa. Gdybym tylko dostał dziesiątkę trefl, miałbym najsilniejszy układ w grze.
Czułem jak zaczynam się pocić z nerwów. Obserwowałem złowrogą mi osobę, lecz miał pokerową twarz. Nie okazywał nam uczuć, ani emocji. Ciągnąłem kolejną kartę i właśnie poczułem, że wygrałem bilet do raju. Dziesiątka trefl trafiła w moje ręce. Rzuciłem karty na stół i wyrzuciłem z siebie "Royal Flush!", po czym odetchnąłem z ulgą. Niestety przypomniałem sobie, że jeszcze zalicza się do tego Niall, więc jeszcze nic nie wygraliśmy. Kilkanaście minut później, kiedy miałem wrażenie, że już jestem siwy z nerwów oraz poobgryzałem wszystkie paznokcie, mój brat rzucił na stół karetę. Peterson wyrzucił karty w powietrze, bo jak się okazało, nie miał żadnego pasującego składu. To oznaczało, że wygraliśmy. Na zewnątrz zachowałem stoicki spokój, lecz w środku skakałem jak mała dziewczynka. Podparł się na stole i głęboko odetchnął.
-Wygraliście... Znowu. - warknął. - Zyskujecie swój spokój. - oznajmił, po czym gestem ręki pokazał, że możemy wyjść. Zabraliśmy Vicki i Rose, po czym jak najszybciej wyszliśmy z kasyna. 

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 79

Jechaliśmy cały dzień przez różne stany Ameryki. Między innymi Kansas i Colorado, by na końcu dotrzeć do Nevady. Konkretniej Las Vegas. Podróż z pierwszego miejsca naszych wakacji była długa, ponieważ trwała dwa dni. Zatrzymaliśmy się w motelu na noc w Kansas City. Następnego dnia ruszyliśmy dalej. Zmienialiśmy się kierownicą, gdy ktoś był zmęczony. Do celu doprowadził nas Niall. Wjechaliśmy na zatłoczone i rozświetlone drogi Vegas. Zbliżał się wieczór, więc miasto powoli zaczynało ożywać. Zwolniliśmy i podziwialiśmy widok, który był niesamowity, niespotykany nam na co dzień. Chwilę później, blondyn
zaparkował pod naszym hotelem. Wzięliśmy bagaże i tak jak w NYC, zameldowaliśmy się, po czym dostaliśmy klucze do pokoi.
*Oczami Rose*
Weszliśmy i wpadł nam w oczy gustownie urządzony pokój. Nialler był zmęczony, więc od razu rzucił się na łóżko. Odłożyłam torbę i położyłam się obok niego, po czym głęboko odetchnęłam wiedząc, że to będzie długi tydzień spędzony na imprezach oraz w kasynie. Przymknęłam chwilowo oczy, lecz nie na długo. Irlandczyk usiadł na mnie okrakiem i zaczął całować długo i namiętnie. Odchyliłam trochę głowę, by móc pogłębić pocałunek i lepiej poczuć smak jego idealnych ust. Usłyszeliśmy chrząknięcie nosem za naszymi głowami. Oderwał ode mnie usta i
spojrzał w górę.
-Jak miło, że oszczędzacie mi widoku. - zadrwił Harry. - Idziemy na miasto, więc proponuję wam się zbierać. - popatrzył na mnie ostatni raz i usiadł prosto.
-Teraz? - zapytał lekko zażenowany. Loczek pokiwał głową, po czym wyszedł z naszego pokoju. Ponownie opadł na łóżko protestując i tłumacząc, że jest zmęczony. Pokręciłam uśmiechnięta głową na niego i wstałam. Wzięłam z walizki kosmetyczkę oraz inne ubrania. Weszłam do łazienki. Po wejściu do pomieszczenia, z moich ust wydostało się ciche "Whow". Poczułam za sobą obecność mojego chłopaka.
-Niesamowite. - westchnęłam i podeszłam do lustra.
-Wolałbym inaczej wykorzystać tą łazienkę w tej chwili. - objął mnie w pasie i zaczął całować skórę mojej szyi, wcześniej odgarniając z niej włosy. Patrzyłam w nasze lustrzane odbicie, jak zbliża się coraz wyżej, prawie do mojego ucha. - Co ty na to? - wymruczał mi do ucha.
-Nie mamy teraz czasu. - odwróciłam się do niego i pocałowałam w nos. Grzecznie go wyprosiłam z łazienki i zrobiłam makijaż oraz ubrałam się. Gdy skończyłam się przygotowywać, mój chłopak zajął pomieszczenie, a ja czekałam na niego w fioletowym fotelu. Parę minut później przyszli Vicki z Harry'm. Gdy Horan wyszedł z łazienki, ruszyliśmy na podbój Las Vegas.
-Gdzie tak w ogóle idziemy? - zapytała Vicki.
-Coś się po drodze znajdzie. - Hazz puścił jej oczko. Rzeczywiście, weszliśmy do pierwszego lepszego klubu, jaki napotkaliśmy na swojej drodze. Nie trzeba było na to czekać zbyt długo. W środku było dużo ludzi, którzy dobrze się bawili. Dołączyliśmy do nich. Tę noc spędziliśmy w kilku innych miejscówkach, lecz ostatecznie tuż przed 6:00 wróciliśmy do hotelu. Tak jak Niall chciał, co prawda przed wyjściem, inaczej wykorzystaliśmy łazienkę niż zwykle. Zdarł ze mnie ubrania i posadził na blacie. Szybko odpięłam wszystkie guziki jego koszuli, po czym rzuciłam ją na pufę. Moje ręce prześledziły jego wyrzeźbiony tors, aż do samych spodni, z którymi się chwilę siłowałam, po czym opuściłam je w dół wraz z bokserkami. Był gotowy, podobnie jak ja. Przysunął mnie bliżej krawędzi, po czym delikatnie, tak jak zawsze, wszedł we mnie. Cały czas całował mnie zachłannie, wręcz brutalnie. Doszłam pierwsza, a on zaraz po mnie. Następnie wzięliśmy razem prysznic, a potem weszliśmy do łóżka z brakiem sił na dalsze życie. Nie musieliśmy czekać na sen, który miał wątek przygodowy.
*Następny dzień, wieczór*
Dziś wybieramy się do kasyna, tak właściwie, to czekamy już przy samym wejściu, aż nas wpuszczą. O dziwo byliśmy wpisani na liście, ale to pewnie sprawka chłopców. Weszliśmy tam i ujrzeliśmy ludzi, którzy wyróżniali się swoim statusem finansowym. Wszyscy chodzili w parach lub grupkach, a w rękach trzymali wino, które również i my otrzymaliśmy od kelnera. Podchodziliśmy do różnych stolików, przy których rozgrywał się poker i inne gry o pieniądze, w których brało udział dużo ludzi. Harry raz przyłączył się do pewnej grupy mężczyzn. Baliśmy się o niego, ale nie potrzebnie, ponieważ jak się okazało, takie gry ma opanowane. Zgarnął kilkaset dolarów, po czym odłączył się od gry i wrócił do nas. Wysłuchaliśmy paru przedstawień, przemów innych. W pewnym momencie po prostu staliśmy i rozmawialiśmy jak na tutejszych ludzi przystało. Cały czas trzymałam się Niall'a, starając się go nie zgubić w tłumie.
-Kogo my tu mamy... - usłyszeliśmy niski, męski głos za naszymi plecami.

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 78

W pierwszy dzień imprezowaliśmy mocno, by otworzyć czas wakacji, sezon. Dzisiaj męczy nas kac, z powodu wypicia dużej ilości alkoholu, wczorajszej nocy.
-Wynająłem samochód. - ogłosił Harry.
-Jaki? - zapytał Niall.
-Ford Mustang. - uśmiechnął się szeroko, a ja zobaczyłam mały błysk w jego oku. Wymieniłyśmy z Rose spojrzenia, po czym także się uśmiechnęłyśmy. - Proponuję go wypróbować. - zagadnął loczek. Wszyscy się zgodziliśmy i wyszliśmy przed hotel. Ujrzeliśmy czerwonego Mustanga, klasykę samochodu. Wypolerowany był w każdym, najmniejszym zakątku. Wsiedliśmy do niego. Harry prowadził. Odpalił silnik i usłyszeliśmy warkot prawdziwego samochodu. Uśmiech wymalował się na naszych ustach, po czym wyjechaliśmy. Krążyliśmy tak trochę, aż wróciliśmy do hotelu. Dziś znowu idziemy na imprezę. Przygotowaliśmy się i o 21:00 spotkaliśmy się na korytarzu. Wyszliśmy z naszego tymczasowego miejsca zamieszkania, po czym ruszyliśmy do klubu, w którym dzisiaj ma odbyć się jedna z największych imprez tego lata. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Na zewnątrz było już słychać głośną, klubową muzykę. Ochroniarz wpuścił nas. Przeszliśmy przez korytarz, w którym było pełno całujących się par oraz palaczy. Weszliśmy do ogromnej sali, gdzie było mnóstwo ludzi. Ruszyliśmy na parkiet i zaczęliśmy się rozkręcać. Przetańczyliśmy kilka piosenek, kiedy poszliśmy do baru. Zamówiliśmy kolejkę dla nas, po czym wypiliśmy ją. Postawiliśmy jeszcze jedną i wróciliśmy na parkiet.  Leciała szybka muzyka. Wszyscy ocierali się o siebie, z powodu braku miejsca. Odwróciłam się do Harry'ego tyłem, jeszcze bardziej się do niego przysuwając. Chwycił mnie w bokach i tak tańczyliśmy. Impreza trwała do białego rana. Wracaliśmy nieźle wstawieni. Jakoś wpakowaliśmy się do taksówki, a potem zapłaciliśmy za przewóz kierowcy. Gdy weszliśmy do pokoju, jedynym naszym ruchem, było opadnięcie na łóżko.
***
Dzisiaj jest ostatnim dniem w Nowym Jorku.
-Zróbmy sobie tatuaże. - zaproponował Hazz.
-Takie same? - zapytałam.
-Tak. - uśmiechnął się do mnie. Chwilę się zastanawiałam, ale zgodziłam się. 
-A wy? Też z nami robicie? - spojrzałam na Niallie. Wymienili ze sobą spojrzenia. Odwrócili się do nas i odpowiedzieli równo "Nie". Zapytałam dlaczego.
-Po prostu. - odpowiedziała Rose.
-Bo kobieta. - dopowiedziałam i zaśmiałam się.
-Owszem. - zawtórowała mi śmiechem. Myśleliśmy z Harry'm nad tatuażem. Ustaliliśmy. że zrobimy sobie dwa tatuaże. W czwórkę pojechaliśmy wypożyczonym samochodem do salonu tatuażu. Weszliśmy do środka i rozglądneliśmy po pomieszczeniu. Podeszła do nas jakaś dziewczyna i zapytała, co chcemy zrobić. Razem z moim chłopakiem odpowiedzieliśmy, że chcemy zrobić sobie tatuaże. Podała nam wzornik, po czym przeszła do innego pomieszczenia. Oglądaliśmy kilkadziesiąt tatuaży, po czym wybraliśmy.
Jaskółki Harry'ego
Zrobimy sobie krzyżyk. Harry na lewej ręce, a ja na karku. Wybraliśmy również jaskółki. U Hazzy znajdą się one na klatce piersiowej, a u mnie na nadgarstku. Poinformowaliśmy o naszym wyborze najpierw naszych przyjaciół, a potem tamtą kobietę. Poprowadziła nas do pokoju, w którym był tatuażysta. Pokazaliśmy mu wzory oraz miejsca, w których chcemy je zrobić. Najpierw ja. Usiadałam na fotelu i wyciągnęłam prawą rękę. Drugą trzymał Harry. Zapewniał, że to nie będzie bolało. Wszystko zostało przygotowane i zaczął swoją pracę. Poczułam lekkie ukłucie, które potem przerodził się w większy ból. Ścisnęłam mocniej rękę chłopaka. Zamknęłam również oczy i próbowałam się odprężyć. Parę minut później skończył na nadgarstku. Zabezpieczył moją rękę i wytłumaczył jak o nią dbać przez jakiś czas. Następnie przygotowałam się do tatuażu na karku. Tam mniej bolało i szybciej poszło. Również go
Krzyżyk Victorii
zabezpieczył plastrem, po czym przyszła kolej na mojego chłopaka. Zaczął od ręki. To było tylko parę minut. Następnie ściągnął koszulkę i wygodnie położył się na fotelu. Siedziałam obok niego i patrzyłam na cały proces "rysowania" jaskółek na jego obojczykach. Jego to nie bolało. Po skończonych pracach, zapłaciliśmy i spotkaliśmy się z Niall'em i Rose, którzy właśnie wychodzili z kawiarni naprzeciwko. Wróciliśmy do hotelu i spakowaliśmy swoje rzeczy. Włożyliśmy wszystkie bagaże do samochodu. Wymeldowaliśmy się z hotelu i wyjechaliśmy z NYC.

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 77

Lot był bardzo długi, bo trwał około osiem godzin. Wylądowaliśmy w Nowym Jorku, a na lotnisku odebraliśmy swoje bagaże. Chwyciliśmy je w ręce i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Podeszliśmy do pierwszej taksówki, która była wolna. Znowu walizki wylądowały w bagażniku. Podaliśmy kierowcy adres hotelu, po czym ruszył ulicami NYC. Oglądaliśmy, przez okno żółtej taksówki, całe miasto. Ludzi, którzy chcą jak najszybciej dostać się do sklepów, pracy. Zanim trafiliśmy pod budynek, który będzie naszym domem przez tydzień, musieliśmy przedostać się przez masę korków, które tworzą się w porannych godzinach. Zameldowaliśmy się w recepcji hotelu. Ja i Hazz mamy pokój 246, a Rose i Niall 249. Weszliśmy do windy i wyjechaliśmy na 12 piętro. Rozeszliśmy się do swoich pokoi i odstawiliśmy walizki na ziemię. Podeszłam do ogromnego okna i oglądałam panoramę miasta. Loczek podszedł do mnie i objął mnie w talii. Wtuliłam się w niego i dalej podziwiałam widok rozciągający się przed naszymi oczami. Jednym palcem podniósł mój podbródek i musnął moje usta. Odwróciłam się do niego, zarzucając ręce na jego szyję. Delikatnie całował skórę niedaleko mojego ucha. Odchyliłam głowę w prawą stronę, by miał lepszy dostęp. Składał na mojej szyi pocałunki. Szedł z nimi w górę. Natrafił na moje usta dopiero po chwili. Moje palce wplotły się w jego loczki,
delikatnie za nie pociągając. Jego dłonie powędrowały niżej, prawie na moje pośladki. Stanęłam na palcach, by nie musiał się do mnie garbić. Pogłębiłam pocałunek, a nasze języki tworzyły harmonię. Tą piękną chwilę, jak zwykle, przerwał mój telefon. Westchnęłam lekko zdenerwowana i sięgnęłam po mój telefon. Odblokowałam ekran i zmarszczyłam brwi, kiedy zobaczyłam napis "Zablokowany". Jak to działa, skoro dalej do mnie pisze? Bez sensu...
Rzuciłam telefon na fotel i podniosłam wzrok na Harry'ego. Przez cały czas uważnie mi się przyglądał.
-Kto to był? - zapytał patrząc na mój telefon.
-Nikt. - odpowiedziałam i się do niego przytuliłam. Zamknął mnie w swoich ramionach, a ja czułam się bezpieczna.
-Więc, kto to był? - dalej ciągnął temat.
-Madeline... - mruknęłam niechętnie. - Nalega na spotkanie. - wyprzedziłam jego pytanie.
-Chcesz się z nią spotkać? - nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Nie chcę jej znać, ale chciałabym to wszystko wyjaśnić.
-Nie wiem. - to było najwięcej, na co było mnie w tej chwili stać. Postanowiłam porozmawiać o tym z Rose, ona zawsze służy dobrą radą. Wyplątałam się z uścisku, chwyciłam telefon do ręki i wyszłam z pokoju. Zapukałam do drzwi, na których widniała cyfra 249. Chwilę później otworzyła mi Rosalie i od razu mnie wpuściła. Poszłam do części, w której znajdował się salon.
-Kotku, wróć... - Niall podniósł się z kanapy, i gdy mnie zobaczył był trochę zaskoczony.
-Zaraz. - uśmiechnęła się do niego Rose. Odwróciłam się do niej i usiadłam na fotelu, a ona naprzeciwko mnie. Nadal nic nie mówiąc, podałam jej telefon z otworzonymi wiadomościami. Widziałam, że czyta to kilka razy, zanim coś powiedziała.
-Zakładam, że wolisz o tym zapomnieć. - bardziej stwierdziła, jak zapytała. W pewnym sensie, miała rację, ale nie jestem do końca swojej decyzji. Tym samym odpowiedziałam jej to, co Harry'emu. Popatrzyła na mnie nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Powinnaś się z nią spotkać. - powiedziała po chwili namysłu. - Razem z Harry'm. Będziesz czuć się pewniej. - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Pomimo tego, że mógłby tam ze mną iść, nie spotkam się z Madeline. Ten rozdział jest zamknięty.
-No, nie ważne. Nie będę już przeszkadzać. Dobranoc. - uściskałam ich i wróciłam do swojego pokoju, gdzie czekał na mnie Harry. 
-I co? - zapytał, kiedy tylko przekroczyłam próg drzwi.
-Temat zamknięty. Idziemy spać?
-Ale... Ok, chodź. - zauważył, że nie chcę tego kontynuować. Ściągnął swoje ubrania i położył na łóżku. Dołączyłam do niego, gdy wróciłam z łazienki. Przyciągnął mnie do swojego boku. Nie mogłam zasnąć tej nocy...

Dziękujemy!

Jest już 5000 wyświetleń! Wciąż nie możemy w to uwierzyć. To miała być tylko zabawa, a przerodziło się to w coś tak dużego i ważnego dla nas. Z całego serca chcemy wam podziękować za chęć czytania naszych wypocin, z którymi znacznie się poprawiłyśmy od pierwszego rozdziału :) Oczywiście, liczymy na wsze wsparcie w wyświetleniach oraz komentarzach :)

Kochamy Was! <3